Michał Jankowski: Wyglądamy jak drużyna w pre-season

Michał Jankowski: Wyglądamy jak drużyna w pre-season

Michał Jankowski: Wyglądamy jak drużyna w pre-season
Michał Jankowski / foto: Andrzej Romański / PLK

Ciągłe zmiany i zawirowania w składzie nam nie pomagały w zbudowaniu chemii i zgrania na boisku. Rotowaliśmy tymi zawodnikami: ktoś przychodził, inny wyjeżdżał. Uważam, że wyglądamy trochę jak drużyna w pre-season. Na ten moment jesteśmy najsłabszym zespołem w PLK. Tak pokazuje tabela. Liczby nie kłamią – mówi Michał Jankowski, kapitan Miasta Szkła Krosno.

Karol Wasiek: Po ośmiu latach wróciłeś do grania w Polskiej Lidze Koszykówki. Trochę cię nie było na ekstraklasowych parkietach…

Michał Jankowski, kapitan Miasta Szkła Krosno: To prawda. Zadomowiłem się w I lidze. Nie ukrywam, że początek tego sezonu był trudny. Adaptacja do nowych warunków wcale nie była taka łatwa. Inna fizyczność, a kultura gry na dużo wyższym poziomie. Nie mogłem się za bardzo odnaleźć. Z biegiem czasu zacząłem sobie przypominać, na czym to wszystko polega, co miało przełożenie na lepsze występy.

Czy i jak zmieniła się PLK przez ostatnie lata?

Nie czuję wielkiej zmiany. Jest fizyczność, jest duża kultura gry, ale na to byłem przygotowany. Jest sporo ciekawych graczy, na których miło się patrzy. Oczywiście osiem-dziewięć lat temu funkcjonował przepis o dwóch Polakach na parkiecie i wtedy nasi gracze byli ważni, ale teraz – mimo braku przepisu – też są istotni. Każdy klub ma wiodącego Polaka, który robi różnicę.

Przerwa od grania w PLK nie była zbyt długa?

To był mój wybór. Należy pamiętać, że granie w PLK jest trochę specyficzne. Jeśli nie ma się wyrobionej pozycji i roli w zespole, to najczęściej jesteś oddelegowany do stania w rogu i czekania na piłkę. Nie ma tej radości z grania i pełnej satysfakcji. W I lidze jest większa rola, a co za tym idzie większa odpowiedzialność. To mi bardzo pasowało. Czerpałem z tego dużo radości.

Czy Miasto Szkła Krosno to najgorszy zespół w ORLEN Basket Lidze?
197 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    141 głosów
  • Nie
    56 głosów
Wczytywanie…

Jedno przez lata się nie zmieniło: nadal jesteś najbardziej energetycznym zawodnikiem w zespole.

Ha, ha. Karol, znasz mnie doskonale. Zawsze taki byłem. Nie zmieniłem się pod tym kątem. To przychodzi u mnie naturalnie. Nikogo nie udaję. Powiem więcej: wieku nie czuję. Oczywiście regeneracja po treningach i meczach jest nieco dłuższa niż wcześniej, ale ogólnie czuję się bardzo dobrze. Sam się zastanawiam, kiedy przyjdzie ten moment, gdy trzeba będzie powiedzieć “pass”. Koszykówka nadal sprawia mi dużo radości.

Czy pamiętasz sezon w Starcie Gdynia i sytuację, gdy trener kadry Dirk Bauermann przyjechał ciebie obserwować?

Żona mi właśnie ostatnio pokazała wycinek waszego podcastu, w którym o tym mówiłeś. Szczerze? Nie pamiętałem tego momentu, ale może w tym wieku pamięć już nieco szwankuje (śmiech). Ten sezon w Starcie był świetny. Wracam z przyjemnością wspomnieniami do pobytu w Gdyni. Mówiłem chłopakom z drużyny, że jeśli mieliby kiedyś okazję zagrać w Trójmieście, to niech od razu się decydują.

W trakcie tego podcastu, który wspomniałeś, powiedziałem też, że Michał Jankowski jest najlepszym polskim graczem Miasta Szkła Krosno.

Trudno powiedzieć. Na pewno jestem najbardziej doświadczonym graczem.

Uważam, że mamy utalentowanych Polaków. Hubert Łałak ma spory potencjał, ale to kwestia dania mu szansy i zbudowania w nim pewności siebie. Uważam, że to jest młodsza wersja Kamila Łączyńskiego. Na pewno ma sporo pracy do zrobienia pod kątem fizycznym, ale ma świetny przegląd pola, dobrze czyta grę. W finałowych spotkaniach I ligi grał jak profesor, biorąc na siebie olbrzymią odpowiedzialność.

Podobnie jest z Jankiem Góreńczykiem. Utalentowany chłopak ze świetną fizycznością. Ma warunki do grania w PLK, ale potrzebuje ogrania i minut.

