Legia zatrzymała wielki marsz! Zastal 40 minut od historycznego wyczynu
Przed finałami na horyzoncie widniał scenariusz, w którym Orlen Basket Liga mogła doczekać się jednej z największych sensacji XXI wieku. Zastal Zielona Góra, przystępujący do play-offów z ósmego miejsca po rundzie zasadniczej, był o jedno zwycięstwo od napisania historii. Ostatecznie historia pozostała jednak niezmienna. Legia Warszawa wygrała finałową serię 4-3 i nie tylko obroniła mistrzowski tytuł, ale również przełamała złą passę trwająca niemal dekadę.
Legia obroniła tytuł! Pierwszy taki przypadek od czasów Anwilu
Przed rozpoczęciem finałów przypominaliśmy, że ostatnim klubem, który zdołał obronić mistrzostwo Polski, był Anwil Włocławek (złoto PLK w sezonach 2017/18 i 2018/19). Sześć kolejnych rozgrywek przyniosło sześciu różnych mistrzów, co doskonale oddawało poziom trudności utrzymania się na szczycie PLK.
-
Tak
-
Nie
-
Tak4 głosy
-
Nie4 głosy
Teraz ten trend został przerwany. Legia dołączyła do bardzo wąskiego grona drużyn, które potrafiły sięgnąć po dwa tytuły z rzędu, udowadniając, że sukces sprzed roku nie był dziełem przypadku.
Zastal o krok od historycznego sukcesu
Choć złoto zostało w Warszawie, trudno nie docenić drogi, jaką przeszli w ostatnim czasie zawodnicy zielonogórskiego klubu. Żaden zespół w XXI wieku nie zdobył mistrzostwa Polski, kończąc sezon zasadniczy na ósmym miejscu. Zastal miał szansę zostać pierwszym takim przypadkiem, jednak ostatecznie zabrakło naprawdę niewiele.
Sam fakt dotarcia do finału i doprowadzenia serii do siedmiu spotkań należy traktować jako jedno z największych osiągnięć ostatnich lat. Drużyna z Zielonej Góry zaliczyła fenomenalny play-offowy marsz, eliminując wyżej rozstawionych rywali i walcząc o złoto do ostatnich sekund sezonu.
Warto także pamiętać, że biało-zieloni długo nie byli pewni występu w fazie play-in. Ogromny ścisk w środku stawki nie dawał miejsca na błędy, spokój i odpoczynek. To był prawdziwy maraton – maraton, który finalnie zakończył się naprawdę świetnym rezultatem.
Zadecydowały detale
Patrząc na liczby z całej serii, różnice między zespołami w poszczególnych aspektach pozostawały minimalne. Główna ofensywna statystyka należała do Legii, która zdobywała średnio 80,9 punktu na mecz, przy 76,1 punktu Zastalu. Zielonogórzanie byli natomiast nieco lepsi na tablicach (39,4 zbiórki do 38,4) i trafiali minimalnie skuteczniej z gry (43,7 proc. wobec 43,2 proc.).
O przewadze triumfatora rozgrywek zadecydowały jednak szczegóły. Podopieczni Heiko Rannuli oddawali średnio ponad dziewięć rzutów wolnych więcej na mecz (27,7 wobec 18,6), co w końcowym rozrachunku przełożyło się na większą liczbę zdobywanych punktów. To właśnie ten aspekt okazał się jednym z kluczowych elementów tej rywalizacji.
Co więcej, warszawianie trafiali prawie dwie trójki więcej na spotkanie (8,7 wobec 7.1 Zastalu), notując jednocześnie więcej przechwytów (6,1 vs 5,0), bloków (4,3 vs 3,7) oraz widocznie mniej strat (8,7 vs 11,0). Warto również dodać, że tempo gry na przestrzeni siedmiu pojedynków było identyczne dla obu drużyn i wyniosło 69,6 akcji na 100 posiadań. To tylko pokazuje, jak wyrównany był to finał.
Pluta MVP, Mazurczak królem statystyk
Nagroda MVP finałów trafiła do Andrzeja Pluty Jr. Rozgrywający Legii notował średnio 12,7 punktu i 5,4 asysty na mecz, kończąc serię ze wskaźnikiem EVAL na poziomie 11,7. Nie są to może najbardziej efektowne liczby, ale wpływ reprezentanta Polski na grę stołecznej ekipy był z pewnością zauważalny.
Najlepszym strzelcem finałów został za to Chavaughn Lewis ze średnią 13,6 punktu. Co ciekawe, w zbiórkach dominował gracz obwodowy, Jayvon Graves (6,7), natomiast Andrzej Mazurczak przewodził w asystach (5,7), przechwytach (1,4) i całym zestawieniu EVAL (14,6).
Najlepszym bilansem plus/minus mogli pochwalić się Ojars Silins i Shane Hunter, którzy kończyli serię ze średnią +4,0, z kolei w blokach pierwsze miejsce ex aequo zajęli Jakub Szumert, a także wspomniany przed chwilą Hunter (1,3).
Finał, który zapisał się w historii
Legia obroniła mistrzostwo Polski i zapisała się w historii jako pierwszy zespół od czasu Anwilu Włocławek, który zdołał powtórzyć ten sukces. Zastal nie został pierwszym mistrzem z ósmego miejsca, ale jego droga do finału była czymś wyjątkowym i jeszcze długo będzie wspominana przez kibiców.
A jeśli tegoroczne play-offy czegoś nauczyły, to przede wszystkim tego, że w Orlen Basket Lidze granica między faworytem a sensacją staje się coraz cieńsza. Tym razem historia pozostała po stronie Legii, ale Zastal pokazał, że nawet najbardziej niezwykłe scenariusze wcale nie są tak odległe, jak mogłoby się wydawać.
Autor: Marcel Drozdowski