Bagatskis nie wytrzymał. To powiedział i wyszedł
Sensacja we Wrocławiu. WKS Śląsk przegrał z Tauron GTK Gliwice 84:85, mimo że na początku drugiej kwarty prowadził różnicą… 21 punktów. – Zaczęliśmy przedwcześnie celebrować zwycięstwo i myśleć o otwarciu szampanów. Czas schować ego do kieszeni. Jesteśmy za miłymi chłopcami na boisku – grzmiał po meczu Ainars Bagatskis, trener wrocławskiego zespołu.
Jedna z największych niespodzianek tego sezonu w ORLEN Basket Lidze. WKS Śląsk Wrocław – nazywany przez wielu „team to beat” – przegrał sensacyjnie u siebie z Tauron GTK Gliwice 84:85. Decydujące akcje na wagę zwycięstwa wykonał Kacper Gordon, były gracz wrocławskiego zespołu.
Jednak na początku drugiej kwarty nic nie wskazywało na to, że Gliwiczanie sięgną po piątą wygraną w tym sezonie. Wrocławianie pewnie prowadzili różnicą 21 punktów (34:13), kontrolując wydarzenia na parkiecie. Gdyby ktoś wtedy postawił symboliczną złotówkę na zwycięstwo GTK, to z pewnością zarobiłby bardzo dobre pieniądze. Zespół Nebojsy Vidicia stopniowo zmniejszał straty, wykorzystując błędy gospodarzy.
-
Tak
-
Nie
-
Tak30 głosów
-
Nie24 głosów
Kluczowy moment meczu miał miejsce na początku czwartej kwarty, gdy goście zdobyli 10 punktów z rzędu i zbudowali w miarę bezpieczną przewagę (71:61). Głównie za sprawą dobrych akcji Ivana Almeidy (18 pkt i 9 zbiórek) i Jaidena Delaire’a (16 pkt). Trener Ainars Bagatskis łapał się za głowę po kolejnych straconych punktach i błędnych decyzjach w ataku.
Wyraz swojej frustracji dał na konferencji prasowej. Łotysz nie gryzł się w język, krytykując swoich zawodników za to, że zbyt wcześniej zaczęli świętować wygraną w tym spotkaniu, lekceważąc tym samym zespół z Gliwic.
– Jakich słów bym nie użył, to one będą wymówką. Energia? O jakiej energii mamy mówić, jeśli mamy 20-punktową przewagę. Fizyczność? To podobnie jak z energią. Po prostu zaczęliśmy przedwcześnie celebrować zwycięstwo. Zaczęliśmy myśleć o otwarciu szampanów. Z tą mentalnością? Nie mamy zwycięskiej mentalności – powiedział Ainars Bagatskis.
Wtórował mu kapitan Jakub Nizioł, który wziął winę na siebie, argumentując to tym, że nie przygotował zespołu odpowiednio pod kątem mentalnym. Przypomnijmy, że Wrocławianie kilka dni wcześniej odnieśli sensacyjne zwycięstwo nad Bahcesehirem w EuroCupie.
– Gratulacje dla drużyny z Gliwic za zwycięstwo. Uderzyli nas w twarz w drugiej kwarcie i nie byliśmy w stanie z tym nic zrobić. Jako kapitan tej drużyny biorę tę porażkę na siebie, bo nie przygotowałem zespołu w odpowiedni sposób. Nie byliśmy mentalnie gotowi. Ta porażka jest na moje konto – zaznaczył Jakub Nizioł.
Trener Ainars Bagatskis po swojej wypowiedzi wstał i wyszedł. Nawet nie czekał na tłumaczenie i ewentualne pytania. Łotysz był wściekły po piątej porażce w tym sezonie na parkietach PLK.
– Przed meczem z GTK odbyliśmy dwa treningi, ale one były na fatalnym poziomie. Oczywiście byliśmy zmęczeni po spotkaniu w Turcji, ale myślę, że podłoże jest nieco inne. Uważam, że nie podeszliśmy z odpowiednim szacunkiem do zespołu z Gliwic, który dwa tygodnie temu pokonał Anwil. To nie jest przypadkowa drużyna. Gliwiczanie wiedzą, jak grać w koszykówkę. Pokazywaliśmy to na wideo naszym zawodnikom. I teraz wszyscy – łącznie ze mną – mają wymówki. Teraz na treningu musimy zacząć biegać, by wyrzucić te wymówki. Musimy też schować ego do kieszeni, bo niczego nie wygramy. Uważam, że na boisku jesteśmy miłymi i łagodnymi facetami, którzy za dużo myślą – powiedział Bagatskis.
Wrocławianie mieli beznadziejny stosunek asyst do strat (14-20), trafiając tylko 8 rzutów za 3 na 29 prób (27-procentowa skuteczność). Podopieczni Bagatskisa będą mogli zrehabilitować się przed własnymi kibicami już w najbliższy wtorek, gdy zagrają z Cedevitą Olimpiją (ostatnie spotkanie w EuroCup). Warto dodać, że mecz z AMW Arką został przełożony na inny termin.