Jean-Pierre Tokoto: uczelnia Jordana, draft NBA i dziadek gwiazdą Kamerunu
– Dorastałem grając w piłkę nożną przez prawie 11 lat. Dziadek, gwiazda kadry Kamerunu, był moim trenerem. Decyzja o przejściu do koszykówki go rozczarowała. Był smutny. Zostałem pierwszym zawodowym koszykarzem w rodzinie. Uważam, że miałem niesamowitą karierę – mówi Jean-Pierre Tokoto, zawodnik PGE Startu Lublin.
Karol Wasiek: W jakich okolicznościach trafiłeś do PGE Startu Lublin?
Jean-Pierre Tokoto, zawodnik PGE Startu Lublin: Trener Kamiński zadzwonił do mnie i odbyliśmy bardzo długą i szczerą rozmowę. Po niej podpisałem kontrakt praktycznie tego samego wieczoru. Podobała mi się ta dyskusja i oczekiwania ze strony polskiego szkoleniowca. Znałem kilku zawodników z drużyny, więc zadzwoniłem do nich, by zapytać o klub, organizację i miasto. Uznałem, że to dla mnie dobra sytuacja po trzymiesięcznym pobycie w Hamburg Towers. To świetny klub i organizacja, ale po prostu sytuacja była trochę nieszczęśliwa. Przyjazd do Lublina był dla mnie łatwą decyzją.
Jednak podpisałeś umowę z klubem, który jest w dolnej części tabeli ORLEN Basket Ligi.
Zgadza się. Po to też rozmawiałem z trenerem i z innymi zawodnikami, by zrozumieć sytuację, dlaczego drużyna była tak nisko w tabeli. Usłyszałem, że PGE Start na początku sezonu nie grał zbyt zespołowo, dlatego też wyniki były poniżej oczekiwań. Klub zrobił zmiany w składzie, podpisując mnie i Connera Frankampa. Trener potrzebował graczy doświadczonych, by nieco zjednoczyć drużynę. Myślę, że to się udało, bo mieliśmy serię trzech zwycięstw z rzędu. Ostatnio niestety znów wpadliśmy w dołek, ale wierzę z niego wyjdziemy, bo potencjał ku temu na pewno jest.
-
Tak
-
Nie
-
Tak54 głosów
-
Nie34 głosów
Jak oceniasz pobyt w Hamburg Towers? Czy to był rozdział w karierze, który traktujesz jako niezadowalający?
W ogóle nie! Uwielbiam Hamburg, ten klub i zespół. Do dzisiaj rozmawiam z niektórymi zawodnikami. Nie mogę niczego złego powiedzieć na temat tej organizacji. To była jedna z tych sytuacji, kiedy składasz drużynę i po prostu to nie działa. Przeplataliśmy dobre momenty z bardzo słabymi. Nie da się w ten sposób grać, jeśli rywalizujesz w silnej lidze niemieckiej i w EuroCupie. Musisz trzymać równy poziom przez 40 minut. Nam się tego nie udało osiągnąć, dlatego też nie było wyników. Klub podjął decyzję o zmianach, co było naturalne w takiej sytuacji. Nie mam do nikogo pretensji. To była kolejna cenna lekcja w życiu.
Zbudowałeś wielką historię w lidze izraelskiej, grając tam przez kilka sezonów. Dlaczego byłeś tam tak długo?
Odpowiedź jest bardzo prosta: czułem się tam jak w domu. Mój pierwszy rok w Hapoelu Eilat był wspaniałym doświadczeniem. Dotarliśmy do Final Four, mając świetnego trenera. Ciekawostką jest fakt, że mieliśmy bardzo wąski skład. To nie była łatwa sytuacja, ale wszyscy grali na świetnym poziomie. Zwycięstwa sprawiały, że byliśmy zjednoczeni, a między nami tworzyła się świetna więź. Do dzisiaj mam kontakt z tymi graczami.
