Wielka końcówka w Miami

19/06/2013
Manu Ginobili

Manu Ginobili / fot. Flickr

Manu Ginobili był bohaterem meczu numer 5. Głównie dzięki jego postawie, Spurs wyszli na prowadzenie 3-2. kiedy wydawało się, że Argentyńczyk odnalazł formę, a wstawienie go do pierwszego składu będzie receptą Ostróg na wygraną, Ginobili zagrał mecz – dramat.

Zarówno Gregg Popovich, jak i Erik Spoelstra nie dokonali żadnych zmian w składach w porównaniu z rewolucyjnym spotkaniem numer 5. Ginobili ostał się w pierwszym składzie Spurs, Mike Miller wybiegł w miejsce należące na początku serii do Haslema. Mecz miał się odbyć na warunkach Miami, królował small-ball. O ile Heat konsekwentnie realizowali tę taktykę, to ze Spurs od początku działo się coś niedobrego. Plan B Popa, czy wymuszenie zmiany stylu gry przez Heat? Nie wiem. Spurs przez całą pierwszą połowę wykorzystywali Duncana w post, nie rzucali za dużo za trzy. Tim miał do przerwy połowę z 50 punktów ekipy gości i sam trzymał ich w meczu.Potem Duncana postanowił kryć James i z 11/13 do przerwy zrobiło się 2/7 po niej.

Niezależnie od tego, co się stanie w ostatnim spotkaniu, jeżeli Heat wygrają, James zdobędzie drugi tytuł MVP. Prawdę powiedziawszy, Spurs mają nikłe szanse na wygraną i już tłumacze dlaczego. Po pierwsze – Spurs mieli ten mecz wygrany. Kawhi Leonard mógł zrobić +4 w końcówce, a potem Ray Allen zrobił coś, co będzie się dziś śniło zawodnikom Spurs:

Po drugie – przygotowanie fizyczne. Spurs nie mieli siły w dogrywce. Wyglądali na wycieńczonych – nie tylko na boisku, na ławce również. Parker w dogrywce był cieniem samego siebie, czemu trudno się dziwić w obliczu kontuzji, z jaką gra. Na kostce Duncana wylądował minutę przed końcem jeden z zawodników Heat – oby nie było to nic poważnego. Po trzecie – forma Manu nie pozwoli na zwycięstwo Spurs. Mecz numer 5 to był wyjątek od reguły, cud. Popovich stawia na Argentyńczyka niezależnie od tego, jak on gra, zawodzi czy nie. Dzisiaj Ginobili miał 9 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty i 8 STRAT w 35 minut, podczas których SPurs byli -21. Lepiej grać w czterech. [reklama]

Po raz kolejny pytam, dlaczego gra Tiago Splitter? Po co? Kiedy jest na boisku stanowi wyłącznie zagrożenie dla swojej drużyny. nigdy nie widać tego w statystykach, ale spóźnione obrony, głupie faule – nie da się na to patrzeć. Splitter grał 8 minut, a Spurs przegrali je 13 punktami. Popovich musi coś z tym zrobić, bo niespodziewanie lepsze wrażenie w trakcie tej serii robi na mnie Spoelstra, który mimo swoich niewątpliwych zasług wydawał się być przy Popie nieopierzonym młokosem. Trener Heat zrezygnował z minut dla Cole’a i Haslema. Pierwszy wyróżniał się w serii z Bulls drugi był jednym z głównych powodów odpadnięcia Pacers rundę wcześniej. W serii przeciwko Spurs ich forma była daleka od ideału. Spoelstra podjął jedyną słuszną deyczję.

Osobnego komentarza wymaga końcówka dogrywki i to, co obrona Heat zrobiła w ostatniej minucie z atakiem Spurs. Jestem zdania, że Heat mają najlepszą obronę w lidze, kiedy w ciągu kilku minut wrzucają najwyższy poziom intensywności. 4 ostatnie posiadania Spurs? Strata (zgadnijcie czyja), blok Bosha na Parkerze, strata ( autor znowu ten sam…) i blok Bosha na Greenie. Piłka nawet nie miała okazji z bliska zobaczyć tablicy.

Jakby na to nie patrzeć, Heat zagrali wielki mecz i obserwując całe spotkanie, wyglądali na drużynę lepszą, choć gdyby nie Allen, to ogólne wrażenie na nic by się zdało. LeBron James udowodnił swoją wielkość z malutką pomocą Bosha i Wade’a oraz całkiem sporą Chalmersa. Triple-double w tak ważnym spotkaniu musi świadczyć o wielkości koszykarza. Do tego wielka gra w obronie, co potwierdza między innymi ta akcja:

To mogło być epickie zakończenie tej mało emocjonującej, choć stojącej na wysokim poziomie serii. LeBron James i role-player Heat (10/14 za trzy) sprawili, że będzie inaczej. Miami wyłączyło największy problem tej serii – Danny’ego Greena, w drugiej połowie poradziło sobie z Duncanem. Kontuzjowany Parker również nie wygląda tak groźnie, jak nas do tego przyzwyczaił. Spurs zostali rozpracowani i albo Pop wymyśli coś nowego, albo mistrzostwo zostanie w Miami. Chyba zostanie…

Paweł Piórkowski

 

Kopiuj link do schowka