Chavaughn Lewis: To kosztowało nas mistrzostwo
Chavaughn Lewis był jednym z liderów Zastalu Zielona Góra w minionym sezonie PLK. Amerykanin nie tylko należał do czołowych strzelców drużyny, ale także trafił zwycięski rzut w pierwszym meczu finałów z Legią Warszawa. Czy wszystko przebiegało jednak tak dobrze? W wywiadzie dla nas obwodowy otwarcie opowiada o kulisach sezonu, roli, jaką pełnił w zespole, atmosferze panującej w szatni oraz swojej przyszłości.
Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): To był twój trzeci sezon w Polsce, ale pierwszy od siedmiu lat. Dlaczego właśnie teraz zdecydowałeś się wrócić do PLK i dlaczego wybrałeś Zastal Zielona Góra?
Chavaughn Lewis: Wybrałem powrót, bo czułem, że są niedokończone sprawy. Zostawiłem po sobie ślad w Polsce, ale nigdy nie wygrałem mistrzostwa. Widząc sytuację Zastalu Zielona Góra w ostatnich kilku latach, dostrzegłem okazję, aby przywrócić zwycięską kulturę tej zwycięskiej organizacji.
-
Tak
-
Nie
-
Tak8 głosów
-
Nie39 głosów
Przez większość sezonu rozpoczynałeś mecze na ławce rezerwowych, ale często kończyłeś je jako jeden z najważniejszych zawodników. Jak podchodziłeś do roli „szóstego zawodnika”?
– Kiedy tutaj przybyłem, moja rola nie była taka zła, bo dała mi szansę na dostosowanie się. Poza tym trenerowi zależało wyłącznie na wygrywaniu, więc kiedy pojawiałem się na boisku, często dostawałem piłkę, co pozwoliło mi szybko złapać rytm. Kiedy zaczęliśmy wygrywać mecze, moja rola zaczęła się zmieniać i wtedy sprawy nieco się skomplikowały – niepewność co do tego, czy dostanę szansę na grę, niezależnie od moich wyników, utrudniała mi pełnienie roli lidera i zmusiła mnie do dostosowania się do sytuacji. Polegało to na odłożeniu na bok ego i skupieniu się na pomaganiu drużynie, ilekroć nadarzała się okazja. Dzięki mojemu doświadczeniu to się sprawdziło.
Statystycznie to był dobry sezon dla ciebie. Czujesz, że dziś jesteś lepszym koszykarzem niż podczas poprzednich występów w Polsce?
– Mógłbym osiągnąć o wiele więcej, ale tak, na pewno – dzięki temu, czego nauczyłem się przez te wszystkie lata zarówno na boisku, jak i poza nim, gra stała się łatwiejsza i prostsza. Wcześniej moja gra opierała się na aspektach fizycznych, a teraz dodałem do tego równowagę psychiczną, emocjonalną i duchową, która często ma największe znaczenie.
Jak wyglądała współpraca z trenerem Miłoszewskim? Co najbardziej ceniłeś w jego podejściu do prowadzenia drużyny?
– Całość była trochę trudna. Trener Miłoszewski działa inaczej niż to, czego nauczyłem się przez całe życie, ale jest osobą przystępną, rozumie tę dyscyplinę i ligę, więc wszystko odpowiednio się zrównoważyło.
Zastal był jedną z największych niespodzianek sezonu. W którym momencie poczuliście, że możecie powalczyć o coś więcej?
– Od samego początku udzielałem wywiadów, w których opowiadałem o tym, że możemy zrobić wiele. Kiedy tylko zobaczyłem skład drużyny, na podstawie mojego doświadczenia wiedziałem, na czym polega wygrywanie i przegrywanie, a my mieliśmy potencjał, by wygrywać – musiałem tylko zmienić mentalność zespołu.
W pierwszym meczu finałów trafiłeś zwycięską trójkę w Warszawie. Czy to jeden z ważniejszych rzutów w twojej karierze?
