Milan Milovanović: Poziom I ligi mnie zaskoczył. Jestem tu sobą
Miałem niedawno oferty z Francji i z Hiszpanii, ale w Sokole Łańcut jestem szczęśliwy. Trener i prezes we mnie wierzą. Mogę być najlepszą wersją siebie. Mam tutaj dobre warunki sportowe i finansowe. Poziom I ligi stoi na wysokim poziomie. Nie myślę o grze w PLK – mówi Milan Milovanović, zawodnik Solver Sokoła Łańcut, który ma na swoim koncie już 14 meczów z double-double w I lidze.
Karol Wasiek: Dlaczego już w lutym zdecydowałeś się na przedłużenie kontraktu z zespołem z Łańcuta na kolejny sezon? Co o tym zadecydowało?
Milan Milovanović, zawodnik zawodnik Solver Sokoła Łańcut: To pytanie, które wszyscy mi teraz zadają (śmiech). Nie jest tajemnicą, że w momencie, gdy zacząłem lepiej grać, pojawiły się oferty z klubów zagranicznych. Mam na myśli drużyny z Francji i z Hiszpanii. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i doskonale znam mechanizm działania rynku. W trakcie sezonu, gdy grasz dobrze, wszyscy cię chcą, a później sytuacja wcale nie jest taka kolorowa. Chciałem tego uniknąć.
W Sokole Łańcut czuję się znakomicie. Jestem z rodziną na miejscu, co jest dla mnie bardzo komfortową sytuacją. Łańcut nie jest dużym miastem, ale mając rodzinę na miejscu, w ogóle nie zwracam na to uwagi. Nawet lepiej, że to mniejsza miejscowość, bo łatwiej się po niej poruszać.
Poznałem tu wielu dobrych ludzi. Trener Kaszowski jest świetnym człowiekiem, podobnie jak prezes Sławomir Kuźniar. Obaj są bardzo szczerzy, konkretni i uczciwi, a ja bardzo cenię takie cechy u ludzi.
Na początku sezonu miałem problem z zębem i przez to nie trenowałem przez 2-3 tygodnie. Moja gra nie wyglądała zbyt dobrze, ale ani razu nie usłyszałem tekstów w stylu: “Milan, dlaczego tak słabo grasz?”. Wszyscy w klubie we mnie wierzyli. Dali mi szansę być sobą, dlatego jestem im za to bardzo wdzięczny.
10 dni temu powiedziałem panu prezesowi, że jestem tu szczęśliwy. “Wszystko mi tu odpowiada. Gram dobrze i nie mam na co narzekać”. Szybko ustaliliśmy warunki nowego kontraktu i złożyliśmy podpisy pod umową. Chciałem mieć latem spokój, dlatego już teraz zdecydowałem się przedłużyć kontrakt.
-
Tak
-
Nie
-
Tak24 głosów
-
Nie4 głosy
Nie chciałeś poczekać na ofertę z PLK?
To dobre pytanie. Miałem wstępne zapytania na kolejny sezon, ale nie chcę zdradzać nazw klubów, bo w tym momencie nie ma to sensu. Grałem w PLK przez trzy sezony i doskonale wiem, jak wygląda tam sytuacja. Gdy grasz w drużynie ze środka tabeli, to w momencie pojawienia się kryzysu od razu jest presja i zła energia. Są nerwowe rozmowy. Chciałem tego uniknąć.
Sokół jest drużyną z czołówki 1. ligi. Wygrywamy mecze, atmosfera na trybunach jest bardzo pozytywna. Czuję, że ludzie cieszą się naszą grą.
Powtórzę jeszcze raz: jestem tu szczęśliwy, na dodatek warunki finansowe są dobre. Nie mam na co narzekać. Szczerze? Nie spodziewałem się tego, gdy podpisywałem tu umowę. Trochę jechałem w nieznane, ale szybko się przekonałem o tym, że podjąłem dobrą decyzję.
Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się na grę w 1-ligowym klubie z Łańcuta? Dla wielu ten transfer był sporym zaskoczeniem.
W zeszłym sezonie grałem w lidze francuskiej. Z moim zespołem zrobiłem awans i wszystko – pod względem sportowym i organizacyjnym – było na wysokim poziomie. Niestety podróż z mojego rodzinnego domu do Francji zajmowała mnóstwo czasu. Chciałem to zmienić. Latem mój agent zapytał mnie: “Milan, co byś powiedział na powrót do Polski?” Trochę się obawiałem poziomu I ligi. Nie ukrywam, że ja lubię koszykówkę zespołową, a nie taką opartą na szaleństwie.
