Blee i nieblee 2, 3 i 4. Część pierwsza.

20/11/2019
fot. Flickr/KA Sports Photos

Dzień dobry. Jestem z powrotem. Chwilę mnie nie było, ale wróciłem, wiec wszyscy fani bełkotu o NBA i omawiania różnego rodzaju aspektów wagi najwyższej znów mogą nasycić swój głód blee. Dziś i w następnym wydaniu nadrabiam zaległości, w związku z czym nie wszystko jest pierwszej świeżości, więc bądźcie wyrozumiali. Czytania jest sporo, dlatego podzieliłem całość na dwie części. Dziś porcja numer jeden, a  w piątek, jak dobrze pójdzie, numer dwa. Jednorazowo nikt by nie wytrzymał takiej ilości zdań złożonych. Przy okazji bardzo dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, za negatywne też dziękuję, ale zdecydowanie mniej entuzjastycznie. Weźcie suchy prowiant, herbatę w termos i jedziemy.

Philly – w meczu z Blazers dali przedstawienie maksymalne. Było wszystko: wysokie prowadzenie, udane pościgi, rzuty w ostatnich sekundach, ważne wolne Simmonsa. Mecz naprawdę dobry. Jednak ogólnie 76-tki mocno rozczarowują. Obrona nie jest żelazna, bilans taki sobie. Oczywiście to początek sezonu i wszystko może się zmienić, ale na razie nie jest dobrze. Ben daleki zasięg Simmons wciąż jest klockiem z pomalowanego, który z wolnych trafia tragiczne, wręcz upokarzające 56%. Zbiera 6 piłek w meczu, co jest najgorszym wynikiem w jego krótkiej karierze. W sezonie debiutanckim 8,1 zb., rok temu 8 zbiórek w meczu. Notuje też najmniej asyst w karierze 7,1. Zdobycze punktowe również najsłabsze – 13,7 pkt. Odnośnie szeroko komentowanej i wytrenowanej latem do perfekcji trójki – to wygląda to tak: 53,4% rzutów Ben oddaje z odległości metra od kosza, a 41,4% z odległości od metra do trzech.  Sporadycznie, czyli 5,2% z większej odległości. Trójek nie widziano. Oczywiście jest skuteczny, trafia 57% rzutów, jednak nadal  jedyne co może rozciągnąć to guma w gaciach, ale na pewno nie grę.  Ogólnie Ben gra najgorsze zawody w karierze PER najniższy – 17,7, podobnie jak USG, VORP, Plus/Minus i wszystkie inne wskaźniki. Jeśli dołożymy do tego wyrafinowaną 25% skuteczność z dystansu Tobiasza Harrisa, który powinien ratować sytuację to robi się naprawdę nieciekawie. Philly zajmują 20 miejsce pod względem trafianych trójek – 34%, a co gorsza pozwalają trafiać przeciwnikom 36% rzutów dystansowych. Mimo znacznego wzrostu nie są bogami deski, 19 miejsce w zbiórkach ofensywnych, 7 w defensywnych i 9 ogólnie. Tracą 17,5 piłki w meczu – trzeci najgorszy wynik w lidze. W całość wpisuje się również Embiid i jego marne 22,9 pkt. w meczu i 11,4 zbiórki (w zeszłym sezonie 27,5 i 13,6). Trener Brown musi ostro pokombinować bo nie jest dobrze w mieście braterskiej miłości, chyba, że właśnie tym chłopaki zajmują się zbyt intensywnie.

Bogdanović – w Jazz po 12 grach wygląda naprawdę kozacko. Z nim mają bilans 8-4. Bojan notuje  najlepsze w karierze: 44% trójek, 4,1 zbiórki, 19,7 pkt./mecz, 1 przechwyt 0,5 bloku. Na razie jest w 100% tym kim miał być przychodząc do Utah.

