Łoziński. Utah Jazz.

20/08/2019

W zeszłym sezonie Utah Jazz wygrali 50 gier. Potem gładko, a właściwie frajersko odpadli w pierwszej rundzie z Rakietami 1:4. W zespole Nutek doszli do wniosku, że sama fantastyczna obrona nie pozwoli im wykonać następnego kroku. Kroku, którym ma być dłuższe granie w playoffs – czyli możliwość przeciwstawienia się drużynom posiadającym znaczne siły ogniowe, oraz rozszerzenie własnych opcji po atakowanej stronie parkietu.

 

 

Jazz w zeszłym sezonie byli drugą najlepiej broniącą drużyną ligi, na sto posiadań, za Bucks. W sezonie 2017/18 byli wraz z Celtami byli najlepsi. Obrona nie jest im obca i to nic nowego, ani odkrywczego. Teraz, właśnie kosztem defensywy, mogą stać się również groźni w ataku, dużo groźniejsi niż byli. Startowa piątka z Gobertem i czterema strzelcami jest najprawdopodobniej najlepszą jaką Utah mieli od dawien, dawna. Tym samym jest to też, najprawdopodobniej, najciekawsze zestawienie w jakim kiedykolwiek miał okazje grać Mike  Conley. Podczas 12 sezonów w Memphis, które spędził tam Mike,  nigdy nie byli ekstremalnie groźni w ataku. Nawet w swoich najlepszych sezonach nie weszli do 10 najlepszych ofensyw ligi.

 

 

Mike Conley zajmie miejsce Rickiego Rubio. Ja lubię Hiszpana, jednak nie ma co dyskutować,  Mike jest lepszy i tyle. Mimo, że Ricky poprawił swój rzut, i za dwa trafiał, w zeszłym sezonie 45%. Był to jego najlepszy wynik w karierze. Conley w najgorszym sezonie, trafiał 45% za dwa, w zeszłym ponad 50% swoich rzutów. Za trzy RR 31%, MC 36,4%. Z gry 40% Rubio i 44% Mike. W związku z powyższym przeciwnicy, wielokrotnie ustawiali obronę tak, by zmuszać Rubio do oddawania rzutów. W poprzednim sezonie Rubio doszedł do zabójczej jak na niego skuteczności 58% z odległości do metra od kosza, ale Conley ma średnią z kariery na tym dystansie 57,7%. Gdy spojrzymy dalej zaczyna się demolka Rubio. Odległość między metrem a trzema od kosza RR – 38% w zeszłym sezonie, 30% z kariery, Mike 49% i 40% z kariery. Mamy wieć znaczną poprawę, jeśli chodzi o ustawienia ofensywne, na korzyść zestawienia z Conleyem.

Można się spierać co do rozgrywania. Czy Conley jest lepszy jako typowy rozgrywający, czy lepiej podaje ? Dla mnie nie, średnia asyst z kariery 5,7, poprzedni sezon 6,4, Ricky odpowiednio 7,7 i 6,1, ale Conley da dużo więcej drużynie stwarzanym zagrożeniem w ataku niż Hiszpan swoimi asystami.

 

 

 

W tym momencie pojawia się drugi najgłośniejszy, tegoroczny nabytek Utah. Bojan Bogdanović. Świetny dystansowy strzelec, grożący rzutem z każdego miejsca na boisku i co najlepsze sam potrafiący sobie wykreować pozycje do rzutu. Wystarczy przypomnieć co wyczyniał po kontuzji Oladipo i ile wygrał gier dla Pacers w RS. 42,5% za trzy, 50% z gry i 54% za dwa, 18 pkt., 4,1 zbiórki i 2 asysty, to jego liczby za sezon 18/19. Do tego dochodzą dobre zasłony i całkiem niezłe wjazdy pod kosz, 68% skuteczności z odległości do metra od kosza. Nie można zapomnieć, że w odwodzie czeka inny wyśmienity dystansowy snajper – Joe Ingles.