Później wracałem do Izraela, bo wszystko się zgadzało. Pieniądze były na czas, kluby dobrze zorganizowane i profesjonalne, a ludzie bardzo pomocni. Nie miałem żadnych zastrzeżeń. Uważam, że liga z każdym kolejnym rokiem była na coraz wyższym poziomie. To rozwijająca się liga, w której jest coraz więcej drużyn, które grają w mocnych europejskich rozgrywkach: dwie w Eurolidze, dwie w Lidze Mistrzów i jedna w EuroCupie. To o czymś świadczy.
Czy chciałbyś wrócić do Izraela?
Oczywiście, że bardzo chciałbym wrócić do Izraela. To, że nie wróciłem w tym sezonie, wynikało wyłącznie z tego, że chciałem zobaczyć coś innego. Gra w Hamburg Towers była wspaniała szansę, by zagrać w EuroCup.
Miałem szczęście być w świetnych miejscach.
Nawet Lublin zaliczasz do tego grona?
Tak. Mój agent nie był do końca przekonany, moi znajomi do mnie dzwonili i pytali: “jedziesz do Polski, serio?” Teraz mogę im odpowiedzieć, że Lublin to nowoczesne miasto z dużymi możliwościami. Nie mogę na nic narzekać.
To nie jest mój pierwszy pobyt w Polsce. Byłem wcześniej dwa razy we Wrocławiu. Wszystko było w porządku, zapamiętałem Wrocław jako ładne miasto.

Przez trzy lata miałeś okazję studiować na uczelni North Carolina. Jak wspominasz ten okres?
To był wspaniały rozdział. Trener, który jest tam teraz, był w sztabie szkoleniowym (asystent trenera – przy. red.) przez dwa lata, kiedy ja tam byłem. To mój dom. Za każdym razem, gdy tam wracam, czuję się, jakbym nigdy stamtąd nie odchodził. Kiedy wrócę do USA, zamieszkam w Chapel Hill. Moja dziewczyna jest tam teraz główną trenerską żeńskiej drużyny koszykówki.
Zostałeś wybrany z 58. numerem w drafcie przez Philadelphia 76ers. Nigdy jednak nie zagrałeś na parkietach NBA. Dlaczego?
Podpisałem niegwarantowany kontrakt z Sixers, co, patrząc z perspektywy czasu, prawdopodobnie nie było najlepszym rozwiązaniem, ale zaryzykowałem. Nie wyszło. W następnym roku otrzymałem kontrakt na obóz treningowy z New York Knicks i odbyłem z nimi okres przygotowawczy. To było wspaniałe doświadczenie pracować z Derrickiem Rose’em, z Brandonem Jenningsem, z Carmelo Anthonym czy z Kristapsem Porzingisiem. Był tam też Francuz Joakim Noah. Niesamowity gość z wielką energią. Wzorowałem się na nim.
Moje doświadczenie w G-League również było na najwyższym poziomie. Grałem w zespole Oklahoma City Blue, gdzie trenerem był Mark Daigneault, który jest teraz mistrzem NBA z Thunder.
Szczerze? Uważam, że miałem niesamowitą karierę. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wszystko się potoczyło.
Czy mógłbyś opowiedzieć nieco więcej o swoich korzeniach?
Moi dziadkowie pochodzą z Kamerunu. Myślę, że wielu kojarzy mojego dziadka, który w przeszłości był znanym piłkarzem. Grał w reprezentacji Kamerunu, będąc liderem tego zespołu. Był kapitanem drużyny na mistrzostwach świata. Grał przez wiele lat we Francji: Paris Saint-Germain, Lyon, Marsylia. Lista jest długa.
Moja mama i jej siostra urodziły się we Francji. Ich kolejna siostra, młodsza o 10 lat, urodziła się w USA. Jako pierwsza osoba z naszej rodzina przyszła na świat właśnie w Stanach Zjednoczonych.
To była rodzina mocno piłkarska. Dorastałem grając w piłkę nożną przez prawie 11 lat. Mój dziadek był moim trenerem. Ja się z tego wyłamałem, co mocno rozczarowało dziadka. Był smutny. Później zrozumiał, że lepiej mi w koszykówkę. Zostałem pierwszym zawodowym koszykarzem w rodzinie.
Czy mówisz płynnie po francusku?
Nie, tylko trochę rozumiem.
