Łoziński. Ranking MVP  – rozdział pierwszy.

05/12/2019
fot. wikimedia commons

Minęła pierwsza cześć sezonu i tym samym czas na ranking MVP. O tej porze nie jest łatwo wybrać lidera. Niektórych faworyzuje terminarz, innych konferencja. Jeszcze inni grają w zbyt dobrych drużynach aby liczyć się na poważnie, a kolejni mocno olewają sezon zasadniczy lub jeszcze się nie obudzili jak Jokić. Jednak po wielu nieprzespanych nocach, burzliwych dyskusjach i naradach w gronie wszelakim powstał poniższy ranking. Jak zawsze najważniejsze są dla mnie wygrane, jednak te też bacznie weryfikuję, bo co innego wygrać z Bucks, Denver, LAC czy z LAL a co innego z Hawks i GSW. Osiągnięcia indywidualne oczywiście również są istotne, jednak bez wygranych nic nie dają, dlatego np. Trae Young się nie kwalifikuje. Moc zespołu również ma znaczenie. Nie ma ziomków z napakowanych gwiazdami ekip jeśli drużyna nie wygrywa, a oni nie wymiatają indywidualnie. Zapraszam. Lecę od miejsca 10 do 1.

10. Malcolm Brogdon. Tak Malcolm jest u mnie, mimo że brakuje Jokicia, który gra słabo, jak na niego oczywiście, a Denver wygrywają głównie dzięki zespołowej koszykówce. Nie ma Embiida bo również gra słabo (ostatnie trzy mecze to za mało), a Philly cieniują mimo jednego z najłatwiejszych kalendarzy. Malcolm dla odmiany trzyma Pacers na powierzchni. Mimo, że nie kręci liczb jak Lillard, czy inny Beal to Indiana jest 11 ekipą w lidze i 6 na wschodzie. Oczywiście kalendarz ma znaczenie, ale jednak Brogdon gra mądrze, zespołowo i nie boi się odpowiedzialności. Notuje 19,4 pkt., 48% z gry, kosmiczne 97% z linii, 4,9 zb., 8 ast., 1 prz., 2,1 str. Można się czepiać, że trójka mu spadła na 32% jednak bycie pierwszą opcja w ataku zawsze jest kosztowne. Jest piątym najlepiej podającym w lidze, 15 w OBox +/- i pełen nadziei czeka na Victora Oladipo, aby razem z nim siać spustoszenie w szeregach rywali. Najprawdopodobniej widzimy go w rankingu jeden jedyny raz.

9. Kemba Walker. Reprezentant zespołowej koszykówki z Bostonu. Celtowie również dobrze korzystają z kalendarza (łatwiejszego niż LAL) i są na czwartym miejscu na wschodzie z bilansem 14-5. Kemba notuje dobre cyfry na poziomie 21,6 pkt., 4,7 zb., 5 ast., 2,2 str. Wszystko pięknie i bardzo ładnie jednak wsparcie jakie dostaje jest całkiem pokaźne, dlatego wyżej nie podskoczy. Ma wokół siebie Tatuma, Browna, Haywarda (czasowo nie, ale wcześniej był) i Smarta. Dodając do tego miłych przeciwników Kemba może prezentować się wyśmienicie. Walker, co ciekawe jest jakby dwoma koszykarzami. Jeden gra we własnej hali i wymiata, a drugi ten na wyjazdach jest dużo słabszy. U mnie jest ten który gra w Bostonie.

