Elvar “zwariował” – szarża na miarę play-off?
Anwil Włocławek – w tym Elvar Fridriksson – spał przez 23 minuty meczu ze Stalą Ostrów Wielkopolski. Cudowny przebłysk geniuszu Islandczyka (26 pkt w drugiej połowie) pozwolił zespołowi ze stolicy Kujaw nie tylko pokonać rywali, ale też wierzyć, że ten sezon można jeszcze uratować.
– To był mecz z dwoma różnymi połowami w naszym wykonaniu. Pierwsza część spotkania całkowicie do zapomnienia. Graliśmy wolno i bez energii po obu stronach parkietu. W szatni powiedzieliśmy sobie kilka mocnych słów i wróciliśmy gry z większą energią i pasją. Dobra gra w obronie napędziła nasz atak – mówi Elvar Fridriksson, absolutny bohater poniedziałkowego spotkania.
Islandczyk skradł show w drugiej części meczu. To był popis jednego aktora. Aż trudno znaleźć odpowiednie określenie, które pasowałoby do tego, co Fridriksson wyprawiał na parkiecie. Koszykarz w samej drugiej połowie (nie zszedł z boiska nawet na sekundę) zdobył 26 punktów (3/3 za dwa, 4/5 za 3 i 8/8 z linii – najlepszy wynik danego gracza w tym sezonie), napędzając grę Anwilu poprzez dynamiczne wjazdy pod kosz, podania, a następnie rzuty za 3 punkty.
-
Tak
-
Nie
-
Tak38 głosów
-
Nie17 głosów
Koszykarz Anwilu nic nie robił sobie z obecności rywali. W drugiej połowie sprytnie wymuszał przekazania w obronie, uwalniając się przez to z krycia Quana Jacksona, który dobrze go bronił w pierwszej części spotkania.
– Nasze założenie było takie, by Quan Jackson bronił Fridrikssona. W pierwszej połowie tak było, także na początku trzeciej kwarty. Później nastąpiły rotacje, a Fridriksson wymuszał przewinienia, gdy Quana nie było na boisku. Poprzez wymuszanie fauli, a także punktowanie złapał pewność siebie i dobry rytm. W IV kwarcie chcieliśmy trochę zmienić przebieg meczu. Poszliśmy w obronę switch, co sprawiło, że krył go Mareks Mejeris. Elvar był jednak tak napędzony, że trafiał bardzo trudne rzuty, także po step-backach. Zwykle trenerzy akceptują takie rzuty, które są wykonywane z zachwianych pozycji – mówi nam Andrzej Urban.
Anwil – w tym także Fridriksson – spał przez 23 minuty meczu ze Stalą. Ostrowianie na początku drugiej połowy zbudowali 18-punktową przewagę (55:37), w pełni kontrolując wydarzenia na parkiecie. Dało się usłyszeć pomruk niezadowolenia ze strony włocławskich kibiców, którzy na wygraną swojego zespołu we własnej hali czekali od… 6 stycznia (Górnik 97:90).
Szarża ze strony Islandczyka pozwoliła zespołowi ze stolicy Kujaw nie tylko pokonać rywali (90:81), ale też wierzyć, że ten sezon można jeszcze uratować. W przypadku porażki nie tylko morale zespołu by podupadło, ale też udział w fazie play-in stanąłby pod dużym znakiem zapytania.
Zwycięstwo w takim stylu, na dodatek narodziny generała Fridrikssona dają nadzieję na inną, lepszą twarz Anwilu w najważniejszej części rozgrywek.
Rozemocjonowany fani Anwilu po meczu długo skandowali nazwisko islandzkiego rozgrywającego, którego występ w Lany Poniedziałek na pewno zapadnie wszystkim w pamięć. To był absolutny przebłysk geniuszu i też dowód na to, że Fridriksson może być prawdziwym generałem włocławskiego zespołu.
– Wierzę, że na tym zwycięstwie będziemy budowali swoją pewność siebie i tożsamość – mówi Fridriksson, MVP 25. kolejki ORLEN Basket Ligi w sezonie 2025/26.
Anwil z bilansem 13:12 zajmuje w tym momencie 11. miejsce w tabeli PLK.
Komentarz pomeczowy Ronena Ginzburga:
Na pewno pierwsze 22-23 minuty meczu diametralnie różniły się od drugiej części. Zaczęliśmy słabo, być może wpływ miała na to presja, która jest obecna i wyczuwalna w tym klubie. Nie graliśmy dobrze po obu stronach parkietu. Dokonaliśmy później kluczowych zmian w naszej rotacji. Graliśmy w ustawieniu z trzema wysokimi na parkiecie, a Tyler Wahl bronił graczy z piłką, a to okazało się kluczowe dla naszej obrony. Musimy być dumni z naszej postawy w 17-18 ostatnich minutach tego meczu. Musimy na tym budować swoją pewność siebie.
Elvar Fridriksson to bardzo ważny zawodnik tego zespołu. Rywale wywierają na nim ogromną presję. Tak samo było w I połowie tego spotkania. Mamy tak naprawdę jednego klasycznego rozgrywającego w postaci Elvara. A.J. i Shaq mogą pełnić tę rolę, ale nie są klasycznymi playmakerami.
Nie patrzę na sytuację w tabeli. Idziemy mecz po meczu. Staram się poznawać ten zespół i nowych zawodników. Należy pamiętać też o tym, że nie zawsze wszystko układa się po myśli klubu. Ostatnio usłyszałem historię, że kilka lat temu była podobna sytuacja, że Anwil był w dolnej części tabeli, a następnie podniósł się i walczył o czołowe lokaty.