źródło; YouTube/FreeDawkins

Zubac – momentami gra wręcz rewelacyjnie. W meczu numer dwa pomiędzy Jazz i LAC rżnął Goberta jak w Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową. W 1Q to on był Clippersami. Los Angeles Zubacs. W całym meczu nie dał poszaleć Francuzowi.  LAC w drugiej kwarcie gdy włączyli wyższy bieg, wyglądali imponująco. Ale również imponująco potem dostali zapaści i grali mega piach. Pod koniec trzeciej kwarty ponownie zaczęli nadrabiać. W 4Q objęli prowadzenie, głownie dzięki temu, że postanowił trochę pograć Leonard, oraz pokaz fantastycznych akcji dwójkowych dał duet Williams i Harrell.  Grają jak bracia syjamscy. Kosmos. JaMychal Green również dołożył swoje trzy grosze. LAC wygrali, ale wyglądali tak jakby ich głównym celem na ten mecz było nie spocić się. Zebrali 54 piłki przy  37 Jazz.  Kawhi w 4Q załadował  12 pkt. z 20 zdobytych z gry w całym meczu. Clippers trafiają 34% trójek, to 19 pozycja w lidze. Oddają ich tylko 30 w meczu, to 21 miejsce w lidze. Dla porównania LAL trafiają 33%, a rzucają 29 razy. Teraz najlepsze – obrona, LAL pozwalają trafić przeciwnikom 32% trójek, LAC 36%.  Z gry LAL pozawalają na 42% trafionych rzutów, LAC 43%. Bloki 7,8 do 5,8 dla Lakersów, asysty 26,5 do 22,4 dla LAL. Patrząc na 100 posiadań LAC zdobywają 110,1 pkt., LAL 109,5 pkt. Można by tak długo. Jednak trzeba spojrzeć z kim grali i jedni i drudzy. LAC z trudniejszych przeciwników mieli Bucks, Lakers, Utah x 2, Rakiety i Toronto. Lakers z tej kategorii grali do tej pory z LAC, Jazz i również Toronto. Porównywanie tych ekip jest ekstra ciekawe, przynajmniej dla mnie. Oczywiście jest jeszcze aspekt podejścia do sezonu. Clippersi mocno odpuszczają Leonarda, grali do tej pory bez PG13, więc tak naprawdę nie wiadomo jakie liczby będą kręcić w pełnym składzie, zgrani i w 100% zaangażowani. Odnośnie zaangażowania to mam wrażenie, że Jeziorowcy zaczęli sezon jak klasyczny kujon. Od pierwszego meczu grają na dużej intensywności, walczą o bilans, chcą być wysoko w tabeli. Każde spotkanie jest ważne, nie ma odpuszczania, pot się leje, wsady niszczą obręcze. LBJ wali asysty jak Stockton i jedzie tak, że co poniektórzy, młodzi i narwani już obwołali go MVP sezonu. A Clippersi, no cóż, raczej są tym, którego określa się zdolny, ale leniwy. Grają czasami mocniej, czasami jakby stali w kisielu po kolana. Leonard odpoczywa, jak gra to często przez trzy pierwsze kwarty nawet się nie spoci. Reszta coś tam rzuca, owszem wygrywają częściej niż przegrywają, jednak chyba nie zależy im specjalnie na pozycji w tabeli. Jakby kierowali się zasadą kapitana Ziarno z Demonów wojny wg. Goi – zagra, nie pali się. Zobaczymy za 20-30 gier jak to będzie wyglądało.

6 – bloków Porizngisa w meczu z Cavs.

6 – bloków N. Noela w spotkaniu z NOP.

Boucher – człowiek, który postanowił wykorzystać do maksimum okazję jaką dostał od losu. To jego trzeci sezon w lidze. W pierwszym wystąpił  1 minutę w jednym spotkaniu jako gracz GSW i tym samym został mistrzem NBA. Przez kontuzję Ibaki dostał szansę i daje radę. Świetny mecz z Lakers. Dobry z Clippers i teraz 11 zbiórek i 11 punków w 18 minut z Hornets. Wiem, że Szerszenie nie przeszkadzają mocno, ale jednak Chris zalicza dobry czas. W tym sezonie rozegrał już 110 minut i szybko zbliża się do wyniku z poprzedniego całego roku czyli 163 minut.

źródło: YouTube/FreeDawkins

40 – asyst Toronto w spotkaniu z Hornets. 5 graczy z co najmniej 5 podaniami kończącymi. Fantastycznie gra Toronto. Oni też korzystają z przyjemnego kalendarza jaki im się trafił na początku sezonu. Mają 4 porażki zaliczone z Bostonem, Bucks, Clippers i Dallas. Z ekip plusowych pokonali tylko Lakers. Reszta zwycięstw to mocarze pokroju NOP x 2, Bulls, Pistons, Orlando, Kings, Blazers i właśnie Hornets.

