Wysyp 10-dniowych umów – gdzie w tym wszystkim Rose?

05/03/2018
Derrick Rose

Wkraczamy w decydującą fazę sezonu regularnego. Zawodnicy mają już wiele meczów w nogach i kluby starają im się zapewnić należyte wsparcie, zatrudniając kolejnych pomniejszych zadaniowców.

Zatrudnienie szybko znalazł zwolniony niedawno z Bucks Sean Kilpatrick. Podpisał on 10-dniową umowę z Los Angeles Clippers. Jest to o tyle zrozumiałe, że zespół z LA nękany jest kontuzjami i na dobrą sprawę przyda im się dodatkowy zawodnik na jakąkolwiek pozycję. Clippers to już trzeci klub Kilpatricka w tym sezonie. Jeszcze w ubiegłych rozgrywkach nieźle prezentował się w barwach Nets, notując średni nieco ponad 13 punktów w 25 minut gry.

Sponsor serwisu

Kolejne wzmocnienie zafundowali sobie Memphis Grizzlies – w tym momencie zespół z najdłuższą w lidze serią porażek i najgorszym bilansem. Nie udało im się wygrać od 13 spotkań i prawdopodobnie nie dużo zmieni w tej materii podpisany na 10-dniowy kontrakt Xavier Rathan-Mayes. Nie jest to nazwisko z generatora nazwisk losowych – Grizzlies już nie raz sięgali po graczy o podobnej renomie. Rathan-Mayes grał wcześniej dla Westchester Knicks, gdzie był jedną z pierwszych opcji, rzucając z pozycji obwodowych około 16 punktów na mecz, dorzucając ponad 7 asyst i 6 zbiórek.

W NBA naprawdę przelewa się fala 10-dniowych umów z zawodnikami, których można potraktować w formie eksperymentu. Tak samo jak Grizzlies, o wynik nie walczą już raczej Phoenix Suns. Oni także postanowili dać 10 dni szansy zawodnikowi. Jest to już drugie 10 dni szansy. Shaquille Harrison – bo o nim mowa – rozegrał już w barwach Suns 6 spotkań, nieraz rozgrywając po kilkanaście minut. Wcześniej rozegrał dwa sezony w G-League, w barwach Northen Arizona Stars. Tak właśnie Suns hodują sobie zadaniowca.

Kto jeszcze odpuścił w tym sezonie walkę o playoffs? New York Knicks po kontuzji Kristapsa Porzingisa. Oni także sprowadzili nowego gracza na 10-dniowym kontrakcie, ale trudno mówić o nim jak o eksperymencie, bo jest to zawodnik, który pomimo zaledwie 23 lat na karku ma już konkretne ligowe doświadczenie. Mowa o Troy’u Williamsie, który podpisał z Knicks już drugi 10-dniowy kontrakt. Zagrał już w barwach Knicks 5 spotkań, w których był istotnym elementem rotacji.

Walki o playoffs nie odpuścili jeszcze z pewnością New Orleans Pelicans, którzy także wzmocnień szukają. Nie dziwota, skoro ich rotacja jest naprawdę krótka. Stąd kolejny 10-dniowy kontrakt dla Waltera Lemona Jr. Ten rozgrywający o osobliwych personaliach rozegrał dla Pelikanów już 4 mecze, odgrywając raczej marginalną rolę, jako zastępca dla Rondo i Holiday’a. Na poziomie G-League jednak, Lemon był w tym sezonie prawdziwą gwiazdą. W 36 spotkaniach grał średnio po 37 minut w barwach Fort Wayne Mad Ants, notując po 23 punkty, 6 asyst i 5 zbiórek.

Konkluzja jest dosyć ciekawa. W ostatnim czasie mnóstwo zespołów podpisało zawodników na 10-dniowe umowy – w przeważającej większości byli to gracze obwodowi, z pozycji 1-2. Na krótko po trade deadline pojawiły się też doniesienia o tym, że zwolniony z Utah Jazz Derrick Rose otrzymuje sporo propozycji, ale są to tylko i wyłącznie propozycje 10-dniowe. Prawdopodobnie były MVP założył, że zasługuje na więcej i odmówił – pewnie mając słuszność. Nie wynegocjował jednak nic więcej – w zamian za to, zespoły wolały postawić na takich graczy jak Walter Lemon, czy Xavier Rathan-Mayes. Oczywiste, że drużyny które nie walczą już o nic, wolały postawić na młodych graczy, którzy mogą coś wnieść na przyszłość. Ale Clippers, Pelicans? Dla Utah zostawienie Rose’a też wcale nie musiało być złym pomysłem. To jest konkluzja, która nie napawa optymizmem w kontekście powrotu Rose’a do gry w NBA.

 

Kopiuj link do schowka