źródło:YouTube/NBA

8. Jimmy Butler. Kolejny reprezentant zespołowej koszykówki, ale tym razem z Miami. Jimmy może nie imponuje indywidualnymi statystykami 19 pkt., 5,5 zb., 6,3 ast, 2,5 przechwytu, jednak jest spoiwem Heat, takim super klejem. Typowym motorem napędzającym ten zespół, atak, obrona zawsze na 100%, pełne poświęcenie. Świetnie odnalazł się w zespołowej koszykówce Żarów, wygląda jakby urodził się by grać w tym zespole. Nie odnalazł się w gwiazdorskiej Minny, ani w jeszcze bardziej gwiazdorskiej Philly, a w robotniczym Heat już tak. Butler jest pierwszy w przechwytach, 12. w VORP, 10. w Box+/-, 9. w WS i 14. w OWS. Miami są trzeci na wschodzie z bilansem 14-5, po części dzięki dobremu kalendarzowi, a po części dzięki naprawdę dobrej, ekstremalnie drużynowej i zrównoważonej grze. Na dziś jego gra i bilans Miami dają mu pozycje nr 8. w moim rankingu.

7. Anthony Davis. Jest w rankingu, musi być. Jak tak bez Antoniego. Wspaniale spełnia się jako numer dwa, ale przy LeBronie każdy wygląda lepiej i każdy korzysta z jego stylu gry. Bron równoważy własne cyfry z grą dla drużyny. Pamiętacie Irvinga? Jednak nie sposób przejść obojętnie obok gry AD. Robi co do niego należy i robi to świetnie, przynajmniej na tle ogórków. 26 pkt., 48% z gry, 34% za trzy, 87% z linii, 9,3 zb., 3,4 ast., 1,5 prz., 2,4 bl. Antoś jest siódmy w punktach, 18. w zbiórkach, 2. w blokach, 4. w PER, 3. w Defensive Rating, 6. w OWS, 2. w DWS, 4. w WS, 6. w VORP. Anthony dobija, zbiera, gra izolacje, łapie podania od LBJ’a, wygląda świetnie i trzeba trzymać kciuki za jego zdrowie, bo bardzo chcę zobaczyć w playoffs zdrowych Lakers.

źródło:YouTube/NBA

6. Kawhi Leonard. Przedstawiciel napakowanej świetnymi graczami drużyny z Los Angeles. Niby już nie ma zespołów z więcej niż dwoma gwiazdami, ale Clippersi zadają tej tezie poważny kłam. Kawhi, PG13, Williams to są trzej naprawdę wyśmienici zawodnicy, a Sweet Lou nie jest All Starem tylko dlatego, że gra na zachodzie. Na wschodzie Harrell również nie byłby bez szans na występ w ASG. Leonard gra nieźle, momentami wyśmienicie, ale widać że sezon regularny to jest obowiązek a nie przyjemność. Jednak 26 pkt. 7,8 zb., 5,3 ast., 1,9 prz., 85% z linii to wciąż dobre numerki i fantastyczne czwarte kwarty zapewniły Leonardowi pozycje nr 6.

5. James Harden. Musi być. Houston to on. Bez niego ta drużyna szorowałaby po dnie tabeli. Brodaty James kręci kosmiczne cyfry, wymusza faule i kolekcjonuje rekordy. Ma tak samo dużo zwolenników jak i przeciwników, jednak dla ligi jest bezcenny. Nakręca zainteresowanie i gwarantuje kliki. Rakiety mają bilans 13-6 i zajmują 10. miejsce w lidze i 5. na zachodzie. Wygrywają głownie z zespołami poniżej 50% zwycięstw, ale mimo wszystko trzeba docenić ten skrajnie egoistyczny styl gry Hardena. Broda 37 minut na boisku zamienia w 39 pkt., 6 zb., 7,8 ast., 1,7 prz. i 5,3 str. Trafia 45% rzutów z gry, 35% za trzy oddając 14 rzutów w meczu i 86% z linii – średnio 12,5 wolnego. Jest pierwszy w punktach, 7. w asystach i przechwytach, 3. w PER, pierwszy w Usage%, OWS i WS, trzeci w Box+/- i VORP. Na 19 gier Rakiet tylko raz najlepszym strzelcem był ktoś inny, czyli Russ. W tym sezonie miał już mecze na 59 pkt., 49 pkt., 60 pkt. Jedzie jak maniak, jest ofensywnym szaleńcem, jednoosobową armią, James minigun Harden. Odpala po 41 rzutów w spotkaniu lub po 22 i 19 trójek, staje po 23 razy na linii, prawdziwy lider obwoźnego cyrku z Houston. Jest najlepszy i ma największy czerwony, doczepiany nos.

