Z Kanciapy MSG #2

16/05/2016
Sasha Vujacic

Odgoniwszy szczura ze swojej nogawki wyszedłem z mojego miejsca pracy. Obdrapane drzwi zamknąłem na drewniany skobelek i poszedłem szukać Pana Mietka w celu pozyskania nowej żarówki oraz trutki na gryzonie. Idąc wilgotnymi korytarzami piwnic Madison Square Garden zastanawiałem się w której to kanciapie zaczynał Frank Isola wróg Knicks nr 1. Moje zamyślenie przerwał rzęsisty kaszel Pana Mietka, który stojąc oparty o ścianę w swoim kombinezonie roboczym (na który składały się grantowe ogrodniczki, zielona bluza, wypłowiała koszulka Knicks kiedyś w kolorze pomarańczowym oraz robocze buty) zaśmiewał się na cały głos próbując nabrać powietrza.

– Panie Mieciu co się stało? Wszystko dobrze? Biec po lekarza? zapytałem przestraszony.

– Aaaa to pan panie Przemku. Nie nic się nie stało! To przez te amerykańskie fajki. Słabe są jak te ich piwo, więc muszę więcej w płuco wsadzić, żeby coś poczuć. Ale już jest ok. Widzi Pan, śmiałem się z mema internetowego dotyczącego naszego drogiego Prezydenta klubu. Piszą, że przebywa na wsi i oczyszcza umysł i taki pocieszny obrazek dodali, że aż prawie się usmarkałem ze śmiechu. Tak myślałem, że gdzieś wyjechał bo już od tygodnia nie widziałem jego kolarzówki przypiętej na zatrzask w garażu wysapał Pan Mietek i schował nowego iPada do kieszonki w ogrodniczkach.

– Czyżby zazdrościł pan mu krzepy panie Mieciu? – Zapytałem złośliwie.

– Ja? Czego mam mu zazdrościć? Przecież on metrem dojeżdża i ten rower tylko przed sobą prowadzi. Kiedyś się zapytałem czemu? A on na to do mnie, że w tym rowerze jest zaklęta jakaś dusza z tamtej epoki czy innego świata albo jeszcze coś takiego i on musi mieć ją zawszę przy sobie. Pamiętam ten dzień, bo po rozmowie dał mi jakiś amulet z drewna i garść surowej kukurydzy. Miało mnie to uchronić przed złymi duchami. Ale wróciłem po fajrancie do domu, a moja stara dalej tam siedziała więc raczej to nie działa powiedział rozkosznie Pan Mietek i puścił mi oczko, po czym podjął urwany wątek – Ale krzepy mam mu zazdrościć? Gdyby był taki hardy to by staną przy linii bocznej i sam tych naszych Knicksów poprowadził, a nie takie mapety zatrudnia stwierdził rzeczowo Pan Miecio.

– A właśnie a pro po trenera pranie Mieciu, nie słyszał pan czegoś tam na górze? Jakiś ploteczek czy może coś z pierwszej ręki? Wie pan, bo mnie już wrzody męczyć zaczynają jak pomyśle o tym okularniku.

– Pan się nie martwi Panie Przemku bo stres piękności szkodzi czy jakoś tak. Jak byłem na górze to widziałem Stevea Millsa jak bez przerwy biega z telefonem przy uchu i coś tam mamrocze. Do stołówki, na spotkanie, do gabinetu. Wszędzie z tą komórką biega. Jak naprawiałem lusterko w łazience to wbiegł, coś tam pokrzyczał o spotkaniu przy steku z Vogelem, zrobił co swoje i pobiegł dalej. Z kabiny obok głowę wystawił Rambis i mówię panu Panie Przemku Minę miał nietęgą.

– To mnie Pan trochę uspokoił Panie Mieciu. Mam nadzieję, że Vogel lub Blatt zasiądą na ławce trenerskiej. Bo kolejnych lat z tym nieudacznikiem to nie zniosę.

– Spokojna Pańska głowa Panie Przemku. Stary wie co robi i widzi co się dookoła zespołu dzieje. Chyba, że znowu jakieś nowe kadzidełka pali. Jak ostatnio czułem ten dziwny zapach to siedział u siebie w gabinecie i z kimś z Atlanty przez telefon rozmawiał. Dobrze to pamiętam bo było to w dzień draftu dodał dumnie Pan Mietek.

– Zmieńmy temat Panie Mieciu. Potrzebuję nową żarówkę bo mi się przepaliła i trochę trutki na szczury. Cholery podgryzają mi kabel od zasilania, a przecież cały czas nie będę na baterii siedzieć.

– Ja właśnie do Pana szedłem Panie Przemku, bo jak ostatni raz koło kanciapki przechodziłem, to myślałem, że Pan dyskotekę urządzasz tak się błyskało. Masz Pan tu dwie i jedną sobie schowaj Pan na zapas. Co do trutki na szczuty to nie mogę nic poradzić. Te dziadostwa uodporniły się na wszystko. Niedługo szwagier ma mi przesłać pewien specyfik spod granicy Ukraińskiej to w pierwszej kolejności przyjdę do Pana. Co prawda ta nowa cizia od linii bocznej Rebecca, czy jak jej tam przybiegła do mnie z płaczem, że jej się mysz w garderobie zalęgła. Ale ona może poczekać. Ech z Tiną nie było takich problemów.

– Będę zobowiązany Panie Mieciu. No cóż wracam do pracy i dziękuję za żarówki.

Podaliśmy sobie z Panem Mieciem ręce i kiedy byłem już kilka kroków od niego usłyszałem jego radosny głos:

niech Pan sprawdzi Twittera. Coś Panu właśnie podesłałem krzyknął Pan Mietek i ponownie zaniósł się rzęsistym kaszlem. W jego ręku ponownie błyszczał IPad. Kiedyś muszę się go zapytać skąd on bierze na to kasę.

Wróciwszy do kanciapy wymieniłem żarówkę, pogoniłem dwa szczury z mojego taboretu i zgodnie za radą sprawdziłem swoje konto. Miałem tam powiadomienie do Pana Mietka, który podesłał mi film z najlepszymi akcjami Sashy Vujacica za ubiegły sezon. Z Mieczysława to niezły troll.

Sasha na początku sezonu miał jedną ważną umiejętność którą wraz z postępowaniem sezonu zatracił. Wpuszczony na parkiet potrafił wyprowadzać przeciwników z równowagi. Doprowadzał ich do białej gorączki rozpychając się łokciami i coś tam bełgocząc do nich w zwarciu. Na początku myślałem, że został sprowadzony by pomóc młodym wdrożyć „trójkąty” i zagrać ochłapy z ławki. Później te jego partyzanckie akcje z ceowym irytowaniem przeciwników nawet mi zaimponowały, ale wraz ze wzrostem jego minut na parkiecie i tym co sobą reprezentował pukałem się głowę i szczypałem w ramię by sprawdzić czy to nie jest sen. Mam nadzieję nie zobaczyć go już w następnym sezonie. Jak masz pod ręką Marię Sharapovą i nic z tym nie robisz, to chyba coś z tobą jest nie tak

Poniżej filmik przesłany przez najpocieszniejszego konserwatora w całej Ameryce. Czemu tylko ja mam cierpieć?

Do następnego!

Kopiuj link do schowka