Ainars Bagatskis po porażce z Kingiem: Nie myślmy za dużo, grajmy!
– Nie myślmy, a grajmy. Egzekwujmy nasze założenia. Używajmy ego w dobry sposób. Nie flopujmy i nie miejmy wymówek. Bądźmy mężczyznami na boisku. To jedyny sposób na wygrywanie – mówi Ainars Bagatskis, trener Śląska Wrocław.
Mamy nowego lidera ORLEN Basket Ligi. King Szczecin – po pokonaniu Śląska Wrocław 90:81 – wskoczył na 1. miejsce w tabeli PLK. Wrocławianie po raz drugi w tym sezonie okazali się słabsi od zespołu ze Szczecina. To była szósta porażka zespołu prowadzonego przez Ainarsa Bagatskisa.
Przedstawiciele wrocławskiego zespołu nie mają wątpliwości, że o porażce zadecydowała kiepska pierwsza połowa, którą gospodarze wygrali różnicą 10 punktów (51:41). Styl gry – według trenera Bagatskisa – był kompletnie nie do zaakceptowania: brak fizyczności, miękka gra i słabe decyzje w ataku.
-
Tak
-
Nie
-
Tak310 głosów
-
Nie153 głosów
– Zaczęliśmy mecz jako mili, grzeczni chłopcy. Chyba mieliśmy nadzieję, że King położy się przed nami, bo do Szczecina przyjechał wielki Śląsk. Graliśmy w pierwszej części spotkania bardzo miękko, bez żadnej fizyczności. King “żył” z naszych nieudanych decyzji w ataku. Gramy bez podstawowego rozgrywającego i to widać w naszych poczynaniach. King to zespół grający mądrze w obronie. Rywale zabezpieczyli strefę podkoszową, a nam nie udało się znaleźć łatwego sposobu na zdobywanie punktów. Nasze decyzje powinny być lepsze – podkreśla Łotysz.
– Gratulacje dla Kinga, ale nie chcę rozwodzić się na temat tego, co rywale zrobili w tym meczu. Uważam, że weszliśmy w ten mecz bardzo miękko. Pozwoliliśmy rywalom na bieganie i na zbiórki w ataku. Byli od nas dużo bardziej fizyczni. W drugiej połowie próbowaliśmy gonić, ale nie zdołaliśmy ich przegonić – wtóruje mu kapitan Jakub Nizioł.
W drugiej połowie goście włączyli wyższy bieg, nie tylko odrabiając straty, ale samemu wychodząc na prowadzenie. Taki stan nie trwał jednak zbyt długo, bo Szczecinianie poprawili swoją grę i to oni w końcówce nadawali ton wydarzeniom na parkiecie. Świetnie spisywał się Przemysław Żołnierewicz, autor 25 punktów.
Kluczowe aspekty tego meczu? Punkty z szybkiego ataku (25:9 na korzyść gospodarzy), punkty z pomalowanego (56:44) i punkty graczy z ławki (41:29). Do tego zbiórki (39:34). Nie można też nie wspomnieć o… liczbie oddanych rzutów wolnych. Szczecinianie mieli ich aż 35. Po stronie Śląska było ich tylko 11. Trener Bagatskis odniósł się do tego.
– Trudno mi sobie przypomnieć sytuację, by jedna drużyna miała 35 rzutów wolnych, a druga tylko 11, biorąc pod uwagę przebieg meczu. Po przerwie różnica była 27 do 4. Chyba powinienem powiedzieć, że graliśmy bardzo fizycznie, dlatego popełnialiśmy sporo przewinień. Czasami to wygląda zabawnie, ale co mamy zrobić? Musimy walczyć. Nic więcej – twierdzi Łotysz.
Bagatskis po raz kolejny w tym sezonie zwraca uwagę na to, że jego zawodnicy w niewłaściwy sposób używają swoje „ego”. Za dużo myślą na boisku, tracąc w ten sposób koncentrację na realizację założeń przedmeczowych.
– Nie myślmy, a grajmy. Egzekwujmy nasze założenia. Używajmy ego w dobry sposób. Nie flopujmy i nie miejmy wymówek. Bądźmy mężczyznami na boisku. To jedyny sposób na wygrywanie – podkreśla.
Śląsk Wrocław nadal musi sobie radzić bez rozgrywającego Kadre Graya, który w meczu z Cedevitą Lublana (10 lutego) nabawił się urazu kolana. Jego brak jest widoczny. Klub nadal nie wydał komunikatu w tej sprawie. Z naszych informacji wynika, że Kanadyjczyk czuje się coraz lepiej, ale nadal nie jest znana dokładna data jego powrotu. Wiemy też, że Śląsk był aktywny na rynku transferowym w kontekście wzmocnienia rywalizacji na pozycjach obwodowych.
Trenera Bagatskisa może cieszyć powrót Błażeja Kulikowskiego, który na Pucharze Polski doznał urazu pleców. Reprezentant Polski wrócił do grania i to w bardzo dobrym stylu. W meczu z Kingiem zdobył 13 punktów, trafiając wszystkie pięć rzutów z gry.
Śląsk ma bilans 15:6. 21 marca Wrocławianie zagrają w meczu na szczycie z Legią Warszawa.