Einaras Tubutis: Jestem glue guy! Różne style gry w PLK? To wyzwanie

Einaras Tubutis: Jestem glue guy! Różne style gry w PLK? To wyzwanie

Einaras Tubutis: Jestem glue guy! Różne style gry w PLK? To wyzwanie
Einaras Tubutis / Autor: Bartek Müller / AMW Arka Gdynia

– Lubię ostrą rywalizację w PLK z dużą liczbą drużyn. Na Litwie czasami dochodzi do takich sytuacji, że te same drużyny grają ze sobą po 7-8 razy w sezonie. To nie ma sensu. Nie ma różnych stylów gry, tak jak to ma miejsce w Polsce. Pracują tu trenerzy z różnych krajów. Każdy z nich próbuje narzucić swoją narrację. To wyzwanie. Podoba mi się to – mówi Einaras Tubutis, zawodnik AMW Arki Gdynia.

Karol Wasiek: Czy znasz Tomasa Masiulisa?

Einaras Tubutis, zawodnik AMW Arki Gdynia: To wielka postać litewskiej koszykówki. Teraz jest trenerem Żalgirisu Kowno. Osobiście go aż tak dobrze nie znam. Dlaczego pytasz?

Jeden z fanów, który śledzi moje konto na Facebooku napisał, że twoja gra jest bardzo podobna do Tomasa Masiulisa, który kiedyś występował w wielkim Prokomie Treflu Sopot.

Szczerze? Nie pamiętam jego gry. Byłem wtedy bardzo młody. Nie oglądałem meczów z jego występami.

On był w Polsce znany jako świetny obrońca, który robił na boisku wiele rzeczy dobrze, ale niekoniecznie były one widoczne w statystykach. Mam wrażenie, że z Einarasem Tubutisem jest bardzo podobnie.

Na pewno nie jestem typem zawodnika, który bierze piłkę i zdobywa po 20 punktów w meczu. Grając w koszykówkę nauczyłem się tego, że każdy gracz musi mieć swoją rolę w zespole, by być najbardziej efektywny. Ja mogę wpływać na grę poprzez wiele rzeczy, ale te faktycznie nie są zawsze widoczne dla zwykłego kibica. Nie ukrywam, że dobrze czuję się w defensywie. Lubię w ten sposób pomagać całej drużynie. Mam długie ręce i jestem dość szybki jak na mój wzrost. Staram się to wykorzystać po bronionej stronie parkietu.

Statystyki to jedno, wszyscy na nie patrzą, ale jest istotniejsza kwestia: wygrywanie meczów. Jeśli każdy by tylko skupiał się na rzucaniu, to zapewniam cię, że ta drużyna nie wygra zbyt wiele spotkań w sezonie.

Uważam, że dobre zespoły są zbudowane w ten sposób, że mają różnych zawodników pod względem charakterystyki – są podający, rzucający, zbierający i broniący. Myślę, że w Arce tak właśnie jest. Każdy z nas wnosi coś innego do gry zespołu.

Czy Einaras Tubutis zostanie w AMW Arce Gdynia na kolejny sezon?
26 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    23 głosów
  • Nie
    3 głosy
Wczytywanie…

Czy miałeś w dzieciństwie gracza, na którym się wzorowałeś?

Kiedy zaczynałem trenować koszykówkę, podobała mi się gra Kevina Garnetta. On zawsze grał fizycznie, twardo i z dużą pasją. Nigdy nie odpuszczał. To był styl, który chciałem wdrożyć do swojej gry.

On też często używał trash-talkingu. U ciebie jest podobnie?

Nie. Tego akurat nie lubię. Nie gadam do rywali.

Dlaczego jako Litwin nie grasz w swoim kraju?

Musisz mieć świadomość tego, że na Litwie jest tylko dziewięć zespołów na poziomie ekstraklasy. Myślę, że to trochę zamknięty krąg. Dany trener przechodzi z jednej drużyny do drugiej, a zawodnicy często razem z nim. Wszystko kręci się w tym samym ekosystemie.