15/19 – asysty i  straty Spurs w meczu z LAC. To się nie mogło udać mimo, trójkowej masakry w wykonaniu LAC. 19% celnych. Uratował ich Leonard i jego 38 pkt., przy znacznym udziale Harrella 24 pkt. 81% z gry oraz Słodkiego Lou 5 ast., 12 pkt. Nie było opcji, że Kawhi przegra z SAS. To coś więcej niż mecz.

Doncić vs LBJ – mocny pojedynek. W starym dobrym stylu. LBJ tym razem zwycięski, ale to już ostatnie podrygi, chyba, że naprawdę dobrze znosi TRT. LeBronek 39 pkt., 12 zb. i 16 ast. Luka 31 pkt., 13 zb., 15 ast. Do wygrania Mavs zabrakło lepszego Łotysza – 16 pkt, 9 zb. Królik miał AD – 31 pkt. Lakersi straszliwie słabo zbierali 41 zbiórek, a Dallas 61, ale trafiali dużo lepiej 49% do 39% i tu mamy sedno tematu, generalnie kto trafia lepiej ten wygrywa. Dobre spotkanie. Z drugiej strony czy potęga Lakers to ma być walka do ostatniej minuty z Dallas ? Przecież Mavericks według wielu ekspertów nie będzie w playoffs. Czy lekko pulchny białas z zerową windą ma grać jak równy z bogiem amerykańskiej koszykówki ? A drugi patyczkowaty białas ma toczyć zacięty bój z innym władcą basketu Anthonym Davis’em ? Czy LAL byliby bezdyskusyjnymi faworytami w takiej serii do czterech wygranych z Dallas ?

38,6% – trójek, przy 6,3 rzutach w meczu trafia niejaki Lonzo Ball. Tak ten sam wyśmiewany i wyszydzany Lonzo. Technikę rzutu ma wciąż beznadziejną, ale liczy się tylko skuteczność. To nie konkurs piękności. Lonzo gra dobry basket, w obronie jest twardy, nieustępliwy i waleczny. Czasami aż za bardzo. W meczu z OKC dobrze ograniczył Paula.

Hornets – odpaliłem ich mecz z Pacers głownie dla Roziera. Chciałem zobaczyć jak sobie radzi przeciwko drużynie ze średniej półki. To był strzał w dziesiątkę. Mecz wypasiony, nawet jeśli realizacja i poziom założeń taktycznych nie był najwyższych lotów, to cała reszta wyśmienita. Szalona pogoń Szerszeni przez niemal całe spotkanie, zakończona zwycięstwem po dogrywce. Terry był niezły, momentami dobry. Uzbierał 22 pkt., na średniej skuteczności 37% z gry. Parkietem zawładnął jednak rezerwowy Hornets Devonte’ Graham 48% z gry, 44% za trzy, 35 pkt., (11 wolnych) 4 zb., 6 ast., 3 prz. Był naprawdę w transie. Gość został wybrany w drugiej rundzie draftu 2018 roku z numerem 34. W poprzednim meczu z GSW# zagrał 31 min. zdobył 4 pkt., 12,5% z gry, 8 zb., 3 ast. Z całą pewnością stabilna forma to nie jest jego przodująca cecha. Szerszenie były gorsze niemal we wszystkim podczas tego spotkania. Gorzej trafiali, zarówno z gry 48% do 54% IP,  za trzy 32% do 40%, jak i z linii 67% do 86%. Gorzej zbierali 37 do 43, gorzej podawali 22 do 27 i blokowali 4 do 7. Mieli więcej przechwytów 7 do 5, oraz mniej strat 13 do 18. Klucz leży w ilości rzutów wolnych. Pacers stawali na linii 7 razy. Trafili 6 wolnych. Hornets wymusili 42 rzuty z linii. Trafili 28. Koniec. Graham w międzyczasie stał się jedna z aktualnych historii tego sezonu. Ja muszę od siebie dodać, że fantastycznie zrobił ogarniając swoją fryzurę. Zaliczone ma w tym sezonie 448 minut na parkiecie, w 14 grach. Rok temu w 46 występach zaliczył 676. Zobaczymy jak długo utrzyma taką formę ? Ile jeszcze obrońcy będą się go uczyć ? Na razie zdobywa 18,3 pkt. na skuteczności z gry 41% i świetnej z dystansu – 41,5%. Okrasza to wszystko 3,4 zbiórkami i 7 asystami. Umarł król, niech żyje król. Ciekawe czy Rozier jest jego kumplem?

