Mate Vucić: Nie byłem gotowy powiedzieć Legii „tak”
– W Polsce strasznie irytujące są plotki, które niepotrzebnie sieją ferment. Tak było w przypadku mojej kontuzji i sytuacji transferowej. Uważam, że jestem jednym z lepszych graczy na mojej pozycji w PLK. Nie spodziewałem się tego, że zostanę w Polsce na kolejny sezon. Trener Kożan zasłużył na większy szacunek u kibiców – mówi Mate Vucić, center Anwilu Włocławek.
Karol Wasiek: Jaka była prawda o kontuzji, przez którą byłeś poza grą przez ponad dwa miesiące?
Mate Vucić, center Anwilu Włocławek: Kiedy po raz pierwszy poszliśmy do lekarza, to on powiedział, że moja przerwa powinna potrwać około czterech tygodni. Kiedy jednak rozpoczęła się rehabilitacja okazało się, że przerwa będzie dłuższa, ponieważ moje mięśnie były bardzo napięte. Odczuwałem mocny ból. Prawda jest taka, że na dwa dni – przed wyznaczonym wcześniej terminem czterotygodniowej rehabilitacji – nadal utykałem.
Po przegranym meczu w Ostrowie Wielkopolskim podjęliśmy decyzję o powrocie do treningów z drużyną. Jeden trening zrobiłem na 100 procent, ale pod jego koniec znów poczułem ból.
Miałem drobną kontuzję mięśnia czworogłowego uda i ponownie udaliśmy się do lekarza. Wtedy powiedział, że moje kolano nie jest jeszcze gotowe i prawdopodobnie przerwa potrwa od sześciu do dwunastu tygodni.
Wiem, że ludzie chcieli, żebym wrócił i rozumiałem ich frustrację, ale uwierzcie mi, że to ja byłem najbardziej sfrustrowany. Chciałem jak najszybciej przyspieszyć ten proces. Nawet teraz, po meczach, po treningach, odczuwam ból, ale kolano jest wystarczająco stabilne. Czuję, że mogę pomóc drużynie. Myślę, że taka sytuacja potrwa jeszcze kilka tygodni i wszystko wróci do normy.
-
Tak
-
Nie
-
Tak53 głosów
-
Nie20 głosów
W trakcie procesu rehabilitacji narosło mnóstwo plotek na ten temat. Czy byłeś tym trochę sfrustrowany?
Tak. To frustrujące, kiedy widzisz, że ludzie nie szanują tego, czego dokonałeś. Nie jestem nowym graczem w PLK. To mój trzeci sezon w Polsce. I wszyscy mogą sprawdzić, ile meczów zagrałem w pierwszym i w drugim sezonie.
Te wszystkie plotki mnie frustrowały, ale nie można pozwolić, by takie rzeczy miały na ciebie wpływ. Cała sytuacja była trudna, ale teraz wszystko zmierza w dobrą stronę i tego się trzymajmy.
Myślę, że takie duże nagromadzenie plotek poniekąd wynikało z faktu, że Anwilowi bardzo brakowało prawdziwego środkowego. Obaj trenerzy – Kożan i Ginzburg – zgodnie powtarzali, że trudno jest grać i rywalizować bez takiego zawodnika.
Słyszałem te opinie trenerów i jest mi miło, że tak mówili. Jestem zawodnikiem, który zawsze gra na 100 procent swoich możliwości. Uważam, że jestem jednym z lepszych graczy na mojej pozycji w PLK. Z podkreśleniem, że jestem zawodnikiem zorientowanym na grę zespołową. Chcę pomagać kolegom na boisku. Na tym mi zależy.
W drugim spotkaniu – po powrocie z kontuzji – zanotowałeś aż 18 zbiórek, co jest najlepszym wynikiem tego sezonu w PLK. Nie potrzebowałeś dużo czasu, by wrócić do niezłej formy.
Też byłem tym mocno zaskoczony (śmiech). To zabawne, bo było kilka momentów w meczu, kiedy po prostu brakowało mi tchu, ale to normalne po ponad dwóch miesiącach przerwy od grania w koszykówkę. Wróciłem do gry w spotkaniu z Górnikiem, przepracowałem z drużyną cały tydzień treningów, ale to wciąż za mało, by mówić o powrocie do optymalnej formy i kondycji. Potrzebuję jeszcze kilku tygodni.
Niemniej, to że z miejsca wytrzymuję tak duże obciążenia meczowe jest zasługą naszego sztabu. Łukasz Orzechowski wykonał fantastyczną, bardzo profesjonalną pracę. Ćwiczenia, badania, analiza, wnioski, nowe ćwiczenia – chyba każdy koszykarz chciałby mieć komfort współpracy z takim fachowcem. Do tego fizjoterapeutki – Marta i Magda, które zawsze były gotowe do pomocy. Bardzo im i całemu klubowi za ten profesjonalizm, cierpliwość i wiarę we mnie dziękuję.
Jak czujesz się w duecie z Tylerem Wahlem?
Bardzo fajnie. Myślę, że będzie jeszcze lepiej, gdy nauczymy się grać ze sobą.
