Sezon na Misia

Dwight Howard /fot. Flickr

Lakers stawiani w roli faworytów konferencji zachodniej po raz kolejny przegrywają spotkanie, tym razem z Memphis Grizzlies. Do wygranej Misie poprowadzili Rudy Gay i Tony Allen.

Nie bronimy
Mike D’Antoni jest znany ze swojego ofensywnego stylu gry, czego kosztem alternatywnym jest brak jakiejkolwiek obrony. Taki obraz pokazali dziś Lakers, którzy nie mogli odnaleźć się na swojej połowie boiska. Kobe Bryant nie nadążał za Tonym Allenem czego skutkiem jest skuteczność tego drugiego – 5/8 z gry, a Dwight Howard i Pau Gasol nie dali sobie rady na tablicach z podkoszowymi Grizzlies. Chaos w defensywie Lakers zasiał także Metta World Peace, którego Rudy Gay wyprzedzał na każdym kroku. Trzeci rozgrywający Lakers, Darius Morris nie nadążał bronić własnej połowy boiska i został zniszczony przez Conleya.

Nieskuteczne gwiazdy
Zarówno Kobe Bryant jak i Dwight Howard tego występu nie mogą zaliczyć do udanych. O ile Bryant rzucił dziś 30 punktów przy beznadziejnej skuteczności 7/23 z gry (zdobycze punktowe uratowały osobiste – 13/14) to Dwight Howard zagrał po prostu beznadziejną koszykówkę rzucając zaledwie 7 punktów (2/7 z gry). Taka skuteczność wynikła z bardzo dobrej defensywy zaprezentowanej przez Grizzlies oraz z nieładu w ofensywie przedstawionego przez Lakers. Szczególnie widoczny jest brak Steve’a Nasha, którego zastępuje Darius Morris. Nie kreował gry zbyt dobrze (tylko jedna asysta), ale dobrze zagrał w ataku (4/6 z gry).


Starość nie radość

Cała wyjściowa piątka Grizzlies zagrała wręcz koncertowo. Każdy z nich zanotował dwucyfrowe zdobycze punktowe. Na wyróżnienie zasługuje Rudy Gay, który był dzisiaj czołowym zawodnikiem drużyny z Memphis i zanotował 21 punktów. Poprowadził Memphis do ataku w pierwszej kwarcie dając im prowadzenie (ze stanu 2-8 do stanu 34-18) którego nie stracili do końca spotkania. Poradził sobie zarówno w ataku jak i obronie z Mettą World Peace. Niesamowicie zagrał także Marc Gasol, który zanotował aż 8 asyst i nie dał żadnych szans Howardowi, ograniczając jego grę w ataku. Tony Allen odegrał kluczową rolę w zwycięstwie, kapitalnie broniąc przeciwko Bryantowi.

Osobiście od początku sezonu wiązałem olbrzymie nadzieje na to, że Miami Heat nie obronią mistrzostwa, a zdobędą je właśnie Lakers. Jednakże przeliczyłem się – w tym zespole brakuje chemii, nie radzą sobie ani w ataku, ani w obronie, grają chaotycznie.
Memphis zaskoczyli mnie pozytywnie, nie spodziewałem się tak dobrej gry w tym sezonie. Nie miało nigdy miejsca takie zdarzenie, że Misie patrzyli z góry tabeli na Lakers, którzy biją się o 8-10 miejsce w konferencji zachodniej.

Lakers już dziś zagrają w Dallas z Mavericks, a ekipa z Memphis dwa dni wolnego przed kolejnym spotkaniem z Cleveland Cavaliers.

@MarzecPatryk Twitter

Komentarze

komentarzy