6 – bloków Capeli z GSW.

Zakwasy – podejrzewam, że po meczy z Heat miał je Harden od rozkładania dłoni po ekstremalnym laniu dupy jakie sprawili Miami chłopakom z Houston. Heat zatrzymują przeciwników na skuteczności 30% za trzy. Oczywiście to najlepszy wynik w lidze. W połowie drugiej kwarty Żary zluzowały tempo, prowadzili 59 do 20, więc to nie dziwi wcale. Te 18 minut to był pokaz czystej, kosmicznej mocy zarówno defensywnej jak i ofensywnej. Niesamowity spektakl. K…a to było jak zderzenie czołgu z hulajnogą, jak mecz z reprezentacją fanklubu poczwórnego whoopera. -46 Westbrooka to wynik absolutnie niesamowity. Russ ciężko pracował aby go zaliczyć. Tyle odpuszczonych atakujących to już jest wyższa szkoła jazdy. Jego niesamowite polowanie na przechwyty skończyło się 1 zabraną piłką. Russ ty mały geniuszu.

Houston – ich gra to antykoszykówka. Notują po 12-15 asyst, a jeden gracz, pan Harden oddaje ponad 40% rzutów drużyny. Nie mam nic do tego, że komuś to się podoba bo o gustach się nie dyskutuje, ale chyba nie spędzaliście za dużo czasu na boisku. Gra z kimś takim to dramat.   Nie lubię takiego basketu, ale niech sobie tak grają. Mistrza nie zdobędą, choćby nawet najwięksi eksperci pisali, że im się uda. Mają zero szans na tytuł. Ale teraz w RS są spoko, kręcą biznesem, bija rekordy, dają tytuły, nagłówki itp. Tacy clowni NBA. Harden rzuca z najgorsza skutecznością od lat, zarówno z gry, jak i za trzy. Trzeba przyznać, że  systematycznie trafia coraz więcej. Podaje również najmniej od lat. Rakiety mają niezły bilans, jednak jest on zbudowany na ogrywaniu słabych drużyn. Oczywiście to jest ważne, aby pokonywać tych, których powinno się pokonać. Jednak ich kalendarz jest naprawdę łatwy. Z drużyn plusowych pokonali tylko Clippersów, Pacers i Minny bez Wigginsa (dziwne, że to zaznaczyłem, jednak wytłumaczę nieco dalej). Czyli jest nieźle, jednak spektakle takie jak ten z Minny zakończony 15 asystami, 12 stratami i 41 oddanymi rzutami Hardena, lub z Pacers i 12 asyst, czy z 16 asyst i 17 strat z Pelikanami do mnie nie przemawiają.

Lakers – kolejni władcy kalendarza. Oczywiście nadużyciem byłoby stwierdzenie, że są słabi. Mają za dużo doświadczonych i dobrych graczy. Jednak ich bilans był do przewidzenia i wspominałem o tym w jednym z wakacyjnych Blee. Pisałem, że będą wysoko na początku sezonu. Podobnie jak Rakiety, mają, może nie łatwy, ale bardzo korzystny układ gier na początku sezonu.

50/50/90 – klub 50/40/90 nie wystarcza Devinowi. Założył swój własny klub, tylko dla prawdziwych twardzieli z jajami jak włochate arbuzy. Jest prezesem, wiceprezesem, skarbnikiem i wszystkimi członkami.

Heat – prawdziwi schizofrenicy. Dwie osobowości. Po tym zabójczym meczu z Rakietami, w spotkaniu z Denver wyglądali jak ekipa skrzypków na turnieju rzucania podkładami kolejowymi. Bez szans. Skąd ta zmiana ? Co im Spolestra powiedział przed meczem ? Idźcie i bądźcie cipami ? Bryłki nie marnują takich okazji i rozjechali ich bez litości. Zagrali maksymalnie drużynowy, efektywny i konsekwentny basket. Pulchny Jokić  nie przemęczał się zbytnio. 9 pkt., 5 zb., 5 ast. Był w pogotowiu, ale nie musiał interweniować. Mimo wszystko Miami grają naprawdę nieźle, a Jimmy fitness Butler idealnie wpasował się w wysportowane i dietetyczne środowisko Heat.

