Avery Anderson: Wiedziałem, że mój czas nadejdzie
Staram się być aktywny na boisku. Moja dobra gra zaczyna się od twardej obrony. Nie przestałem wierzyć w siebie. Moja szansa właśnie się pojawiła i po prostu ją wykorzystuję. To moja lepsza wersja, ale wciąż daleko do perfekcji – mówi Avery Anderson, zawodnik Górnik Zamek Książ Wałbrzych.
Karol Wasiek: W trzech ostatnich meczach zdobyłeś łącznie aż 89 punktów, będąc kluczową postacią wałbrzyskiego zespołu. Jednak wcześniej twoja sytuacja w klubie wcale tak różowo nie wyglądała. Czy mógłbyś opowiedzieć o swojej drodze w tym sezonie?
Avery Anderson, zawodnik Górnik Zamek Książ Wałbrzych: Nauczyłem się, że w życiu nie zawsze wszystko będzie szło po twojej myśli, ale to nie oznacza, że musisz zbaczać z wcześniej wyznaczonej drogi. Dopóki trzymasz się kursu, każdego dnia robisz postępy, to w pewnym momencie wszystko się ułoży. W ten sposób właśnie do tego podchodziłem. Byłem przekonany, że ciężka praca każdego dnia w końcu się opłaci.
Czy w trakcie tego drogi miałeś trudne momenty?
Nie, bo cały czas mogłem liczyć na wsparcie najbliższych, z którymi byłem w stałym kontakcie. Dużo rozmawialiśmy, analizując sytuację na różne sposoby.
Uważam, że trzeba być pewnym siebie, jeśli chcesz grać na odpowiednio wysokim poziomie. Wierzę w siebie i w to, co robię.
-
Tak
-
Nie
-
Tak67 głosów
-
Nie18 głosów
Jaką rolę w tym procesie miał trener Andrzej Adamek?
On wierzył we mnie od momentu podpisania kontraktu. Nigdy nie poczułem, że on przestał mi ufać czy wierzyć we mnie. Nawet w tych najtrudniejszych momentach – po słabych występach – mogłem liczyć na jego wsparcie i dobre słowo. On wymagał ciężkiej pracy ode mnie na treningach. Powiedział mi pewnego dnia: “wprowadzę cię do gry, zaufaj mi”.
Moja szansa właśnie się pojawiła i po prostu ją wykorzystuję.
Oglądamy najlepszą wersję Avery’ego Andersona?
Powiedziałbym, że widzisz lepszą wersję, ale wciąż brakuje do doskonałości. Przede mną jeszcze wiele do zrobienia.
Czy jesteś człowiekiem, który śledzi media społecznościowe?
Czasami jestem na Instagramie. Dlaczego pytasz?
Pytam, bo było mnóstwo komentarzy ze strony kibiców i ekspertów, którzy pisali, że najlepszym rozwiązaniem będzie przedwczesne zakończenie współpracy z tobą. Czy dochodziły do ciebie takie sygnały?
Nie. Pierwsze słyszę. Tak jak mówię: nie żyję w social-mediach. Jedynie przeglądam pewne rzeczy w trakcie sezonu. Ograniczam tę aktywność do minimum.
Czy to prawda, że przed tym sezonem priorytetem dla ciebie była gra w G-League?
Czy mogę inne pytanie? (śmiech) Próbowałem dostać się na najwyższy możliwy poziom. Mój agent sprawdzał różne opcje.
Dlaczego wybór ostatecznie padł na Górnik Wałbrzych?
Czułem, że to najlepsza oferta, którą dostałem w off-season. To miasto koszykówki, a ja po prostu chciałem grać dla tak zaangażowanych kibiców, którzy nas wspierają na każdym meczu. Karmimy się ich energią. Jeśli oni podkręcają doping, to nasza gra też rośnie.
Przed podpisaniem kontraktu napisałem wiadomość do Toddricka Gotchera, który grał tu w zeszłym sezonie. Teraz jest trenerem w Texas Tech. Poprosiłem go o radę. On w samych superlatywach wypowiedział się na temat Górnika, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko podpisać umowę z tym klubem.
Jakie są twoje wrażenia z pobytu w Wałbrzychu?
Kiedy tu przyjechałem było cudownie, bo pogoda była dobra, ale od pewnego momentu bardzo się zepsuła. Nienawidzę śniegu. Przez to głównie siedziałem w domu. Nigdzie nie wychodziłem. Na pamięć znałem drogę dom-hala. Nic więcej. Na szczęście pogoda się poprawia, więc i dla mnie przyjdą lepsze chwile.
Czy to prawda, że Tahlik Chavez to twój dobry znajomy?
Tak. Obaj pochodzimy z Teksasu.
Dlaczego wybrałeś Danię jako pierwszy kraj do grania w Europie?
To był właściwie jedyny zespół, który się ze mną skontaktował. Trenerowi bardzo podobała się moja gra. Długo ze mną rozmawiał i przekonywał do podpisania umowy. Myślę, że to była dobra decyzja. Cieszyłem się koszykówką w Danii, choć poziom rozgrywek jest dużo słabszy niż w Polsce.
