Ivica Skelin: Nie mam żadnego żalu do Legii
– Nie potrzebuję zewnętrznej motywacji, bo sam sobie rzucam wyzwania. Chcę sobie udowodnić, że jestem dobrym trenerem, który potrafi wygrywać i pracować na odpowiednio wysokim poziomie. Legia? To rozdział zamknięty – mówi Ivica Skelin, trener Energi Czarnych Słupsk.
Karol Wasiek: Który raz w karierze przejmuje pan zespół w trakcie trwania rozgrywek?
Ivica Skelin, trener Energi Czarnych Słupsk: To mój czwarty raz w karierze, gdy podpisuję umowę – jako trener – w trakcie trwania sezonu. To nie jest łatwe, ale to część pracy. Musisz być przygotowany na różne sytuacje w tym zawodzie. Trzeba być elastycznym i mieć zdolność do szybkiej adaptacji. Nie ma sensu szukać wymówek czy usprawiedliwień. W ten sposób nigdy nie znajdziesz pracy albo ludzie nie będą chcieli z tobą pracować.
Przejęcie zespołu w trakcie rozgrywek jest wyzwaniem. Nie budowałeś zespołu od początku, ale musisz zachować entuzjastycznie podejście. To twoja nowa rodzina i musisz ją pokochać od pierwszego spojrzenia. Nie można mieć wymówek na zasadzie: “to ja nie wybierałem tych graczy”. To w takim razie, po co brałeś ten zespół? Trzeba mieć świadomość sytuacji.
Bardzo lubię tę drużynę. Uważam, że stać nas na granie bardzo dobrej i jakościowej koszykówki. Jeśli spełnimy pewne warunki, przede wszystkim w obronie, to możemy rywalizować z każdą drużyną w rozgrywkach.
Czy to była łatwa decyzja o podpisaniu umowy z Czarnymi Słupsk? Czy był moment zawahania?
To była łatwa decyzja. Nawet mogę powiedzieć, że bardzo łatwa. Na tym etapie sezonu nie ma zbyt wiele miejsc pracy. Nie można wybrzydzać.
Zacząłem sezon we Włoszech i skończyło się tak, jak się skończyło.
Czy może pan powiedzieć coś więcej?
Naprawdę miło się tam pracowało. To była świetna grupa zawodników, idealny sztab, kibice. Do tego piękne miasto. Wszystko funkcjonowało naprawdę dobrze.
-
Tak
-
Nie
-
Tak52 głosów
-
Nie11 głosów
Poza jednym aspektem…
Mieliśmy pewne problemy organizacyjno-finansowe i skończyło się tak, jak się skończyło. Żałuję, że tak to się potoczyło, bo mieliśmy kapitalne wyniki. Uważam, że byliśmy w stanie dokonać wielkich rzeczy w tym sezonie. Takie jest życie. Trzeba było się dopasować i szukać nowych rozwiązań.
Wiem, że bardzo lubi pan pracować w Polsce. Czy po nieudanej przygodzie z Legią jest u pana chęć udowodnienia czegoś?
Nie próbuję nikomu nic udowadniać, bo sam sobie stawiam wyzwania. Chcę udowodnić sobie, że jestem dobrym trenerem, który potrafi wygrywać i pracować na odpowiednio wysokim poziomie. Każdego dnia staram się to robić. Rzucam wyzwanie samemu sobie.
Wróćmy do Legii. Nie był to łatwy moment, gdy otrzymał pan wypowiedzenie.
To część tej pracy. To nie był pierwszy raz, kiedy zostałem zwolniony. Takie rzeczy się dzieją i trzeba być gotowym. Prezesi, którzy ci płacą, mają prawo do podejmowania takich decyzji. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Jakie wnioski wyciągnął pan po pobycie w Legii?
Każda praca to nowe doświadczenie. Po Legii też miałem sporo wniosków.
Na pewno po czasie mogę powiedzieć, że pewne rzeczy powinienem zrobić inaczej, lepiej. Jestem tego świadomy. Teraz jedyne, co mogę zrobić, to następnym razem nie popełnić tych samych błędów.
Czy powie pan, co mógł zrobić inaczej?
Myślę, że nie ma sensu już teraz do tego wracać. Rozkładanie pewnych spraw na czynniki pierwsze po czasie nie jest czymś, co chcę robić.
Będę jednak kontynuował wątek Legii.
Mamma mia! (śmiech) Ten rozdział jest zamknięty i nie mam żadnych złych emocji. Ale możesz pytać, śmiało!
Jakie są pana relacje po czasie z Aaronem Celem i Jarosławem Jankowskim?
Rozmawiam z nimi normalnie. Nie mam żadnych złych emocji co do nikogo. Mam na myśli zawodników, członków sztabu i zarządu klubu. Stało się, co się stało, takie jest życie i trzeba to zaakceptować. Nie można ciągle o tym myśleć. Myślę teraz o tym, co będzie za tydzień, za dwa tygodnie, za miesiąc. Myślę o sytuacji w Czarnych Słupsk.
Przejdźmy właśnie do słupskiego zespołu. Jakie są pana pierwsze wnioski po meczach i treningach? Co może pan powiedzieć o nowej drużynie?
Myślę, że mamy duży potencjał ofensywny. Wielu graczy potrafi zdobywać punkty, ale niestety musieliśmy się też zmierzyć z wieloma kontuzjami. To nam trochę pokrzyżowało plany. Nadal nam brakuje Szymona Tomczaka, który pełnił ważnę rolę w zespole.
Uważam, że drużyna dobrze pracuje, zawodnicy starają się, chcą pokazać się z jak najlepszej strony.
Rozegraliśmy trzy mecze ze mną w roli pierwszego trenera. Uważam, że każde z tych spotkań mogliśmy wygrać. Nie udało się. Teraz mamy przed sobą dziesięć meczów do rozegrania. Chcę zobaczyć zespół walczący, który ma dużą pewność siebie. Chcę, by zawodnicy grali z uśmiechem na twarzach. Koszykówka musi im dawać radość.
Czy myśli pan o Czarnych w kontekście kolejnego sezonu?
Myślę, że długoterminowe plany w życiu w ogóle nie istnieją. Plany to jedno, a życie to drugie. Jeśli zostanę, świetnie. Jeśli nie zostanę, to poszukam innej opcji i będę tam pracować na 100 procent. Staram się każdego dnia być skupionym i dawać z siebie wszystko.
