Wtorkowy Kajzerek: Kto rządzi w Los Angeles?

14/02/2017
Magic Johnson

Po śmierci Dr Jerry’ego Bussa zapanował okres, w którym nie było do końca jasne, kto w zasadzie pociąga w Los Angeles Lakers za sznurki. Jeanie Buss przejęła finanse drużyny. Miała zadbać o to, by drużynę w najbliższej przyszłości było stać na najgrubsze ryby z rynku wolnych agentów. Z kolei przekonywaniem ich do gry w trykocie legendarnych Jeziorowców, miał zająć się Jim Buss, który postanowił zadbać o sportowe decyzje podejmowane w klubie. W międzyczasie pojawiało się sporo doniesień na temat złych relacji między rodzeństwem. Oboje wszystko na bieżąco dementowali.

Przełom w zarządzaniu Lakers przyszedł dopiero w 2016. Luke Walton został trenerem i to była pierwsza decyzja, która wskazywała na to, że zespół faktycznie myśli poważnie o przyszłości. Jim obiecał parę lat temu, że zrezygnuje ze swojego stanowiska, jeśli drużyna nie będzie odnosiła sukcesów. Ostatecznie do niczego takiego nie doszło, ale skoro to Jeanie przypisuje się ściągnięcie do LA Waltona, to co dobrego dla organizacji zrobił Jim? Wątpliwości zaczęły narastać i odpowiedzią poniekąd jest zatrudnienie w roli doradcy Magica Johnsona.

Ten był szczęśliwy z powrotu do swojego ukochanego zespołu. Miał pomagać zarówno Jeanie, jak i Jimowi, ale kilka dni po oficjalnym głoszeniu jego nowego stanowiska, Magic udzielił wywiadu, w którym bardzo jednoznacznie stwierdził, iż jego celem jest podejmowanie decyzji. Zatem rola doradcy musiałaby w takim wypadku ewoluować. A co z Mitchem Kupchakiem – generalnym menadżerem zespołu? Zagadkowe słowa Johnsona są kolejnym sygnałem wskazującym na to, iż zmiany wiszą w powietrzu i osoby, które pracują z drużyną od wielu wielu lat, mogą się z nią wkrótce pożegnać.

Kupchak to postać, która budzi mieszane odczucia. Latem 2016 podpisał na wielgachne kontrakty Timofieja Mozgowa i Luola Denga. Obaj w głównej mierze mieli funkcjonować jako wsparcie zarówno na parkiecie, jak i przy wychowywaniu młodzieży. Jednak ich koszykarska wartość może nie do końca odpowiadać zarobkom, które zostały im zagwarantowane. Między innymi dlatego niektórzy w środowisku zespołu z LA domagają się zmiany na stanowisku generalnego menadżera.

Musimy jednak pamiętać, że to Kupchak wybrał Juliusa Randle’a, D’Angelo Russela i Brandona Ingrama. To trójka stanowiąca o przyszłości Lakers i ich potencjał w ocenie Luke’a Waltona jest wystarczający, by z dużymi nadziejami patrzeć w przyszłość. Poza tym Mitch ma spore doświadczenie w budowaniu mistrzowskich drużyn. To on decydował o rotacji, gdy Lakers z Philem Jacksonem i Kobe Bryantem zdobywali kolejne mistrzostwa. Zatem Jeanie lub Jim Buss mogą być rozdarci. Z jednej strony zmiana mogłaby zrobić LAL dobrze, z drugiej nie chcą tracić człowieka, któremu tak bardzo ufał ich ojciec.

Jednak w ostatnich tygodniach pojawiły się informacje wskazujące na to, że zachowanie Kupchaka odsunęło od Lakers kilku naprawdę interesujących graczy, m.in. Kyle Lowry’ego czy Isaiah Thomasa. Rzekomo styl Mitcha przy negocjacjach i rozmowach z agentami frustruje i jednych i drugich, dlatego tak ciężko było Lakers przybić kontrakt z topowym nazwiskiem. Według informacji jednego z agentów, Kupchak uaktywnia się dopiero po otwarciu okienka. Wcześniej nie wykonuje żadnych telefonów i nie pyta o zainteresowanie. To ryzykowane, ale może wynika ze strategii Jima Bussa? Kto wie…

Prawdą jest, że Lakers przydałaby się stała opcja na pozycję numer jeden. D’Angelo Russell mimo całego swojego talentu nie jest skrojony do gry jako typowy play-maker. Znacznie lepiej czuje się w kreowaniu gry dla siebie. To jednak kwestia do rozwiązania. Niewykluczone, że pomoże Magic Johnson. Były gracz Lakers spytany o ostatnie zamieszanie spowodowane jego komentarzami, stwierdził że został źle zrozumiany. – Spytano mnie, czy chciałbym podejmować decyzję. Tak, chciałbym, ale od tego jest Jim Buss – mówił Johnson.

Magic mocno się wkręcił. Wyraźnie chce mieć wpływ na to, co będzie działo się z Lakersami w najbliższej przyszłości. Przed drużyną bardzo ważne lato 2017, wcześniej draft, w którym także mogą wyciągnąć talent na przyszłość. W całym tym bałaganie najważniejsze jest to, by nie zapominać o potrzebach Luke’a Waltona. To head-coach kreuje pewną wizję dla drużyny i działanie bez konsultacji z nim byłoby po prostu bez sensu dla wszystkiego, co udało mu się do tej pory wypracować. Zawodnicy na każdym kroku powtarzają, że ich relacje ze szkoleniowcem są znakomite i dobrze im razem.

Koniec końców można odnieść wrażenie, że w zespole za dużo osób jest odpowiedzialnych za podejmowanie różnych decyzji. Do tria Jim, Jeanie, Mitch dołączył Magic, który wygląda na mocno zaangażowanego. Pasuje tu takie polskie powiedzenie – gdzie kucharek sześć, tam nie na co jeść. Lakers muszą być bardzo ostrożni, aby się nie potknąć. Stworzyli sobie naprawdę trudne warunki do pracy. Brak zgodności doprowadzi do konfliktów, a media z LA bardzo chętnie ograją je swoimi historiami. Pod wodzą Dr Jerry’ego Bussa Lakers byli bardziej transparentni, teraz szukają dla siebie nowej formuły.

Czy ją znajdą? Jeżeli nie, to prędzej czy później przekonają się, czy budowanie takiej struktury po śmierci Dr Jerry’ego było słuszną koncepcją. W międzyczasie fani Los Angeles Lakers muszą pozostać cierpliwi. Przed nimi kolejny rok bez play-offów, niemniej przyszłość z obecną rotacją wygląda intrygująco. Na pewno mają na co czekać, oby tylko ktoś nie popsuł wszystkiego kilkoma złymi decyzjami.




Kopiuj link do schowka