Eric Lockett: Byłem zaskoczony
– Ostatnie dni w Anwilu były szalone. Najpierw 27 minut w Lublinie, później rozczarowujące pięć minut w derbowym spotkaniu. Nie rozumiałem tego. Wiem, że decyzja o zwolnieniu nie tylko mnie zaskoczyła, ale też kolegów z drużyny i kibiców. Chcę wrócić silniejszy. Polska? Dlaczego nie! – mówi Eric Lockett, zawodnik Energi Trefla Sopot, były gracz Anwilu Włocławek.
Karol Wasiek: W meczu z Kingiem Szczecin doznałeś bardzo poważnej kontuzji zerwania ścięgna Achillesa. Jak przyjąłeś tę informację? Jak czujesz się pod kątem mentalnym?
Eric Lockett, zawodnik Energi Trefla Sopot, były gracz Anwilu Włocławek: Na początku byłem smutny. W mojej głowie kotłowało się wiele różnych emocji i myśli. Zaakceptowałem to i jestem gotowy iść do przodu, czyli najpierw poddać się operacji, a następnie rozpocząć żmudny proces rekonwalescencji.
Mimo trudnej sytuacji, widzę uśmiech na twojej twarzy.
Tak, bo z natury jestem pozytywnym człowiekiem. Na dodatek przeszedłem przez trudne chwile w życiu i wiem, że to kolejna przeszkoda do pokonania. Będzie dobrze. Oczywiście, że w tym momencie jestem trochę rozczarowany, zniechęcony, ale wiem, że muszę to przetrwać.
Mogę zdradzić, że po tej sytuacji otrzymałem mnóstwo wiadomości od kibiców w stylu: “Eric, tęsknimy za tobą, nie możemy uwierzyć, że takie coś ci się przytrafiło”. To mnie bardzo cieszy, że ludzie mnie docenili. Nie miałem okazji odpisać wszystkim, ale bardzo im za to dziękuję.
-
Tak
-
Nie
-
Tak41 głosów
-
Nie23 głosów
Czy rozmawiałeś już z kimś na temat tej kontuzji i powrotu do zdrowia?
Tak. Miałem kolegę z drużyny w Grecji, który zerwał ścięgno Achillesa w zeszłym sezonie. Powiedział mi, że przede mną długa i ciężka droga do wyzdrowienia. Muszę być mentalnie twardy, ale na pewno będę w stanie się po niej odbić i wrócić do grania na wysokim poziomie.
Czy to najpoważniejszy uraz w twojej karierze?
Myślę, że tak, choć w liceum zerwałem ścięgno mięśnia czworogłowego. Miałem bardzo długą rekonwalescencję przez 8-10 miesięcy. Mogę powiedzieć, że to był pierwszy tak poważny uraz w mojej zawodowej karierze.
Jak będziesz wspominał ten sezon spędzony w Polsce?
W Anwilu było wiele wzlotów i upadków. Myślę, że było nas stać na dużo więcej. Mam na myśli liczbę zwycięstw. Lubiłem moich kolegów z drużyny i ludzi ze sztabu szkoleniowego. W Treflu – mimo że byłem krótko – też wszystkich polubiłem. O Polsce mogę mówić same dobre rzeczy.
Jak oceniasz swoją grę w Anwilu Włocławek?
Myślę, że byłem w miarę regularnym graczem, ale czuję, że mogłem dać więcej po obu stronach parkietu.
Choć należy mieć na uwadze fakt, iż skład Anwilu był tak zbudowany, że nie byłem wcale najważniejszym ogniwem w ofensywie. Przede mną w hierarchii było kilku innych graczy, którzy mieli stanowić o sile naszego ataku. Nie było tak naprawdę dla mnie miejsca, żebym w pełni rozwinął skrzydła w ofensywie.
Uważam, że miałem mecze, w których pokazałem, iż mogę być skutecznym zawodnikiem w ataku, a także grać twardo w obronie. Czuję, że pokazałem, że potrafię dopasować się do systemu.
Mam wrażenie, że wiele drużyn kwestionowało moje zdolności zdobywania punktów z dystansu, a to był drugi sezon, w którym trafiałem powyżej 40 procent za 3. Uważam, że to szalone, że zespoły mnie odpuszczały na dystansie. Działanie pozbawione logiki.
Czuję, że byłem teraz w swoim najlepszym momencie w karierze. Jeśli chodzi o procenty, pomijając rzuty wolne w tym sezonie, ale jeśli chodzi o rzuty i wszystkie inne elementy, czułem, że jestem na bardzo wysokim poziomie.
Czy oczekiwałeś czegoś innego po pobycie we Włocławku?