Uważam, że każdy zawodnik potrzebuje pewności siebie i zaufania. Starsi umieją sobie z tym poradzić, ale młodsi gracze bardziej to przeżywają pod kątem emocjonalnym. To jest trudne dla nich, nie ma co tego ukrywać.

Ostatnio – w trakcie meczu z AMW Arką – dostrzegłem taką sytuację, że po popełnionych błędach od razu skierowałeś się na ławkę rezerwowych.

Tak, to prawda. Doskonale zdawałem sobie sprawę, za co mnie trener ściągnął z boiska. Nawet nie chciałem już z nim wchodzić w dyskusję, bo wiedziałem, że to on będzie miał rację. Znam siebie, w takich sytuacjach muszę się wyciszyć przez 2-3 minuty. W moje miejsce wskoczył Janek Góreńczyk, który dał dobrą zmianę. Starał się bronić, była energia w jego poczynaniach.

Niestety w tym meczu nie mieliśmy za dużo do powiedzenia. Przyjemnie patrzyło się na grę AMW Arki Gdynia. To inna kultura i organizacja gry. Kamil Łączyński i Milan Barbitch kapitalnie to wszystko organizują. Aż przyjemnie na to z boku popatrzeć, jak chłopacy dzielą się piłką. Widać, że wszyscy są zadowoleni, bo każdy dotyka piłki. O to właśnie chodzi w grze zespołowej.

Jak pod tym względem oceniasz zespół Miasta Szkła Krosno?

Szczerze? Dawno nie widziałem czegoś takiego, co działo się w końcówce meczu. To było prawdziwe “indiaństwo”. 2-3 sekundy i od razu oddawane rzuty. Nie chcę powiedzieć, że chłopacy nie chcą czy się nie starają, ale czasami to tak wygląda, jakbyśmy po raz pierwszy się spotkali. Stoisz wolny, prosisz o piłkę, a podań brak.

Trenerzy się starają, wykonują swoją pracę, przygotowując nas do meczów pod kątem scoutingowym, ale to zawodnicy są na boisku i to od nich wszystko zależy. Mam na myśli to, że plan to jedno, a egzekucja to drugie.

Jako kapitan zespołu rozmawiasz z kolegami o tym?


Tak. Tych rozmów mieliśmy naprawdę bardzo dużo, ale nie ma co ukrywać, że ciągłe zmiany i zawirowania w składzie nam nie pomagały w zbudowaniu chemii i zgrania na boisku. Rotowaliśmy tymi zawodnikami: ktoś przychodził, inny wyjeżdżał. Jak dojeżdżał nowy gracz, to musieliśmy wracać do podstaw i tak naprawdę wszystkiego uczyć się od nowa. Uważam, że wyglądamy trochę jak drużyna w pre-season.

Czy to prawda, że byłeś mocno związany z trenerem Edmundsem Valeiką?

Tak. Byliśmy ze sobą bardzo zżyci. To były trzy lata świetnej pracy. To bardzo fajny człowiek. Był dla nas trochę jak ojciec. Zbudowaliśmy z nim fantastyczną chemię. Zupełnie inny typ trenera niż Maros Kovacik. Możemy sobie teraz gdybać, co by było, gdyby… Ale to już nie ma sensu. Trzymam za niego kciuki w kolejnych rozdziałach trenerskiej kariery.

Czy nadal wierzysz w utrzymanie w PLK?

Matematycznie nadal jesteśmy w grze. Szczerze mówiąc, na ten moment jesteśmy najsłabszym zespołem w PLK. Tak pokazuje tabela. Liczby nie kłamią. Gramy słabo w obronie, tracimy mnóstwo punktów. Robimy dużo strat. Nie chcę nikogo oszukiwać. Wiem, że GTK też słabo ostatnio gra, ale rywale mają nad nimi przewagę, także w bezpośrednim pojedynku. Uważam, że będzie szalenie trudno utrzymanie. Ten mecz ze Stalą był kluczowy. Przegraliśmy go na własne życzenie.

Jaki jest twój plan na przyszłość?

Mam ważny kontrakt z klubem bez względu na poziom rozgrywek. Chcę zostać w Krośnie. Mam swoje plany, które mam nadzieję, że żona zaakceptuje (śmiech). Ja na stałe mieszkam w Lublinie, więc mam blisko do domu. Nie ukrywam, że fajnie to sobie życie ułożyliśmy. Nie mogę na nic narzekać. Dziękuję żonie za wsparcie na każdym kroku.

W Krośnie czuję się bardzo dobrze. Mam mnóstwo znajomych. Mimo kiepskich wyników, wokół klubu jest bardzo dobra aura. Kibice są świetni, na każdym meczu jest praktycznie sold-out. Jest duży głód koszykówki w Krośnie.

Nie można na nic narzekać. Aż czasami to boli, że przegrywamy, bo ci ludzie w klubie wykonują kapitalną pracę. Nie ma żadnych zaległości, organizacyjnie wszystko jest dopięte na ostatni guzik.