Andrzej Pluta: Hiszpania kusi, ale Legia to też dobre miejsce
– Chcę obronić mistrzostwo z Legią. Później będę myślał o przyszłości. Jestem o nią spokojny. Legia na kolejny sezon? To dobre miejsce do rozwoju. Ustaliłem jasne zasady: wyjadę do klubu zagranicznego tylko wtedy, gdy to będzie miało sens pod wieloma względami – mówi Andrzej Pluta, zawodnik Legii Warszawa i reprezentacji Polski.
Karol Wasiek: Zostałeś MVP lutego i marca w rozgrywkach ORLEN Basket Ligi. Jest dużo szumu wokół ciebie. Sporo się mówi i pisze. Jak na to reagujesz?
Andrzej Pluta, zawodnik Legii Warszawa i reprezentacji Polski: To oczywiście przyjemne, że ludzie mówią czy piszą, ale mówiąc szczerze to nie zwracam na to większej uwagi. Skupiam się na tym, na co mam wpływ, czyli poprawę swojej gry i całej drużyny. Chcę dążyć do zrealizowania naszego celu, jakim jest obrona mistrzostwa Polski. Do tego celu idziemy krok po kroku. Sam nie wyznaczam sobie żadnych celów długoterminowych. Nie myślę o tym, co będzie za rok czy za dwa. Jestem tu i teraz.
Czy Legia to zespół Andrzeja Pluty? Czy czujesz ogromną odpowiedzialność na swoich barkach?
Uważam, że mamy taką drużynę, w której wszyscy są ważni i potrzebni. Każdy dokłada swoją cegiełkę do wyniku zespołu. Spójrz na to, że przez większą część sezonu borykaliśmy się z urazami i to było mocno widoczne w naszej grze. Teraz wszyscy są zdrowi i to ma przełożenie na grę i wyniki. W ostatnim meczu z Treflem Sopot wszyscy zagraliśmy pozytywnie i to jest nasza siła.
-
Tak
-
Nie
-
Tak13 głosów
-
Nie22 głosów
Jak grę Legii zmienił Dominic Brewton?
Bardzo potrzebowaliśmy takiego gracza. On ma olbrzymią łatwość mijania rywali i zdobywania punktów w strefie podkoszowej. Czujemy się z nim bardzo pewnie na boisku. Mogę powiedzieć, że z uśmiechem na twarzy dajemy mu piłkę, by on coś z nią zrobił. To on zakończył mecz z Treflem. Czapki z głów. Zrobił to z wielką klasą.
Dużo mówi się o step-backach Andrzeja Pluty. To twoje firmowa akcja, która jest piekielnie trudne pod kątem techniki. Unikatowe zagranie w skali Europy. Jak to robisz?
Kluczowa jest praca stóp. To coś, co mi powtarzali rodzice za każdym razem. Bardzo dużo czasu na to poświęciliśmy. I widać teraz tego efekty. Te zagrania wychodzą już z automatu i nie zwracam na to już zbyt dużej uwagi. To samo się dzieje. Korzystam z tego atutu. To jest moja broń, którą staram się wykorzystywać w trakcie meczów. Nie należę do tych najwyższych i najbardziej eksplozywnych zawodników, więc muszę sobie radzić w inny sposób.
Czy ten step-back to już produkt finalny czy jeszcze można coś dopracować?
Oczywiście, że może być jeszcze lepszy. Jestem zdania, że cała moja gra może być jeszcze lepsza. To nie jest produkt finalny. Dążę do tego, by być wszechstronnym zawodnikiem po obu stronach parkietu.
Jak przez lata zmieniło się twoje czytanie gry?
Myślę, że pod tym kątem zrobiłem duży progres. Uważam, że czytanie gry rośnie wraz z nabytym doświadczeniem na ligowych parkietach. To mój piąty sezon w Polsce od momentu powrotu z Hiszpanii. Każde miejsce mnie czegoś nauczyło. Są też ludzie, z którymi pracuję, którzy mnie nakierowują na pewne elementy. A później to już ode mnie zależy, czy podejmę tę właściwą decyzję na boisku.
Nie zawsze chodzi o to, by zdobywać punkty. Może mieć lepsze lub gorsze dni, ale te decyzje można zawsze dobre podejmować w kontekście gry zespołowej. Trzeba zachować tę równowagę i odpowiedni balans na pozycji rozgrywającego.
Jak wygląda kontakt z trenerem Heiko Rannulą? On w rozmowie mówił mi o wyjątkowości waszej relacji.
Trener Heiko jest bardzo spokojnym człowiekiem, z którym można porozmawiać na co dzień, nie tylko o koszykówce. Bardzo szanuję tę relację z trenerem Rannulą. Przede wszystkim on mnie zaakceptował jako zawodnika. Zna moje mocne i słabe. Wydaje mi się, że jesteśmy wobec siebie szczerzy i dlatego też to wszystko tak dobrze funkcjonuje.
Trener pomaga mi stawać się lepszym koszykarzem. Wyciąga ze mnie te lepszy rzeczy, ale też akceptuje czasami moje błędy.
Czas na serię trudniejszych pytań.
Zamieniam się w słuch.
Jaka będzie przyszłość Andrzeja Pluty?
Kontrakt z Legią kończy się po tym sezonie. Na ten moment skupiam się na grze dla tego zespołu i daję z siebie wszystko, żeby wywiązać się jak najlepiej ze swoich obowiązków.
Dyplomatyczna odpowiedź.
Nauczyłem się tego (śmiech).
Słyszę, że kluby – także z Hiszpanii – wyrażają zainteresowanie. Dzwonią, pytają. Czy agenci przekazują ci taką wiedzę?
Przekazują mi te informacje. To moja praca, więc chcę być świadomy mojej sytuacji na rynku transferowym, ale powtarzam: jestem skupiony na teraźniejszości. Chcę obronić mistrzostwo Polski z Legią. Dzieją się różne rzeczy, są telefony – i fajnie! – ale w tym momencie to sprawa drugorzędna.
Jestem spokojny o swoją przyszłość. Nie wybiegam zbyt daleko do przodu.
Powrót do Hiszpanii jest kuszący?
Oczywiście. O tym mówiłem już we wcześniejszych wywiadach. Zobaczymy, co życie przyniesie i jakie będą opcje.
Czyli najpierw mistrzostwo, a później gra poza granicami Polski?
Niekoniecznie. A czemu nie dalsza gra w Legii? Taki scenariusz też jest możliwy!
Jestem w dobrym miejscu, w klubie, który był uczestnikiem Basketball Champions League. Do tego dochodzi walka o obronę mistrzostwa Polski. To są naprawdę mocne argumenty, by zrobić kolejny krok do przodu w karierze. Ja z agentem ustaliłem jasne zasady: wyjadę do klubu zagranicznego tylko wtedy, gdy to będzie miało sens pod wieloma względami.
Na pewno nie będę miał takiego myślenia: biorę pierwszą propozycję, bo to klub zagraniczny. W ogóle nie patrzę tak na sprawę. Chcę po prostu trafić do dobrego miejsca, w którym będę mógł się rozwijać.
