Pokonujemy Słowenię na początek Eurobasketu!

Katowice, 28 sierpnia 2025 – pierwszy dzień EuroBasketu w Katowicach przyniósł widowisko, które od samego początku budziło ogromne emocje. Polska rozpoczęła turniej od pojedynku ze Słowenią – drużyną prowadzoną przez jedną z największych gwiazd światowej koszykówki, Lukę Dončicia. Spotkanie w Spodku stało się nie tylko sportowym wydarzeniem, ale również swoistym spektaklem narodowych ambicji, kibicowskiej energii i osobistych historii zawodników.
Rewanż za 2022 rok
Trzy lata temu Polska sprawiła największą sensację EuroBasketu, eliminując Słowenię w ćwierćfinale po legendarnym występie Mateusza Ponitki. Tamten wieczór w Berlinie stał się punktem odniesienia – i dla Polaków, którzy udowodnili swoją wartość, i dla Dončicia, który tamtą porażkę zapamiętał na długo.
W Katowicach Słoweńcy wyszli na parkiet z wyraźną determinacją. Choć ich kadra osłabiona była brakiem kilku ważnych nazwisk, to jednak obecność Dončicia gwarantowała najwyższy poziom rywalizacji.
Dončić kontra biało-czerwoni
Od pierwszych minut było jasne, że lider Lakers zamierza wziąć odpowiedzialność za wynik. Już w pierwszej kwarcie zdobył 14 punktów, imponując wszechstronnością: trafiał z dystansu, wymuszał faule, notował bloki. Kibice w Spodku reagowali zarówno aplauzem, jak i buczeniem – każda akcja Dončicia elektryzowała publiczność.
Polska odpowiedziała jednak zespołową grą. Trener Igor Miličić rotował szerokim składem, stawiając na intensywność w obronie i szybkie przejścia do kontrataków. Kluczową rolę odegrał ponownie Mateusz Ponitka, który choć nie powtórzył statystycznego cudu sprzed trzech lat, to w najważniejszych momentach dawał drużynie spokój i doświadczenie. Silnym punktem byli także młodsi gracze – ich odwaga i energia utrzymywały kontakt punktowy w chwilach, gdy Dončić próbował odskoczyć.
Po pierwszej połowie Polska prowadziła minimalnie, ale prawdziwy zwrot akcji nastąpił po zmianie stron. Trzecia kwarta okazała się popisem zespołowej gry biało-czerwonych – twarda obrona, szybkie przechwyty i konsekwentne wykorzystywanie przewagi fizycznej pod koszem pozwoliły im zbudować kilkunastopunktową przewagę.
Mateusz Ponitka znakomicie dyrygował drużyną, łącząc rolę lidera mentalnego i rozgrywającego. Młodsi zawodnicy wnieśli energię w defensywie, a skuteczność na dystansie – w tym kilka trafień z rogów boiska – sprawiła, że Słoweńcy zaczęli tracić wiarę.
Dončić osamotniony
Luka Dončić robił wszystko, by utrzymać swój zespół w grze – zdobywał punkty seryjnie, wymuszał faule i kreował kolegów. Jednak widać było, że brakowało mu realnego wsparcia. Polska obrona coraz częściej zmuszała go do trudnych rzutów, a podwajanie przy każdym pick-and-rollu ograniczało jego możliwości rozegrania.
W miarę jak rosła przewaga Polaków, trybuny w Spodku eksplodowały z każdym trafieniem. Atmosfera przypominała finał, a nie pierwszy mecz fazy grupowej.
Ostatnia kwarta to już przede wszystkim kontrola tempa ze strony Polski. Drużyna Miličicia nie pozwoliła rywalom zbliżyć się do siebie, mądrze zarządzając przewagą i wykorzystując błędy zmęczonych Słoweńców.
Świetny mecz zagrał Jordan Lloyd – naturalizowany Amerykanin, który z precyzją zdobywał kolejne punkty. To właśnie jego rzuty z półdystansu i pewna ręka na linii wolnych ostatecznie zamknęły wszelkie nadzieje Słowenii. Lloyd zakończył spotkanie jako najlepszy strzelec biało-czerwonych, potwierdzając, że może być brakującym ogniwem reprezentacji na dużym turnieju.
Pozostałe mecze dnia
Izrael – Islandia 83:71 – popis Romana Sorkina (31 pkt) i solidny występ Deniego Avdiji. W drużynie Islandii niezły występ zaliczył nowy gracz Anwilu Elvar Fridriksson ( 17 pkt )
Francja – Belgia 92:64 – pewna dominacja Trójkolorowych od pierwszej kwarty.
Z Katowic, Łukasz Grabowski
-
1-2
-
3-4
-
5-6
-
1-28 głosów
-
3-440 głosów
-
5-635 głosów