Wolves znaleźli pieniądze na Pekovicia

09/07/2013
Nikola Pekovic

Nikola Pekovic /fot. Flickr

Flip Saunders nie próżnuje. Po dogadaniu się z Kevinem Martinem i Chasem Budingerem, jego kolejne ruchy mają na celu zatrzymanie w drużynie Nikoli Pekovicia i dołączenie kolejnych zadaniowców.

Pekovic jest zastrzeżonym wolnym agentem, ale nie otrzymał na tyle atrakcyjnych ofert, żeby podpisał wstępną umowę z innym zespołem. W piątek miał otrzymać od władz klubu ofertę czteroletniej umowy, dzięki której może zarobić około 12 milionów dolarów rocznie. Czy to za dużo? Może tak, a może nie. Ostatni sezon, gdy kontuzje przetrzebiły Wolves doszczętnie pokazały, że Czarnogórzec jest w stanie napędzać ofensywę Wolves z niezłym skutkiem. Zdobywał 16.3 punktu przy skuteczności 52.0% z gry, dokładał do tego 8.8 zbiórki. W przeliczeniu na 36 minut nie zanotował praktycznie żadnego wzrostu w porównaniu do poprzednich rozgrywek, ale grając ponad 5 minut więcej na mecz pokazał, że jest w stanie utrzymać się na podobnym poziomie.

?eby jednak Peković dostał te 12 milionów, Wolves musieli pozbyć się dwóch kontraktów ze swojego salary cap. Skorzystali z niegwarantowanych umów Mickaela Gelabale (916 tys.) i Grega Stiemsmy (2.7 mil.), co pozwoliło im zebrać potrzebne pieniądze na środkowego. Gelabale już ma oferty z Hiszpanii i prawdopodobnie wróci do Europy. Chce go Valencia, w której grał przed podpisaniem kontraktu z Timberwolves.

Z kolei Stiemsma nie powinien długo czekać na oferty w NBA. Pokazał w obu ostatnich sezonach, że przydaje się po bronionej stronie parkietu i kilka drużyn, szukających wsparcia dla swojego pierwszego środkowego, powinno się zwrócić po niego. Wolves będą go chcieli zastąpić wybranym w drafcie Gorgui Diengiem, który w NCAA wyróżniał się przede wszystkim defensywą i blokami, a to zapewniał drużynie z ławki Stiemsma.

[reklama]

Na tym jednak nie kończą się zapędy transferowe Saundersa. Po tym jak udało mu się dogadać z Kevinem Martinem i Chasem Budingerem, jest otwarty z każdym, kto chciałby zabrać z drużyny Lukea Ridnoura i J.J. Bareę. Obaj w poprzednim sezonie grali nieźle, ale robi się bardzo tłoczno na pozycjach 1-2 i dlatego Wolves chcą się ich pozbyć. W końcu w drafcie wybrali Shabazza Muhammada, a jak informuje Jerry Zgoda ze Star Tribune rozmawiają z Alanem Andersonem, wolnym agentem, grającym ostatnio w Toronto Raptors.

Anderson jest kolejnym graczem z pozycji 2-3, który może dołączyć do Wolves. W ostatnim sezonie zdobywał średnio 10.7 punkty, 2.3 zbiórki i 1.6 asysty bijąc w każdej z tych statystyk rekord kariery w NBA. Problem jego polegał na selekcji rzutów trafiał tylko 38.3% swoich prób z gry i 33.3% za 3 punkty.

Ruchy wykonywane przez Saundersa na pierwszy rzut oka wydają się rozsądne, zdecydowanie bardziej niż te w wykonaniu Davida Kahna. Może będzie miał więcej szczęścia od swojego poprzednika i przede wszystkim uniknie kontuzji kluczowych graczy.

Kopiuj link do schowka