Widziałem, jak niektórzy mówili: „on nie rzuca zbyt często, może to nie zadziałać”. Uważam, że Tyler jest bardzo inteligentny. Umie podać piłkę. Jesteśmy dość podobnymi zawodnikami. Co prawda nie grozimy rzutem za trzy punkty, ale ze względu na duże rozumienie i czytanie gry możemy być razem na parkiecie.
Uważam, że Tyler na pozycji nr 4 stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla każdej drużyny w PLK. Trudno go upilnować. Jest bardzo silny.
W trakcie twojej rehabilitacji doszło do zmiany na stanowisku pierwszego trenera – Grzegorza Kożana zastąpił Ronen Ginzburg. Jak zareagowałeś na tę zmianę?
W zeszłym sezonie – po raz pierwszy w karierze – miałem zmianę na stanowisku trenera w trakcie rozgrywek. Jako zawodnik mogę taką informację jedynie przyjąć do wiadomości. Nic więcej. Kiedy Grzegorz Kożan był trenerem, starałem się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiałem. Teraz mam takie samo podejście: grać na 100 procent, by drużyna wygrała. Słucham trenera i staram się wykonywać jego polecenia.

Czy twoja rola w zespole uległa zmianie?
Nie. Dalej jest graczem pierwszopiątkowym. Obaj trenerzy ufają mi w takim samym stopniu. Należy pamiętać, że każdy trener ma swoją filozofię. Niektóre elementy – pod wodzą trenera Ginzburga – uległy zmianie. Myślę, że trener Kożan wykonał dobrą pracę. Po prostu może potrzebował trochę więcej doświadczenia. Myślę, że ludzie z Włocławka powinni go trochę bardziej wspierać, bo to przecież facet stąd, który poświęcił swoje życie dla tego klubu. Naprawdę nie było miło czytać niektóre komentarze pod jego adresem. To nie było fair wobec niego.
Nawet jeśli popełniał błędy, tak jak my wszyscy, nie robił tego celowo. Myślę, że kibice powinni być go bardziej szanować.
Jak wygląda funkcjonowanie w Anwilu Włocławek na co dzień?
Dla mnie najbardziej wyróżniającym elementem tego klubu są kibice, którzy są bardzo oddani. Po raz pierwszy w Polsce gram dla takich fanów, którzy dopingują drużynę przez 40 minut. Chcą wygrać każdy mecz. Czasami nawet trochę przekraczają granicę, ale trzeba się do tego przyzwyczaić, bo to takie miejsce.
Podczas spacerów czy wyjścia do sklepu ludzie mnie zaczepiają, prosząc o wspólne zdjęcia. Wielu z nich podchodziło do mnie i życzyło mi zdrowia, kiedy byłem kontuzjowany. To jest ta miła strona.
Zła strona?
Potem są pewne rzeczy, które czytasz w internecie. Z drugiej strony wszędzie są ludzie, którzy w ciebie wątpią albo wierzą w te wszystkie wykreowane plotki. Nie lubię tego. Przekonałem się o tym podczas off-season, gdy wokół mnie narosło mnóstwo nieprawdziwych informacji.
Opowiedz o tym więcej.
Szczerze? Nie spodziewałem się tego, że zostanę w Polsce na kolejny sezon. Miałem naprawdę dobre play-offy, które zakończyły się mistrzostwem. Nie ukrywam, że czekałem na propozycje z klubów zagranicznych. Taki był mój cel.
Legii bardzo zależało na kontynuowaniu współpracy.
Sprawa wyglądała następująco. Po zakończeniu sezonu niemal od razu otrzymałem ofertę przedłużenia umowy. Legia bardzo naciskała na szybką decyzję z mojej strony. Pierwszą propozycję odrzuciłem. Potem klub zaproponował mi trochę więcej pieniędzy, ale z informacją, że decyzję muszę podjąć natychmiasto. W ciągu 24 godzin.
Nie byłem gotowy powiedzieć “tak” po siedmiu dniach od zakończenia sezonu.
Powiedziałem wprost, że nie mogę tak szybko podjąć decyzji. Legia to zrozumiała i poszła w innym kierunku. Klub nie chciał czekać.
Rozumiem to i nie mam do nikogo pretensji. Wiem, że ludzie w Legii też mieli świadomość tego, że moim głównym celem był wyjazd do klubu zagranicznego.
Później pojawiła się oferta z Anwilu Włocławek.
Tak, to prawda. To było pod koniec lipca. Wiedziałem, że Anwil buduje dobrą drużynę, która ma wielkie aspiracje. Do tego dochodziła gra w FIBA Europe Cup. Miałem świadomość, że we Włocławku są oddani kibice, którzy wspierają drużynę na każdym kroku. Ciekawostką jest fakt, że wtedy otrzymałem też ofertę z Turcji. Propozycja z Anwilu była jednak lepsza. Na dodatek nie byłem przekonany co do gry w Turcji. Nigdy nie wiesz, co się tam wydarzy. To była drużyna z dołu tabeli. Dla mnie zawsze lepiej jest grać dla zespołu, który chce wygrywać w każdym meczu.