4. Pascal Siakam. Nic nie może go zatrzymać. Gra wyśmienitą i wspaniałą koszykówkę, pełną radości i zabawy. Notuje średnio 26 pkt. na skuteczności 47% z gry, 39% za trzy i 81% z linii. Dodaje 8,4 zb., 4 ast., 1 prz. i 2,9 str. Toronto grają bardzo dobrą koszykówkę i nie zamierzają przestać. Z bilansem 15-4 są drudzy na wschodzie i trzeci w lidze. Mistrzowie wbrew przedsezonowym zapowiedziom wszelkiej maści lamusów nie zamierzają przejść sezonu zasadniczego na luźno. Walczą w każdym meczu, a ich największą siłą jest Pascal Siakam. Gówniarz z Kamerunu robi wszystko czego potrzeba do odnoszenia zwycięstw. Zbiera jak w spotkaniach z Kings, Orlando czy Lakers po 13 – 11 zbiórek, podaje jak w meczach z Dallas, Clippers, Orlando po 7-9 asyst i punktuje. W tym sezonie rzucił 44 pkt. Pelikanom, 34 Atlancie, 35 Jazz. Gra widowiskowo i efektywnie, broni, walczy oraz zaraża uśmiechem. Jest 11. w punktach, 18. w Usage%, 8. w DWS, 14. w WS i 16. w VORP. Jedziesz SpicyP.

3. LBJ. No cóż, druga najlepsza drużyna w lidze, a LeBron to jej główny dowodzący. Podaje jak nigdy, średnio 11 asyst w meczu, choć gra najmniej w karierze, 34,9 minuty w meczu. Trafia 50% rzutów, 35% trójek, i 68% z linii. Zbiera 7,2 piłki, ma 1,5 prz., 3,8 st. i 25,7 pkt. Jest dobrze, nawet bardzo. LAL korzystają z łatwego terminarza w sposób mistrzowski, więc LBJ jest wysoko w moim rankingu. Zobaczymy jak długo utrzyma te pozycję i czy wystarczy mu zdrowia na intensywność gry jaką prezentuje obecnie, zwłaszcza że kalendarz nie będzie już rozpieszczał aż tak bardzo. Oby dał radę bo kolejny sezon bez niego w playoffs będzie sporym rozczarowaniem. LBJ to prawdziwy weteran i mimo, że nie broni już jak kiedyś wciąż jest elitarnym zawodnikiem, wciąż potrafi rozmontować prawie każda ekipę i wciąż wjeżdża w pomalowane jak czołg. Jest 10 w punktach, 1 w asystach, 6 w PER, 1 w %asyst, 10 w Usage%, 5 w OWS, 6 w DWS, 5 w WS. Mimo, że w większości wskaźników ustępuje AD, to jednak LeBron jest najważniejszy w Lakersach, bez niego walczyliby, co najwyżej o playoffs.

źródło:YouTube/NBA

2. Giannis Antetokounmpo. Jedzie równo. Liczby naprawdę imponujące 31 pkt., 56% z gry, 13,4 zb., 6 ast., 1,5 prz., 1,4 bl., 3,3 str. Inne numerki również mocarne PER 33,2 – najlepszy w lidze. 4. w zbiórkach, 2. w punktach, pierwszy w Defensive Rating, drugi w %Usage, 4. w OWS, pierwszy w DWS itd. Bilans drużyny bardzo dobry 18-3, co daje im pierwsze miejsce w lidze. Nie przeszkodziła im absencja Middletona, choć szczerze powiedziawszy nie wiem czy to było osłabienie drużyny, czy wręcz przeciwnie. Są jednak dwa aspekty z powodu, których on nie jest pierwszy. Pierwsza sprawa: Bucks grają na wschodzie i jak do tej pory swój bilans zrobili głownie na leszczach. Z mocniejszych ekip ograli tylko Toronto, Clippers (bez Leonarda i PG, ledwo 5 punktami) i Pacers. Druga rzecz to fakt, że przy Donciciu Antek jest straszliwie jednowymiarowym zawodnikiem. Próbuje trójek, stara się  podawać, ale Luka to wszystko już umie, miażdżąco lepiej niż Giannis. On jak na razie 66% rzutów oddaje z odległości do 3 metrów od kosza, z czego prawie 50% z odległości metra, gdzie trafia zabójcze 81%. Jednak to wciąż jest głównie podkoszowa bestia. Młody Słoweniec poradził sobie w Europie, a Giannis niekoniecznie byłby tam równie skuteczny co w NBA. Dlatego na razie Grek musi ustąpić białasowi z Dallas.

