„Marszałek” Łączyński nawet z urazem daje spokój i „ciasteczka”
36-letni Kamil Łączyński udowadnia, że wiek to tylko liczba. Trener kadry Igor Milicić nie wyobraża sobie zespołu bez niego. Może liczyć na jego wiedzę i doświadczenie na i poza boiskiem. Rozgrywający, nazywany przez kolegów „Marszałkiem”, pomógł drużynie, mimo urazu w trakcie meczu z Łotwą. Na szczęście to nic groźnego.
– Kamil jest zawodnikiem, który może się dostosować do różnych sytuacji. Jest bardzo doświadczony, zna mój system. Tak naprawdę najlepsze sezony rozegrał pod moją wodzą. To jest postać bardzo szanowana w grupie, która może dać wiele dobrego. Kamil potrafi się dostosować, schować na bok, dać dobre podanie i zagrać rewelacyjnie w obronie. Każdy trener chciałby mieć takiego zawodnika w swojej drużynie – tak o obecności Łączyńskiego w kadrze mówi Igor Milicić.
-
Tak
-
Nie
-
Tak30 głosów
-
Nie7 głosów
Obaj znają się znakomicie, choć w przeszłości też mieli trudne momenty. Nie rozmawiali ze sobą przez kilka lat. Rozgrywający miał żal do trenera, że ten z niego zrezygnował po drugim mistrzostwie Polski. Milicić – po latach milczenia – odezwał się do Łączyńskiego przed EuroBasketem. Zadzwonił i powiedział wprost: „chcę cię w kadrze”. Łączyński odłożył na bok sprawy z przeszłości i po raz kolejny założył koszulkę kadry. Wydawało się, że ten wielki turniej będzie jego last-dance w reprezentacji, ale Milicić uznał, że zespół go potrzebuje na ważne eliminacje do MŚ 2027 w Katarze.
– Przekonał mnie trener, bo już jedną nogą byłem poza kadrą. Szczerze mówiąc, nie myślałem, że wrócę – mówi nam Kamil Łączyński.
Doświadczony rozgrywający udowadnia, że wiek to tylko liczba. Łączyński, nazywany przez kolegów “Marszałkiem”, znakomicie organizuje grę, obsługując kolegów doskonały podaniami, które śmiało można nazwać “ciasteczkami”.
– Kocham grę z Kamilem. To przyjemność. Najlepszy rozgrywający, z którym grałem. Jego podania i czytanie gry są na najwyższym możliwym poziomie – podkreśla Dominik Olejniczak.
– Podania od Łączyńskiego? Fenomenalne. Nie przez przypadek mówi się na niego „Marszałek”. Pierwszy raz miałem możliwość zagrania z nim na parkiecie – zauważa Mikołaj Witliński.
Obaj – w meczu z Łotwą – dostali od Łączyńskiego wspaniałe podania. Olejniczak popisał się kapitalnym wsadem, którym poderwał publiczność z krzesełek.
– Kapitalnie się z nimi gra. Oby to trwało jak najdłużej. Najlepiej do pięćdziesiątki – uśmiecha się Łączyński.
– Pokazaliśmy dominację nad Łotwą. Jeżeli ktoś mówił, że to pierwsze spotkanie wygraliśmy fartownie, przez przypadek, to myślę, że w niedzielę pokazaliśmy, że to nie jest tylko drużyna Mateusza Ponitki i Jordana Loyda. Oni są oczywiście gwiazdami i liderami zespołu, ale inni też dokładają się do sukcesów kadry – zauważa.
Polak miał jednak w niedzielnym trudny moment. Jego ręka zaplątała się w łokieć rywala. Ucierpiał mały palec. Łączyński od razu skierował się na ławkę. Otrzymał fachową pomoc ze strony sztabu medycznego. Gdy Milicić usłyszał, że Łączyński jest gotowy wejść z powrotem na boisko, od razu wezwał go do strefy zmian. Pomógł kadrze, łącznie notując 7 asyst.
– Zaplątała mi się ręka w łokieć Lomazsa. Mam złe skojarzenia, bo kiedyś miałem taką samą sytuację z Andrzejem Plutą seniorem. Wtedy złamałem kość śródręcza. Teraz palec wypadł mi ze stawu, ale na kadrze pracują medycy najwyższej klasy. Nastawili mi ten palec i mogłem wrócić do meczu – wyjaśnia Łączyński.
Siedzący na trybunach Bartłomiej Wołoszyn, prezes AMW Arki Gdynia złapał się za głowę w momencie, gdy Łączyński z urazem schodził na ławkę. Ma świadomość tego, że to kluczowy gracz jego zespołu. Bez niego trudno będzie o sukces w tym sezonie. Na szczęście kontuzja nie okazała się groźna i wszystko wskazuje na to, że zawodnik wystąpi w niedzielnym meczu z Dzikami Warszawa.
