Jakub Schenk: Nie przeżywam tej kontuzji. To część gry
Nie da się tego procesu w magiczny sposób przyspieszyć. Nie chcę wracać za wszelką cenę, bez jakikolwiek formy fizycznej i koszykarskiej. Chcę dojść do formy, by realnie pomóc zespołowi, a nie go osłabiać poprzez własne ambicje – mówi Jakub Schenk, zawodnik Energi Trefla Sopot.
Karol Wasiek: Jak przebiega proces rekonwalescencji kontuzjowanej ręki?
Jakub Schenk, zawodnik Energi Trefla Sopot: Czuję się bardzo dobrze, ręka nie boli. Cieszy mnie fakt, że trafiłem w ręce zaufanego specjalisty. Są pewne następstwa pooperacyjne związane z samą kontuzją, ale ręka jest w miarę sprawna, powoli wszystko wraca do normy. Mam jeszcze ograniczenia treningowe, ale staram się robić to, co mogę.
Co możesz robić w takim razie?
Rzeczy bez biegania, bez podskoków. Pracujemy z Tobiaszem Grzybczakiem cały czas na siłowni, jeżdżę na rowerku. Uśmiecham się, że szlifuję formę na Tour De Pologne.
-
Tak
-
Nie
-
Tak67 głosów
-
Nie93 głosów
Oglądasz kolegów tylko z boku. Jak z kwestią mentalną? Czy trudno dopasować się do nowej sytuacji?
Myślę, że jest w porządku. Kontuzja nie jest najstraszniejsza. Nie ma niespodziewanych turbulencji. Nic złego się nie dzieje na ten moment. Rana się zagoiła, wszystko idzie zgodnie z planem. Czuję się dobrze, wiem w jakiej jestem sytuacji, nie chcę też za bardzo tego przeżywać. Chcę utrzymać się w jak najlepszej formie fizycznej, na tyle, ile się da.
Czy zagrasz w tym sezonie?
Jest taki plan, ale żeby do tego doszło, to zespół musi grać na odpowiednim poziomie i zakwalifikować się do fazy play-off.
Muszę swoje odczekać, bo nie da się tego procesu w sposób magiczny przyspieszyć. Nie chcę nawet tego robić, bo tydzień w tę czy w drugą stronę mnie – mówiąc kolokwialnie – nie zbawi.
Nie chcę też wracać za wszelką cenę, bez jakikolwiek formy fizycznej i koszykarskiej. Chcę dojść do formy, by realnie pomóc zespołowi, a nie go osłabiać poprzez własne ambicje.
Jak z twojej perspektywy wyglądała sytuacja zderzenia z Kacprem Marchewką podczas meczu z Górnikiem Zamek Książ Wałbrzych?
Wiedziałem, że Darek Wyka chce podać piłkę do Kacpra. Może to z boku tak to wyglądało, że ja biegłem rozpędzony przez pół boiska, ale po prostu widziałem, że to będzie dla niego jedyna opcja podania. Chciałem przeciąć to podanie, wiedząc, że zbliża się koniec kwarty.
Spóźniłem się trochę z reakcją, na dodatek Kacper obrócił się na swoją, mocniejszą prawą rękę. Ja na niego wpadłem rozpędzony, a on jeszcze przyłożył swoją siłę, co spotęgowało to nasze zderzenie. Każdy, kto grał kiedyś w koszykówkę, to wie, jak kończą się takie wypadki. Są często niestety niemiłe w skutkach.
Mieliście okazję porozmawiać po tym zderzeniu?
Nie. Myślę, że to było tak przypadkowe, że nie ma za bardzo o czym rozmawiać. Życzę Kacprowi zdrowia, bo wiem, że też odczuwa skutki tego zderzenia. Myślę, że obaj zgodzimy się z tym, że to część tej gry. Na niektóre rzeczy nie ma się do końca wpływu.
Spotkanie w Gliwicach oglądałeś z perspektywy telewizora. Nie szedł ten mecz po myśli Trefla, który dopiero w samej końcówce zapewnił sobie wygraną. Jak przeżywałaś ten mecz?
Pierwszej kwarty nie oglądało się – mówiąc delikatnie – zbyt dobrze. W połowie nawet wyszedłem do kuchni, by zająć się czymś innym. Mocno przeżywałem. Nie będę tego ukrywał. Słabo wyglądała nasza gra. Myślę, że dotknęła nas – po Pucharze Polski – pustka emocjonalna. Te wielkie emocje po finale zeszły, na dodatek mierzyliśmy się z rywalem z dołu tabeli, który był jednak mocno nagrzany na ten mecz.
Trenerzy – przed tym spotkaniem – wielokrotnie uczulali nas to, że GTK Gliwice to zespół z ogromnym potencjałem ofensywnym. To zupełnie inna drużyna niż ta, z którą rywalizowaliśmy w pierwszej rundzie. Jest inny trener i inni zawodnicy.
Pierwsza kwarta – patrząc z perspektywy kibica – była niezrozumiała. Trudno było mi zrozumieć pewne decyzje i tak dużą liczbę prostych błędów. Powiedziałem chłopakom, że źle to się oglądało, ale bardzo dobrą rzeczą było to, że ich reakcja była dość szybka, bo w drugiej kwarcie udało się odrobić już wszystkie straty.
Jaka jest liga w tym sezonie?
Wyrównana, ale w mojej ocenie jest słabsza niż dwa-trzy lata temu.
Dlaczego?
Wiem, że Śląsk wygrał więcej meczów w EuroCup niż my w zeszłym roku, my z kolei awansowaliśmy do kolejnej fazy w FIBA Europe Cup, a Legia zaprezentowała się bardzo solidnie w Basketball Champions League.
Jednak w mojej ocenie jakość całych rozgrywek jest na słabszym poziomie. Gorzej mi się ogląda mecze PLK niż w zeszłym sezonie.
Ciekawa obserwacja.
Zachodzi sporo zmian w zespołach. Niektórzy gracze odchodzą, co powoduje, że trzeba ich zastąpić w trakcie rozgrywek.
Też niestety jest sporo kontuzji. Optycznie to nie wygląda zbyt dobrze pod tym kątem. To trochę zaburza cały rytm grania poszczególnych zespołów.