SGA – Shai Gilgeous-Alexander. Rośnie nam kandydat do MIP. SGA gra jak szalony. Ależ chłopak ma talent. 45% z gry, dobre 38% z dystansu, 5,1 zb., 3 ast., 2,2 straty i 19,4 pkt. Nie boi się gry, nieźle broni, umie podawać, widzi kolegów. Jest naprawdę dobrze.

źródło: YouTube/FreeDawkins

Fultz – został starterem. Jest z nim coraz lepiej tylko Orlando gra gówniany basket. Bilans pierwszopiątkowym naszego bohatera to 4-4.  W tym sezonie zalicza 49% z gry, gorące 21% z dystansu, jednak nie rzuca dużo tylko 1,6 rzutu w meczu, więc to nie szkodzi jakoś strasznie. Podaje jak szalony –  prawie trzy razy w meczu. Spotkanie sezonu rozegrał z Wizards. 19 pkt., 80% z gry i 67% za trzy. Może coś z niego będzie.

Snajperzy – Harden w tym sezonie za trzy trafia boskie 34% – najgorszy wynik w karierze. Russ miażdży bardziej i zalicza 22,7%, a pracowity Giannis – 32%. Jednak trzeba oddać Brodzie, że po tragicznym październiku i 22% skuteczności z dystansu w listopadzie wszedł na niezłe 38%. Russ odwrotnie po arcywyśmienitych 31% w październiku, w listopadzie postanowił pokazać na co go stać i trafia 20% trójek. Grek po 14% trafionych trójek w październiku, przestał sypiać i niczym Kobe zamieszkał na hali. Oddał 3 miliony trójek i  w listopadzie spija śmietankę. Zabójcze 38% z dystansu i nowy przydomek. Giannis kat dziury Antetokounmpo.

Ingram – gra jak natchniony. Wiem, że Pelikany nie wygrywają, ale to w najmniejszym stopniu jego wina. W tym momencie spoglądamy na Jrue Holiday’a i widzimy jego gówniane 37% z gry, marne 14 pkt./mecz i kaszankę zamiast mądrego, odpowiedzialnego przywództwa tej młodej ekipy. Brandon dla odmiany jedzie jak na nartach. 26 pkt., 55% z gry, 49% za trzy, 7,1 zb., 4,3 asysty, 1 blok – to wszystko najlepsze wyniki w karierze mimo o dwie minuty krótszego czasu spędzanego na boisku. Ciekawe czy jego mama była fanka serialu Beverly Hills 90210 ?

źródło: YouTube/FreeDawkins

Klub dystansowego prawiczka – Drummond – 8 odpalonych trójek i zero trafionych, Prezes Ben za łuku Simmons jeszcze nie podjął tego ryzyka. Chciałby, ale jeszcze trochę potrenuje w domowym zaciszu, mimo bólu w nadgarstkach.

[update – Simmons już trafił 🙂 ]

Denver – grają swoje, choć nie wszystko jest na najwyższym poziomie. 10 miejsce w celności z dystansu przy 30 trójkach w meczu, 24 pozycja z gry – 44%. Za dwa trafiają 48% i są przedostatni. Za nimi tylko mocarze z Knicks. 15 miejsce w zbiórkach, 8 w asystach, 16 w przechwytach i blokach. 22 w zdobytych punktach – 106,9. Więc jak to robią, że są nieźli i zajmują 6 miejsce w lidze z bilansem  9-3, w tym 4-1 z ekipami plusowymi i 5-2 z minusowymi. Trzy słowa – obrona, tempo (mają trzecie najwolniejsze w lidze) i przeciwnicy. Pozwalają rywalom na 43% z gry i 32% za trzy. Zwłaszcza tern drugi wskaźnik jest wyborny. Jeśli spojrzymy na 100 posiadań to wszystkie ich wyniki idą mocno w górę. 8 miejsce w zbiórkach, 4 w asystach, drudzy w najmniejszej ilości strat. 10 miejsce w NRtg, 7 w DRtg. Oczywiście kalendarz im sprzyja. Z mocnych ekip grali tylko z dołująca Phily i Heat. Z plusowych z Dallas, Suns, Heat, Minny, 76-ers, reszta to PTB, Kings, NOP, Orlando, Hawks, Nets i Grizz. Przegrali z Mavs, NOP i Hawks. Mimo wszystko ogląda się ich przyjemnie, 5 graczy zalicza więcej niż 14 punktów w meczu, a gruby Nikola MVP Jokić nie rozgrzał się jeszcze w pełni. Jak na razie gra w plażowym klimacie i zalicza najgorsze lub prawie najgorsze liczby w karierze. 45% z gry, 25% za trzy, 8,8 zb., 6 asyst. Trzeba mu oddać, że gra najmniej od trzech sezonów – tylko 30 minut w meczu.