Trochę poszperałem, podzwoniłem po różnych kolegach, którzy byli w Polsce. Rozmawiałem z M. Mijoviciem, który grał w Sokole. On powiedział mi same dobre rzeczy o klubie.
Na dodatek z Krakowa jest bezpośredni lot do Belgradu. Mogę się swobodnie przemieszczać w wolnej chwili. Na tym mi zależało, bo mam małe dziecko i kontakt z rodziną jest bardzo istotny.
Czy poziom rozgrywek cię nieco zaskoczył?
Tak. Nie spodziewałem się, że ta liga stoi na takim poziomie. Myślę, że poniekąd ma na to wpływ sytuacja ze zmianą przepisów w PLK. Wielu doświadczonych graczy z PLK przeszło do grania w I lidze. Tutaj też są dobre pieniądze, na dodatek mają pewne minuty. Uważam, że drużyny z czołówki grają na bardzo dobrym poziomie. To duża frajda rywalizować z nimi.
Zostałeś uznany najlepszym graczem stycznia w 1. lidze. Łącznie w tym sezonie masz już 14 meczów z double-double. Pod tym kątem jesteś absolutnym dominatorem. Czy czujesz się najlepszym środkowym w tych rozgrywkach?
Ja jestem tu od grania, a nie od wystawiania ocen (śmiech). Myślę, że to pytanie powinieneś skierować do trenerów czy kibiców. Uważam, że w tych rozgrywkach jest wielu twardych podkoszowych, którzy potrafią bić się o swoje w “pomalowanym”. Ja też robię swoje i nie myślę o tym, kto jest lepszy, a kto gorszy.
Mam 34 lata i moja perspektywa patrzenia na pewne sprawy zmieniła się. Kiedy byłem młody, chciałem wszystkim udowodnić, że jestem najlepszym graczem pod słońcem. Teraz najważniejsze jest wygrywanie meczów. Choć na początku sytuacja była taka scenka, o której muszę opowiedzieć.
Proszę bardzo.
Trener Kaszowski i prezes Kuźniar przyszli do mnie i powiedzieli: musisz grać nieco bardziej egoistycznie. “Przestań tyle podawać i sam pomyśl o punktowaniu. Pokaż swój talent, wiemy, na co cię stać” – mówili.
Te słowa sprawiły, że w kolejnych meczach byłem “na misji”. Zacząłem grać z większą pewnością siebie. Cieszy mnie fakt, że jestem ważną postacią zespołu, który jest w czołówce tabeli.
Często wspominasz prezesa Kuźniara. Jak ci się współpracuje z tym człowiekiem, który na swoich barkach dźwiga w większości finansowanie tego klubu?
Już po pierwszych spotkaniach dało się wyczuć, że to wielki pasjonat koszykówki. On ma swój biznes, któremu poświęca sporo czasu, ale widzę, że koszykówką mocno żyje. Ogląda dużo meczów, analizuje różnych zawodników. Jest bardzo zaangażowany w życie klubu. Przychodzi na treningi, rozmawia z graczami, nawet jeździ z nim na wyjazdy. Lubi być z drużyną i jej kibicować. To kluczowa postać Sokoła Łańcut.
Zawsze mogę na niego liczyć. “Jeśli czegoś potrzebujesz, zadzwoń do mnie” – usłyszałem podczas pierwszej rozmowy. Czuć ten szacunek z jego strony każdego dnia.
Na koniec chciałbym ciebie zapytać o akcję, którą wykonałeś podczas meczu z PGE Spójnią. To było podanie w stylu Nikoli Jokicia. Ta akcja zrobiła furorę w sieci. Jakbyś opisał to zagranie z własnej perspektywy?
Myślę, że to wynika z tego, co mówiłem wcześniej w naszej rozmowie. Z pewności siebie, którą daje mi trener Kaszowski. Mam margines na błąd, a to powoduje, że mogę być sobą na boisku. Od zawsze lubiłem podawać i szukać kolegów na wolnych pozycjach. To mój styl grania.
Pamiętam, że powiedział mi kiedyś: “trener we Francji nie umiał cię wykorzystać w odpowiedni sposób”.
Tam była gra na zasadzie: “masz piłkę? Zrób coś z nią”. Ja nie lubię takiej gry. Tutaj tak nie jest. Staramy się grać zespołowo i szukać siebie na wolnych pozycjach.