Kiedy podpisywałem umowę spodziewałem się, że będziemy zespołem ze zwycięskim DNA. Niestety rzeczywistość była inna. Byliśmy drużyną zmienną, która raz grała dobrze, a raz źle. Wzloty i upadki. Inaczej to sobie wyobrażałem, ale czasami tak się w życiu zdarza i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. Chciałbym też dodać, że doceniam Anwil jako organizację. Klub jest naprawdę bardzo dobrze zorganizowany. My – jako zawodnicy – nie możemy na nic narzekać. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Przypomnijmy, że byłeś pierwszym graczem zagranicznym, który podpisał umowę z Anwilem Włocławek.
Tak. Trener Kożan wierzył we mnie, ufał mi i doceniam go za to. Czuję, że ma przed sobą świetlaną przyszłość jako trener.
Później umowy podpisali Fridriksson, Slaughter i Pearson, a pod kontraktem był Michalak. Nie pomyślałeś sobie: “trochę tu ciasno”?
Pomyślałem, że Anwil idzie mocno pozyskując graczy z dużą jakością.
Wiem, że ci zawodnicy byli w różnych miejscach, grając na wysokim poziomie. Nie ukrywam, że lubię przebywać w towarzystwie takich ludzi, bo można im zadawać pytania, uczyć się od nich i wyciągać wnioski. W ten sposób zdobywa się wiedzę.
Co czułeś, gdy doszło do zmiany trenera?
Kiedy to się stało, oczywiście pomyślałem sobie: “okej, co dalej?”.
Z nowym trenerem nigdy nie wiesz, co się wydarzy, czy nie będzie chciał ściągnąć swoich zawodników. Nie wiesz też, co myśli o twojej grze. Nie chcę mówić, że byłem zdenerwowany, ale trochę zniecierpliwiony, żeby zobaczyć, jak się sprawy potoczą.
Czułeś różnicę pomiędzy trenerem Kożanem a Ginzburgiem?
Nie do końca.
Uważam, że zaczęliśmy grać nieco więcej pod kosz, kiedy przyszedł trener Ginzburg. Powiedziałbym też, że moja rola w ataku była jeszcze mniejsza niż za czasów trenera Kożana. W obronie schematy były bardzo podobne.
Jak wyglądały ostatnie dni w zespole Anwilu Włocławek?
To były szalone dni. Grałem 27 minut przeciwko Startowi Lublin, a potem zaledwie pięć w meczu derbowym z Twardymi Piernikami. To było rozczarowujące. Nie ukrywam, że bardzo zależało mi na tym, by odegrać swoją rolę w meczu derbowym. Właśnie po to przyjeżdża się do Europy, by grać w takich spotkaniach.
Nie rozumiałem decyzji trenera Ginzburga ze względu na to, że ich gracz obwodowy zdobył 30 punktów. Ja uważam siebie za jednego z lepszych defensywnych zawodników w PLK, a w tym meczu siedziałem i byłem jedynie biernym obserwatorem.
Pomyślałem sobie: “jestem zdrowy, mogę grać, dlaczego mnie tam nie ma!”
Nie chcę jednak kwestionować decyzji trenera. On za to odpowiada. Szanuję jego wybory.
Po tym meczu dostałeś informację, że klub rezygnuje z twoich usług?
Tak. To była decyzja trenera Ginzburga. Ale…
Tak?
Byłem zaskoczony taką decyzją. Tak jak koledzy z drużyny. Także kibice i moja rodzina. Nigdy nie chcesz zostać zwolniony z klubu, zwłaszcza w tej części sezony. To pierwszy raz, gdy straciłem pracę w trakcie trwania rozgrywek. Kiedyś w Grecji byłem na celowniku, ale obroniłem się dobrą grą i klub mnie zatrzymał.
Czy po rozstaniu z Anwilem faktycznie rozważałeś dwie oferty: z Trefla i z MKS-u?
Osobiście nie rozmawiałem z MKS-em. Słyszałem, że klub odezwał się, bo szukał zawodnika obwodowego. Wybrałem jednak ofertę Trefla, bo to drużyna, która ma zwycięską mentalność. Niedawno wygrała Puchar Polski.
Chciałem, żeby to była łatwa zmiana, biorąc pod uwagę rynek i czas. Musiałem szybko podjąć decyzję i po rozmowie z trenerem pomyślałem: “tak, chcę tu być”.
Czy bierzesz pod uwagę powrót do Polski za kilkanaście miesięcy?
To w tym momencie oczywiście tylko gdybanie, ale taki scenariusz mi się podoba. Uważam, że ORLEN Basket Liga to dobra i wyrównana liga, w którym każdy wynik jest możliwy. Nie spodziewałem się tego, że będzie aż tyle dobrych drużyn, które będą biły się o najwyższe cele. W OBL jest bardzo dużo talentu ze strony polskich i zagranicznych zawodników.