Pacers – po wieśniackim początku sezonu i 3 porażkach z rzędu z Pistons dwa razy i Cavs, ogarnęli się i zaczęli grać zdecydowanie lepiej. Mocarzami nie są, ale wygrane z leszczami stały się normą. Nets, Cavs, Bulls, Wiz, Pistons, Orlando, OKC i znowu Nets – tak prezentuje się ich zestaw zwycięstw. 8-4 z minusowymi drużynami i 0-2 z plusowymi. Porządna średnia drużyna.

Nets – jeśli masz super ekipę złożona z kolesi, którzy się lubią, czerpią radość z gry, wspierają i mają w miarę jasną przyszłość koniecznie musisz zatrudnić Kyriego Irvinga, który to wszystko rozjebie w dwa miesiące. A ty zostaniesz z pasmem porażek, wieśniacką atmosferą i niezadowolonym gwiazdorem, przepraszam artystą w szatni. Nets są tak beznadziejni, że nawet Aaron Holiday ich jedzie. Grając z nimi wyglądał jak Jordan. 53% z gry, 57% za trzy, 6 zb., 13 ast., 24 pkt. Aby dołożyć do pieca można dodać, że nawet koleś w typie Naza Mitrou – Long’a (wiem, że teraz myślicie kim k…a jest ten gość ?) robi co chce grając z chłopakami z Brooklynu. Naz zdobył 12 pkt. na 50% skuteczności. Każda rubryka, która wypełnił to była jego życiówka. Go Nets. Trzeba oczywiście dodać, że nie grał Irving. Wiadomo, z nim wygraliby spokojnie, jak zawsze.

Donovan – Mitchell. Podpora Jazz. W tym sezonie notuje 25 pkt., 46% z gry, 36% za trzy, 5,6 zb., 4 ast. i tylko 2,6 straty. Jazz urozmaicili skład, dodali strzelców, dodali Conleya i ze swoim młodym gwiazdorem na parkiecie notują 107 pkt na 100 posiadań, a bez niego ekstremalnie uwłaczające 82/100 posiadań. Mitchell wygląda nieźle, ale  mój Brat ciągle mi przypomina jego bezradność w meczu z Serbią. Odbijał się jak od ściany grając z nimi.

52 – punkty D. Russella w meczu z Minny. Teraz to jego drużyna. Kto spodziewał się rok temu takiej historii, że stanie się królem GSW ? Niezły numer. Rok temu był gościem z Nets, który buduje swoją pozycję. Teraz jest szeryfem z San Francisco. Niezłe jaja, jak berety.

60 – punktów Lillarda. Robi co może, robi ile się da, ale efektów nie ma.

39 – punktów Aldridge’a z OKC. Łatwizna. Kto miał go kryć ? Dario brzydzę się fizyczna obroną Gallinari, czy może Nerlens głąbik Noel ? LMA 19/23 z gry. Trening i tyle.

Rozier – z Bostonem. Bardzo chciał. 1/11 z gry, 4 straty, 3 zajebiste punkty. Terry Air, The Dream, Mailman, Glyde Rozier.

Klub Dziurawych Rączek:

6 – Irving, Love, Randle, LaVine, Doncić x 2, J. Culver, Beal, Harden x 2, Morant, Leonard, Sweet Lou, Lowry,

7 – DeRozan, Antetokounmpo, Lillard, Russ, D. Fox, Russ, Murray, Giannis, Young, Ingram

8 – Doncić, Mitchell, Embiid.

 

Dzięki za przeczytanie.

Do następnego.

Kopiuj link do schowka