1. Luka Doncić. Skazywani na słabą grę, bardziej na walkę o wybory w drafcie niż o playoffs Dallas dowodzeni przez Doncicia wymiatają, a przecież w składzie nie ma ani MVP, ani nawet All Stara (choć powinien być nim rok temu Doncić, ale nie był przez amerykańskie uprzedzenia). Właśnie rozjechali Lakersów, czyli drugą najlepszą ekipę w lidze, nie wygrali z nimi, tylko ich rozbroili, rozebrali na części i wyrzucili na złom. Mają bilans 13-6 i na mocnym zachodzie są na czwartej pozycji. Terminarz nie był dla nich tak łaskawy jak choćby dla Bucks czy LAL. Z dobrych drużyn grali z Denver, LAL x 2, Bostonem, Toronto i LAC. Do tego trzeba brać po uwagę, że ekipy na zachodzie zmuszają do większego wysiłku niż na wschodzie. Mecze z NOP, Grizz, PTB, SAS, Suns to również nie są spacerki jak z Cavs, NYK, Hawks czy Bulls. Doncić notuje kosmiczne liczby. 30,6 pkt., 48% z gry, 33% za trzy, 83% z linii, 10 zb., 9,6 ast., 1,5 prz., 4,6 str. Jest blisko średniej TD, a w listopadzie zaliczał 32 pkt., 10,3 zb., 10,4 ast. i w przeciwieństwie do Westbrooka jego osiągnięcia indywidualne przekładają się na bardzo dobrą, a momentami na wyśmienitą grę drużyny. Doncić jest drugi w lidze w asystach, 12 w zbiórkach, 3 w punktach, 11 w przechwytach. PER 32,6 – druga pozycja, %asyst – 49,3 –druga pozycja, Usage% – trzeci, OWS – drugi, WS – drugi, WS per 48Min. – pierwszy, Box+/- – pierwszy, VORP – pierwszy. Poza tym jest drugi w lidze w wykonanych podaniach średnio 68, drugi w potencjalnych asystach i drugi w punktach zespołu po asyście zawodnika. Zalicza fantastyczne występy punktowe 42 pkt. z Suns, 41 z Rakietami, 42 z Spurs, asystuje notując po 14, 15 podań w meczu. Zbiera 15, 14 czy 18 piłek. ma najwięcej TD w lidze – 7, ale gdyby mu zależało na liczbach miąłby ich ponad 10. Luka aktualnie gra na poziomie nieosiągalnym dla nikogo, ale nie jest kolekcjonerem statystyk jak Russ, nie wymusza perfidnych fauli łapiąc za rękę jak Harden lub rzucając się na parkiet jak rażony piorunem po najmniejszym kontakcie. Jest graczem, który czyni innych lepszymi, a jego luz, radość i zawziętość są naprawdę wyśmienite. Oczywiście zdarzają mu się wpadki i słabsze mecze, nie jest super obrońcą, ale mimo wszystko na razie jest najlepszy i jest dzieciakiem. Na jego pierwsze miejsce składa się także mój szowinizm, który podpowiada mi, że biały, niedorzeźbiony Europejczyk na szczycie rankingu to najlepsza opcja.

źródło:YouTube/NBA

 

Dzięki za poświęcony czas.

 

Kopiuj link do schowka