– Tak, zdecydowanie. Uważam tak przede wszystkim ze względu na to, jak to wszystko się potoczyło. W tamtym spotkaniu musiałem zmierzyć się z pewną trudnością, pozostawałem w roli szóstego, siódmego czy ósmego zawodnika, w zależności od sytuacji. Przez większość czwartej kwarty nie grałem, a na boisku pojawiłem się dopiero pod koniec, w kluczowym momencie. Łatwo było wtedy się wycofać lub dać się ogarnąć frustracji, ale po prostu zachowałem cierpliwość i pewność siebie niezależnie od okoliczności – i to zadziałało.
Co twoim zdaniem zdecydowało o losach finałowej serii? Czego zabrakło, by zdobyć mistrzostwo Polski?
– Przez cały sezon powtarzałem, że sam talent nie wystarczy, by zdobywać mistrzostwa – mieliśmy talent, ale brakowało nam takiej chemii, jaką miała Legia. Chodzi mi o to, że rzadko, a właściwie nigdy nie spędzaliśmy czasu razem jako drużyna ani nie świętowaliśmy razem świąt, a mimo to świetnie nam się razem grało. W szatni panowała duża frustracja z powodu niepewności co do tego, jak niektórzy zawodnicy są wystawiani do gry (nie wiedząc, czy zagrają, czy nie, niezależnie od swoich wyników). Szczerze mówiąc, w pewnym momencie pokazało to, jak bardzo jesteśmy utalentowani, bo atmosfera w szatni nie była aż tak dobra. Mieliśmy to, co pozwala wygrywać mecze, ale nie mieliśmy tego, co pozwala wygrywać mistrzostwa.

Spójrzmy na twoją przygodę w Polsce trochę szerzej. Grałeś w Słupsku, Lublinie i Zielonej Górze. Jak bardzo zmieniła się PLK od czasu twojego pierwszego pobytu w Polsce?
– Powiedziałbym, że największym wyzwaniem, jakie zauważyłem, była produkcja i marketing medialny związany z ligą, a także to, że poziom doświadczenia zawodników był inny kilka lat temu. Wydaje mi się, że wtedy w lidze było znacznie więcej doświadczenia i talentu. Mam wrażenie, że obecnie liga jest nieco młodsza, ale może się mylę.
Które miasto i który klub wspominasz najlepiej? Czy każde z tych miejsc dało ci coś innego – zarówno jako zawodnikowi, jak i człowiekowi?
– Powiedziałbym, że każde miasto dało mi coś innego, ale jeśli chodzi o koszykówkę, to moim zdaniem Słupsk i Zielona Góra zapadły mi najbardziej w pamięć – głównie dlatego, że kibice i system wsparcia obu drużyn sprawiały, że gra była przyjemna i ekscytująca.
Wielu zagranicznych zawodników podkreśla wyjątkową atmosferę na polskich halach. Jak z twojej perspektywy wypadają polscy kibice na tle tych, przed którymi grałeś w innych krajach?
– Uważam, że wszystkie hale są zadbane, co jest ważne dla zawodników, a kibice zachowują się z szacunkiem i przychodzą tam, by cieszyć się meczem. W poszczególnych miejscach, w których kiedyś grałem, kibice byli hałaśliwi i czasami zachowywali się bez szacunku, ale przez trzy sezony gry w Polsce nie spotkałem się z nieprzyjemną sytuacją.
Jak obecnie wygląda twoja sytuacja na rynku transferowym? Czy jest szansa, że w przyszłym sezonie ponownie zobaczymy cię w Polsce?
– W tej chwili po prostu cieszę się czasem spędzonym z rodziną i staram się nie myśleć zbyt wiele o interesach. Ufam moim partnerom i kiedy nadejdzie czas podjęcia decyzji, to ją podejmę, ale na razie nic nie jest jeszcze ustalone – choć tak, na pewno istnieje taka możliwość, że znowu mnie tu zobaczycie.
Gdybyś miał jednym zdaniem opisać sezon 2025/26 w wykonaniu Zastalu Zielona Góra, jak by ono brzmiało?
– Bóg istnieje i Bóg jest dobry!