Jak to możliwe, że Golden State Warriors są 10-1?

Jak to możliwe, że Golden State Warriors są 10-1?

Jak to możliwe, że Golden State Warriors są 10-1?
Photo by Noah Graham/NBAE via Getty Images

W pewnym momencie historii ostatnich kilku lat Golden State Warriors – jak to się dzieje w historii każdej dobrej drużyny – nastąpiło pewne przesilenie. Ekipa z San Francisco Bay weszła na jakiś czas na poziom nieosiągalny dla reszty ligi, następnie sprowadzając jeszcze Kevina Duranta, co wydawało się wręcz zamknięciem tej ligi. Nic nie trwa jednak wiecznie – doszło do pewnych tarć, KD odszedł, Klay Thompson zanurzył się na długie lata w świecie kontuzji, a Draymond Green najzwyczajniej w świecie się zestarzał. Tak więc został Steph Curry, talent pierwszej wody, z ekipą, której nie był w stanie wprowadzić do Palayoffów. Sam doznał z resztą urazu i z poziomu 57 zwycięstw, GSW spadli nagle do zaledwie 15 w całym sezonie 2019/20. W dół zawsze jest szybciej. Do góry też jednak nie zawsze jest wolno.

Jak zmieniła się sytuacja przez te dwa lata? Cóż – Kevin Durant nie wrócił, Klay Thompson dalej jest kontuzjowany, DRaymond Green nie tylko nadal jest stary, ale jest nawet starszy. Mamy więc Stepha, mamy zbieraninę zadaniowców, a jednak coś jest inaczej. Golden State Warriors to obecnie najlepszy zespół NBA z bilansem 10-1, zdecydowanie najlepsza defensywa w lidze, jako jedyna tracąca mniej niż 100 punktów na 100 posiadań (99,2), oraz top 3 ofensywa w stawce (112,3 punktu na 100 posiadań). Jak to możliwe?

Zarejestruj się za darmo i oglądaj wszystkie mecze NBA
Zarejestruj się z naszym kodem i obstawiaj mecze NBA z bonusem!
Kod promocyjny
NBA30FREE
Rejestracja

+18 tylko dla osób pełnoletnich, pamiętaj że hazard uzależnia, graj odpowiedzialnie.

Na wstępie zaadresujmy jedną rzecz – terminarz pomaga Warriors, albo przynajmniej nie przeszkadza. Do tej pory rozegrali oni tylko dwa mecze, w których ich rywal nie miał ujemnego bilansu. Jeden z tych dwóch meczów to z resztą jedyna porażka Warriors w tym sezonie – po dogrywce przeciwko Grizzlies. Sprawdźmy sobie dotychczasowych rywali Wojowników wraz z ich obecnymi bilansami:

Clippers 7-4
Lakers
7-5
Grizzlies
6-5

Hornets
6-7
Kings
5-7
Thunder
4-6 (x2)
Hawks
4-8
Timberwolves
3-7
Rockets
1-10
Pelicans
1-11

Warriors nie mierzyli się więc z czołówką. Czy to umniejsza ich świetnej formie z początku sezonu? Może trochę. Nie można im jednak odebrać tego, że wyglądają świetnie, że są bardzo dobrze dopasowani, oraz że mają realną szansę przenieść tę dyspozycję w dużej mierze na mecze z mocniejszymi rywalami.

Jasnym jest, że dla gry Warriors istotny jest nie tylko Steph Curry, ani nawet nie tylko Jordan Poole, który rozgrywa kapitalny sezon. Kluczowa jest cała rotacja, łącznie z ławką rezerwowych. Nie ma przypadku w tym, że rezerwowi Warriors są średnio o 6,8 punktu lepsi od swoich rywali, co jest najlepszym wynikiem w lidze dla wszystkich ławek. Trzech najbardziej plusowych graczy GSW oprócz Curry’ego to Nemanja Bjelica (+10,5), Andre Iguodala (+10,4) i Gary Payton II (+8,6). Jest tu pewna zależność. Wszystko to są zawodnicy, którzy lubią i umieją podawać piłkę. Ruch piłki jest w tym wszystkim (przynajmniej ofensywnie) kluczowy.

Bardzo dobry przykład poniżej. Stephowi Curry’emu, który jest świetnym rozgrywającym ze świetnym przeglądem pola, zasłonę stawia nie żaden podkoszowy, tylko Gary Payton II – nominalny rozgrywający. Biorąc pod uwagę fakt, że podwojenie Curry’ego przez obrońców na zasłonach jest bardzo prawdopodobne, daje to Paytonowi II sporo miejsca z piłką, gdzie wciela się on w dodatkowego rozgrywającego. Podwojenie Curry’ego za jego plecami sprawia, że z pomocą musi do niego dojść inny obrońca, otwierając pozycję na obwodzie, tym razem dla Nemanji Bjelicy. W tym przypadku oddaje on celny rzut, ale on sam też jest bardzo dobrym podającym, więc sekwencja podań – gdyby musiała – mogłaby pójść dalej:

Jest to jednostkowy przykład, ale działający w przypadku wielu akcji rozrysowanych przez trenera Steve’a Kerra. Owocuje to statystyką tzw. 'secondary assists’, w których Warriors są zdecydowanie najlepsi w lidze, notując ich co mecz 4,9. Secondary assists są to podania, które otwierają drogę innemu zawodnikowi do wykonania właściwej asysty.

