1v1 Scot Pollard: “Jason Williams był czarodziejem z piłką”.

06/07/2020
fot. wikipedia

Zmiennik Vlade Divaca i Chrisa Webbera w Sacramento Kings, 19. wybór draftu 1997, mistrz NBA z 2008 roku – Scot Pollard opowiada o latach spędzonych w Sacramento i o zespole Kings z przełomu wieków.

Dołączyłeś do Sacramento w 1998 roku. Jak czułeś się w roli zmiennika Vlade Divaca?

Moim pierwszym sezonem były rozgrywki z lockoutem w roku 1999; dołączyłem do Kings wiosną. Rozegrałem całkiem udaną drugą połowę sezonu zasadniczego i pojawiłem się również w playoffs, w których przegraliśmy z Utah Jazz w pierwszej rundzie. Przez wszystkie lata spędzone w Sacramento byłem zmiennikiem Vlade i Chrisa, a kiedy Chris był kontuzjowany, często pojawiałem się w pierwszej piątce zamiast niego. Byłem szczęśliwy, że miałem szansę gry w NBA. Nie przeszkadzało mi bycie zmiennikiem Vlade, Chrisa, czy kogokolwiek innego. Czułem, że to odpowiednia rola dla mnie, dla tego zespołu. Wiele się nauczyłem grając z Vlade i Chrisem. Byli świetnymi partnerami z drużyny.

źródło: youtube.com (All-around NBA)

Całkiem powszechne stało się stwierdzenie, iż Kings z przełomu wieków byli jedną z najlepiej dzielących się piłką ekip w historii NBA. Czy zgadzasz się z taką opinią?

Jasne, że tak. Graliśmy w koszykówkę tak, jak powinno się w nią grać. Granie zespołowe, poszczególni gracze nie przejmowali się ilością rzutów, które oddają, nie interesowało ich, ile razy dotkną piłkę, ponieważ wiedzieli, że i tak do nich trafi. Było to świetne do oglądania, a do tego równie dobrze się tak grało. Wiedzieliśmy, że nasz zespół cieszy się popularnością – zdarzało się, że w halach zespołów, które były dość słabe, kibice chętniej przychodzili oglądać nas, niż swój zespół. Mieliśmy więc czasem przewagę parkietu grając na wyjeździe!

Jak wspominasz współpracę z trenerem Rickiem Adelmanem?

Rick był świetnym trenerem. Ten zespół potrzebował dużo swobody i Rick Adelman był trenerem, który mógł nam ją dać. Ufał swoim rozgrywającym i środkowym. Wierzył, że jego zawodnicy będą w stanie wykonać powierzone zadania. Jedyną rzeczą, o którą cały czas mnie prosił, a której nigdy nie zrobiłem, było oddawanie większej ilości rzutów. Za każdym razem mówiłem mu: „Rick, gram z Peją Stojakovicem, Hedo, Dougiem Christie, Mikiem Bibbym czy Jasonem Williamsem. Najlepszą rzeczą jaką mogę zrobić jest zapewnienie im czystej pozycji do rzutu stawiając dobrą zasłonę lub zebranie piłki, gdy nie trafią.”

źródło: youtube.com (NBA)

Miałeś okazję grać zarówno z Jasonem Williamsem, jak i Mikiem Bibbym. Który z nich był w twojej opinii lepszy?

Obaj byli niesamowici na różne sposoby. Jason Williams był czarodziejem z piłką. Rzeczy, które kibice widzieli podczas spotkań, to tak naprawdę 80% jego możliwości. Podczas treningów, kiedy nie było sędziów, mogliśmy zobaczyć 100% Jasona Williamsa. Zdarzały mu się noszone piłki lub podwójne kozłowanie, ponieważ starał się wykonać najtrudniejsze rzeczy, żeby podczas meczu grać chociaż odrobinę spokojniej. Granie z nim było niesamowitą zabawą, ponieważ zawsze musiałeś być gotowy – nie zdawałeś sobie sprawy co będzie w stanie pokazać w każdym kolejnym meczu. Później pojawił się Mike Bibby, który był odpowiednim rozgrywającym, ponieważ trafiał dla nas najważniejsze rzuty, kiedy inni zawodnicy tego nie potrafili. Mike nie bał się tych rzutów i wiele razy je trafił. Obaj byli świetni dla naszego zespołu. Jason pomógł nam dostać się do playoffs, a Mike pomógł nam zajść jeszcze dalej. Nie jestem w stanie powiedzieć, który z nich był lepszy, ponieważ obydwaj byli fantastyczni.

Wiele osób i ekspertów uważa, że słynna seria pomiędzy Lakers i Kings z 2002 roku była ustawiona. Jakie jest twoje zdanie?

Z pewnością było bardzo dużo kontrowersji. Jednakże nawet jeśli szósty mecz był ustawiony, mieliśmy jeszcze siódmy mecz, który po prostu przegraliśmy. Ponieśliśmy porażkę, ponieważ wróciliśmy do domu i nie zdołaliśmy się odbudować na decydujący mecz przed własną widownią. Mieliśmy przewagę parkietu i naszym obowiązkiem było ją wykorzystać, a tego nie zrobiliśmy. Mieliśmy jeszcze jedną szansę w siódmym meczu i z niej nie skorzystaliśmy, więc nie ma znaczenia co stało się w szóstym meczu. Nikt tego meczu nam nie zabrał, więc nie ważne co ludzie sądzą o szóstym meczu, ponieważ wciąż mieliśmy przewagę, której ostatecznie nie wykorzystaliśmy.

źródło: youtube.com (Retro Basketball Highlights)

Jak zapamiętałeś lata spędzone w Sacramento?

Bardzo mi się tam podobało, lubiłem tam mieszkać. Było mi bardzo przykro, kiedy oddali mnie do Pacers. Walczyłem z poważną kontuzją, i kiedy wreszcie się z nią uporałem, okazało się, że zmienię zespół, co trochę mnie bolało. Rozumiem, że to po prostu biznes, ale lubiłem każdą minutę gry dla Sacramento, chciałem spędzić tam resztę swojej kariery, nie chciałem zmieniać klubu. Kiedy byłem wolnym agentem podpisałem z nimi umowę, ale taki jest ten biznes – oddali mnie, kiedy mieli okazję.

Kopiuj link do schowka