 

 

Wszystko to razem powinno zdecydowanie ułatwić życie Donovanowi Mitchellowi. W sezonie regularny radził sobie chłopak dobrze 43% z gry, 36% za trzy i 47% za dwa, ale w playoffs gasł jak świeczka na wietrze. Wszystko mu opadało, wręcz dramatycznie – 32% z gry, 26% za trzy i 36% za dwa. Masakra. Był gorszy nawet niż Westbrook, był najgorszy. Przeciwnicy skupiali obronę na nim i nie pozwalali mu na nic, a Jazz nie mieli kadry, która mogła się przeciwstawić takiemu stanowi rzeczy. Teraz ma być inaczej. Zbytnie skoncentrowanie obrony na Donovanie będzie srogo karane zarówno trójkami jak i wjazdami, lub podaniami do Goberta.

 

 

Oczywiście każdy medal ma dwie strony. 73 miliony za cztery lata dla 30 letniego Bogdanovicia mogą być uznane za przepłacenie. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że to najgorszy kontrakt w tym offsezonie, argumentując to, jego słabością w obronie i nijakimi występami w PO. Można odpowiedzieć, że w Jazz nie będzie pierwszą/drugą opcja w ataku jak to miało miejsce w Pacers, po kontuzji Oladipo. W Jazz jego rola będzie zgola odmienna.  Dochodzi do tego co Jazz oddali, aby pozyskać Conleya i Bogdanovicia. Jazz pozbyli się Favrosa, Jae Crowder’a, Kyle Korver’a i Thabo Sefoloshy. Favros który świetnie sprawdzał obok i jako zmiennik Goberta, nie był egoistycznym graczem, w pełni akceptował swoją rolę i pozycje w drużynie, a przy tym był co najmniej dobrym podkoszowym. To także dzięki niemu Jazz byli najlepiej zbierającą w defensywie, drużyną w lidze. Gdy schodził Gobert, na boisku zostawał gościu, który w zbiórkach dawał praktycznie tyle samo. 7,4 zbiórki w 23 minuty na parkiecie w zeszłym sezonie. Jest to niewątpliwie strata, zwłaszcza w obronie, ale w jego rolę postara się wcielić Ed Davis – 8,6 zbiórki w 18 minut na parkiecie w barwach Nets. Poza Favrosem najbardziej zaboli brak Crowdera. Jae był dobry w ataku i bardzo dobry w obronie. Tego będzie Nutkom brakował najbardziej. Bodanović nie łączy tych dwóch aspektów na takim poziomie, i z pewnością nie jest w stanie zatrzymać najlepszych skrzydłowych przeciwników. Kawhi, PG13, LBJ, Butler, Giannis, Griffin etc. Ratunek w tym, że nie każda ekipa ma gracza z tej grupy. Jest Jeff Green, który może próbować kryć tych najlepszych, jednak to nie jest wybitny defensor. Royce O’Neal – jego również można go próbować na czwórce. Rezerwy może nie są najwybitniejsze, ale dadzą radę. W składzie są ponadto Dante Exum i Mudiay Zobaczymy co wymyśli i jak to poukłada Quin Snyder.

 

 

Ewentualnym problemem Jazz, zwłaszcza na zachodzie, jest brak zawodnika z Top 15 może nawet Top 20 ligi. Nie ma tego kogoś kto może zrobić różnice w tych najważniejszych meczach, i w najważniejszych momentach sezonu, ale jak pokazali Detroit Pistons nie zawsze jest to potrzebne by wygrywać. Tym bardziej jestem ciekaw nadchodzącego sezonu Utah.

 

 

Wszystkie te zmiany zostały wymuszone słabością Jazz w PO. W zeszłym sezonie dali się załatwić  Rakietom. Rakietom, które nie były ani potężną drużyną, ani walcem rozjeżdżającym wszystko bez wysiłku. Jazz przegrali 1:4. Wynik beznadziejny, świadczący o braku jakiekolwiek walki. To nie był pojedynek równych drużyn, siedmiomeczowa zacięta seria gdzie o wygranej decydują niuanse lub zwyczajny fart. To była szybka egzekucja, która dała do zrozumienia, że tamten skład najprawdopodobniej osiągnął maksymalny pułap sowich możliwości i potrzebne są zmiany. Zobaczymy czy będą to zmiany na lepsze.

 

 

 

Dzięki za przeczytanie.

 

 

 

Kopiuj link do schowka