Tak zwany 'extra pass’ jest ideą bardzo żywa w zespole Warriors:

Jest to jeden z powodów, dla których tak dobrze odnajdują się w tym zespole wiekowi już Draymond Green i Andre Iguodala. Zwłaszcza postawa tego drugiego – mającego już prawie 38 lat – jest zaskakująca. Wchodzi on na parkiet na średnio nieco ponad 20 minut, notując 3,6 punktu, 4 zbiórki i przede wszystkim 4,1 asysty. W przeliczeniu na 36 minut jest to zdecydowanie najwięcej asyst w całej jego karierze.

Krążenie piłki – zwłaszcza wszerz boiska, ale też na linii góra-dół – ułatwia fakt, że Warriors praktycznie nie grają nominalnymi centrami. Trochę oczywiście z konieczności – zdrowy nie jest James Wiseman. Centrem można nazwać wychodzącego w pierwszej piątce Kevona Looney’a. On jednak gra średnio tylko po 16 minut. Pod koszem wszystkie swoje minuty gra jednak nominalny skrzydłowy, Nemanja Bjelica. Połowę swoich minut gra tam nominalny skrzydłowy Otto Porter Jr. Zdarza się, że grywają tam Andre Iguodala, czy Andrew Wiggins. To wszystko są nominalni skrzydłowi. Takie ustawienia sprawiają, że ktokolwiek nie dostanie piłki, będzie w stanie podać, wejść w kozioł, albo oddać rzut. Lepiej lub gorzej, ale będzie w stanie – klasyczni centrzy często niektórych z tych rzeczy nie potrafią, albo nie potrafią przy odpowiedniej dynamice. Mimo tak niskich ustawień, Warriors udaje się przy tym nie oddawać desek. Zbierają oni 75,3% wszystkich możliwych piłek w obronie – daje im to 7. miejsce w lidze (!).

Przy całej ich ofensywnej ruchliwości, wspomaganej katalogiem zagrywek Steve’a Kerra i grawitacją Stepha Curry’ego, Warriors stoją przede wszystkim defensywą. Przy niskich ustawieniach, jakimi grają, siłą ich defensywy musi być ta na piłce, mająca miejsce na obwodzie. Kiedy już rywale – bardzo często dłużsi i wyżsi – dostaną się pod kosz, zatrzymanie ich jest trudne. Tego jednak w dużej mierze udaje się uniknąć. Warriors pozwalają sobie na najmniej rzutów spod samego kosza w całej lidze – rywale oddają ich przeciwko nim tylko 20,9 w meczu. Dla porównania, przeciwko będącym na drugim biegunie w tej statystyce Lakers, rywale oddają 32,3 rzutu spod samego kosza. Mówimy o próbach z odległości najwyżej nieco ponad metra od obręczy – to naprawdę robi różnicę.

Duża w tym zasługa świetnych indywidualnych obrońców, jak Andrew Wiggins, czy Gary Payton II. Ten drugi (haha, no tak, drugi) jest małym objawieniem obecnego sezonu. Widać jednak, że nagrody dla najlepszego obrońcy roku w G-League nie dano mu za nazwisko:

YT/nochillbball

Ci dobrzy indywidualni obrońcy są jednak pewną – bardzo ważną, ale jednak nadbudową nad całym systemem defensywnym. Prostym, ale jednym z najskuteczniejszych, polegającym na switchowaniu wszystkiego co się da. Zmiany krycia pozwalają utrzymać zawodnika z piłką cały czas przed twarzą, a niskie ustawienia są w tym bardzo pomocne. W nich rzadziej dochodzi do sytuacji, w której każdy dobrze wykonał swoją robotę, ale na końcu obrona dostaje miss-match, w której podkoszowy nie ma większych szans ze sprawnym kozłującym:

Dziś przed Warriors jedno z poważniejszych wyzwań w ich dotychczasowym sezonie. O godzinie 4:00 w nocy naszego czasu zmierzą się z Chicago Bulls, legitymującymi się bilansem 8-3, co daje im ex-aequo pierwszą pozycję na wschodzie (razem z Wizards). Na korzyść GSW działa fakt, że do protokołu covidowego trafił Nikola Vucevic, bez którego rotacja podkoszowa Chicago staje się cieniutka. Nasze typy na ten mecz znajdziecie oczywiście w zakładce Typy NBA.

Czy mecze z lepszymi rywalami zweryfikują obecną pozycję Golden State Warriors? Jest to możliwe. To jednak bardzo ważne, że zaliczyli tak mocny start, bo mentalnie daje to pewną przewagę. Zwłaszcza w kontekście organizacji, która bardzo niedawno odnosiła duże sukcesy, ale szybko spadła o dwa-trzy poziomy. Jeszcze niedawno słyszeliśmy Draymonda Greena przebąkującego, że trochę nie ma motywacji, bo nie ma o co grać. Teraz sytuacja się odwraca. Zobaczymy, czy odwróci się na dobre.

„Główna rzecz jest taka, że znowu jesteśmy w grze. Kilka lat minęło. Myślę, że na dobre wspięliśmy się z powrotem już pod koniec zeszłego sezonu, co udało nam się przenieść na ten rok. Myślę, że potrzebowaliśmy tych ostatnich 20 meczów minionego sezonu, żeby przypomnieć samym sobie, że możemy być znowu świetni. No bo to był naprawdę długi, dwuletni dołek. Wygrzebanie się z niego i zaliczenie dobrego początku w tym roku przypomina, że wciąż jesteśmy całkiem nieźli i myślę, że chłopaki mają swój moment.”

– trener Steve Kerr

„Zawsze kiedy mówi się o byciu kontenderem i tym podobne rzeczy… Nie da się wygrać mistrzostwa w listopadzie. (…)”

– Steph Curry