Francja spróbuje zatrzymać Team USA – jakie ma argumenty?

11/09/2019
Zhong Zhi/Getty Images

Już o 13:00 zaczyna się kolejny ćwierćfinał tegorocznych Mistrzostw Świata – czy Francji uda się zatrzymać Team USA jeszcze przed strefą medalową?

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Team USA wyszedł z pierwszej grupy bez porażki, wyszedł z drugiej bez porażki i jest to dla nich o tyle dobry prognostyk, że teraz już na żadną porażkę nie mogą sobie pozwolić – każda porażka bowiem na tym etapie rozgrywek oznacza odpadnięcie z rozgrywek. Ich dzisiejsi rywale, Francuzi, jedną przegraną już na koncie mają. W drugiej rundzie, po bardzo wyrównanej końcówce, ulegli Australijczykom 98:100. Nie oznacza to jednak, że porażkę muszą ponieść też przeciwko Amerykanom.

źródło:YouTube/FIBA

Reprezentacja USA od lat nie była tak mało przekonująca – przyjechali bez kilkudziesięciu najlepszych graczy, męczyli się z rywalami pokroju – bez urazy – Czechów czy Turków, a statystyki na pierwszy rzut oka zdecydowanie nie przemawiają na ich korzyść. Czy wiesz, że Team USA dysponuje dopiero siódmą ofensywą w stawce tegorocznych uczestników Mistrzostw Świata? Zdobywają średnio 87,4 punktu na mecz, a przecież z najlepszymi ekipami się po drodze nie mierzyli (choć oczywiście Grecja i Brazylia to ni byle co). Francuzi dla porównania dysponują czwartym atakiem imprezy, notując co mecz średnio 89,4 punktu.

To jednak suche statystyki – pokazują one, że w poziomie gry nie ma przepaści, i chyba każdy na tym etapie zdaje sobie sprawę, że Team USA może zostać pokonany, choćby i teraz przez Francję. Należałoby się zastanowić, czy Francja ze swoim stylem gry ma potencjał na utrudnienie Amerykanom życia. W meczu z Australią widzieliśmy jak nisko center zostawał przy kryciu pick’n’rolla francuzów. Ani Aron Baynes, ani Andrew Bogut nie byli w stanie gonić po obwodzie w grze defensywnej – skutkowało to często łatwymi pozycjami na półdystansie, które były skrzętnie wykorzystywane. Nic takiego nie może mieć jednak miejsca w grze przeciwko USA. Gregg Popovich wbrew całemu swojemu ligowemu dorobkowi, bardzo często wystawia na parkiet bardzo niskie ustawienia, bez nominalnego centra na parkiecie – ba, nawet bez nominalnego silnego skrzydłowego. Formacje w których obok Kemby Walkera gra czterech niskich skrzydłowych są  o tyle przydatne, że absolutnie każdy z nich jest w stanie zmieniać krycie w każdym pick’n’rollu. Czy istnieje ryzyko miss-matchu? Teoretycznie tak, ale umówmy się – Rudy Gobert to nie jest center, który z łatwością pojedzie 1 na 1 niższego gracza. Zwłaszcza, jeśli okaże się nim niższy, ale wciąż bardzo silny Jaylen Brown, albo Marcus Smart.

Te niskie ustawienia mogą być dziś kluczowe i możemy ich oglądać naprawdę sporo. Poza sprawnym kryciem pick’n’rolla i gwarancją, że na żadnej zasłonie bez piłki nie urwie się zbyt łatwo strzelec typu Evan Fournier, takie ustawienie można wykorzystać też w ataku. Jeśli Rudy Gobert jest na parkiecie, to musi kogoś kryć, a jeśli jego zawodnik rzuca za trzy, to musi go kryć wysoko. Bez Goberta znajdującego się blisko strefy podkoszowej, Kemba Walker może mieć prawdziwą autostradę pod kosz. Wciąż mam w pamięci, jak dużo krwi napsuł Francuzom Patty Mills penetracjami – a przyznasz sam, że skala jest inna.

źródło:YouTube/NBA BandWagon Fan

To może się okazać ten mecz, w którym Rudy Gobert nie jest tak wielkim atutem. W klasyfikacji zbiórek to Team USA zdecydowanie prowadzi, nie tylko notując najwyższą średnią zbiórek (47,2), ale też zdecydowanie dominując w zbiórkach ofensywnych (13,0 na mecz). Dla porównania Francja to najgorzej zbierająca reprezentacja turnieju. Tak, Francja zbiera słabiej niż Filipiny, Korea Południowa czy Jordania. Ze średnią 31 zbiórek na mecz zajmują ostatnie miejsce w klasyfikacji, a chluby nie przynosi też zdecydowanie najgorszy wskaźnik zbiórek ofensywnych (6,6 na mecz, przedostatnia Grecja (!) notowała 7,8). O ile przegrane deski w starciu z atletycznymi Amerykanami mogą się okazać zabójcze, o tyle brak walki o ofensywną zbiórkę nie brzmi jak zły pomysł.

Mam wrażenie, że koniec końców Francuzie nie są najodpowiedniejszym zespołem do tego, by pokonać akurat USA. Jeśli jednak mają szukać swoich szans, muszą nie dać się zabiegać. Powstrzymanie szybkiej gry i zmuszenie rywali do ataku pozycyjnego będzie jak najbardziej wskazane. Odpuszczenie ofensywnej deski i szybki powrót do obrony zdadzą się więc idealnie. Po Amerykanach widać, że nie grają ze sobą razem zbyt długo – ich pomysły na grę są proste, a co za tym idzie przewidywalne, a więc możliwe do zatrzymania. W kontrze lub szybkim ataku taktyczne rozgarnięcie nie ma tak dużego znaczenia, a na jaw wychodzą przewagi atletyczne.

źródło:YouTube/FIBA

Podobnie sprawa ma się po drugiej stronie parkietu. Reprezentacja Francji powinna postarać się o to, by w ataku pozycyjnym wygenerować jak najwięcej ruchu bez piłki. Choć defensywa USA jest całkiem sprawna, to głównie dzięki indywidualnym przymiotom poszczególnych zawodników. W pojedynczych akcjach łatwo zauważyć, że czasem ktoś gubi krycie, czasem ktoś nie nadąża z rotacją, czasem ktoś odpuści – te małe niedociągnięcia trzeba wykorzystywać. Mimo tego, że poziom obu ekip na tym turnieju jest dosyć podobny, Francja nie ma wielu argumentów w starciu akurat z Amerykanami – łatwiej byłoby im pewnie z Serbią czy Hiszpanią. Nie stoją jednak na przegranej pozycji, a to jest najważniejsze – mecz zapowiada się na bardzo interesujący.

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Kopiuj link do schowka