Nie ukrywam, że chciałem spróbować czegoś innego. Zależało mi na wyjeździe zagranicznym. Zacząłem od pobytu w Holandii. Nie spodziewałem się, że będzie tam aż tak fajnie. Spróbowałem gry w FIBA Europe Cup. To był świetny sezon, który zaowocował transferem do Bundesligi. Tak było w porządku, choć doznałem kontuzji. To był dla mnie trudny sezon, ale pozostawiłem po sobie dobre wrażenie, dlatego też później wróciłem do tego zespołu. Chciałem udowodnić, że potrafię grać na poziomie Bundesligi.

Nie było mi łatwo, bo tam każdy zespół ma sześciu obcokrajowców. Są świetni strzelcy i mocni gracze podkoszowi. Na mojej pozycji najczęściej są lokalni gracze, którzy robią podobne rzeczy na boisku.

Mogę ci powiedzieć ciekawostkę.

Proszę bardzo.

W Niemczech często nazywali mnie “glue guy”. Uważam, że dobrze to określa moją grę i funkcję na boisku. Dobrze czuję się w takiej roli.

Jak oceniasz grę i życie w Polsce?

Życie w Polsce jest fajne. Przypomina mi pod tym względem Litwę, co mi bardzo odpowiada. Jedzenie i kultura – tu można znaleźć sporo podobieństw. Na dodatek mogę samochodem udać się do domu rodzinnego, co jest dla mnie sporym ułatwieniem.

Granie w PLK? Uważam, że Bundesliga stoi na nieco wyższym poziomie, ale ogólnie jestem fanem tego, jak to wygląda w Polsce pod wieloma względami. To bardzo wyrównana liga, w której każdy może ograć każdego. Jestem czasami zszokowany niektórymi wynikami. Lubię tę rywalizację, która daje mi sporo frajdy.

Na Litwie jest inaczej.

Zdecydowanie. Jest Żalgiris, Rytas i długo, długo nic. Te drużyny praktycznie zawsze są w finale, ogrywając innych. Rzadko dochodzi do niespodzianek.

Wolę ostrą rywalizację w PLK z większą liczbą drużyn. Na Litwie czasami dochodzi do takich sytuacji, że te same drużyny grają ze sobą po 7-8 razy w sezonie, włączając w to krajowy puchar. To nie ma sensu. Na pewno nie jest to rozwijające, bo cały czas rywalizujesz z tymi samymi zawodnikami. Nie ma różnych stylów gry, tak jak to ma miejsce w Polsce. Spójrz, że w PLK pracują trenerzy z różnych krajów. Każdy z nich próbuje narzucić swoją narrację. To wyzwanie. Podoba mi się to.

Litewska koszykówka znana jest z tego, że opiera się na mądrości, dobrym czytaniu gry i zespołowości. Czy gracze zagraniczni, w szczególności Amerykanie, mają problemy z dopasowaniem się do warunków tam panujących?

Bardzo dobre pytanie.

Prawdą jest, że na Litwie wszyscy starają się grać mądrze i zespołowo. Oczywiście każdy trener ma swój pomysł na grę, ale najważniejsze jest czytanie sytuacji na boisku i granie razem. I faktycznie dla obcokrajowców adaptacja do warunków tam panujących i stylu gry jest trudna. Czasami trudno jest się do tego przyzwyczaić. Uważam, że my – Litwini – mamy specyficzne podejście do gry.

Wiem, że jesteś z Kłajpedy. Tamtejszy zespół – Neptunas – rzadko korzysta z usług graczy amerykańskich. Czy to celowe działanie?

Tak. Ten zespół ma swój styl grania, którym po prostu nie wszystkim odpowiada. Trenerzy są zdania, że łatwiej dopasować do niego zawodników z Europy i tego się konsekwentnie trzymają.

Uważam, że Amerykanie na Litwie nie mają łatwo. Branie ich do ligi – ze względu na specyficzny styl – jest ryzykowne. Nigdy nie wiadomo, czy dany gracz będzie pasował do realiów ligi litewskiej.