To była ciężka droga dla coacha Kerra

13/06/2017
steve kerr

Przez ostatnie dwa lata trener Steve Kerr walczył z własnym ciałem, by tylko być przy swojej drużynie i zadbać o to, by ta nie zbaczała z obranego kursu. Przeprowadzona w 2015 operacja pleców szkoleniowca spowodowała wyciek płynu rdzeniowego do organizmu. To z kolei wywołało ogromny ból, z którym Steve Kerr musiał sobie radzić dzień za dniem. Z czasem jednak ta samotna walka stała się nie do zniesienia i w kluczowym momencie – na starcie play-offów – Kerr został zmuszony, by opuścić drużynę i tym razem zatroszczyć się o siebie.

To był moment, którego sam coach Steve Kerr na pewno by nie wybrał. Ból był jednak zbyt silny. W trakcie pierwszej rundy przeciwko Portland Trail Blazers, Kerr swoje obowiązki musiał przekazać Mike’owi Brownowi, czyli trenerowi, który trafiając do Oakland zaakceptował zupełnie inną koszykarską filozofię. Zawodnicy wielokrotnie go za to chwalili. Brown swoje zespoły lubi prowadzić w sposób, który wykorzystuje przewagę w match-upach. Tymczasem Warriors prezentowali koszykówkę przede wszystkim opartą na ruchu piłki, ruchu graczy po zasłonach i kreowaniu poprzez wytrwałe szukanie otwartych pozycji.

Brown jeszcze w trakcie rozgrywek zasadniczych starał się przekonać Kerra do próby wymieszania ich stylów, co poniekąd się stało. Brown pozwalał na więcej bezpośrednich pojedynków Kevinowi Durantowi, którego umiejętności strzeleckie oraz warunki faworyzowały nawet w rywalizacji z LeBronem Jamesem. Steve ufał Brownowi i nie obawiał się z jego strony sabotażu, gdy oddał mu drużynę w trakcie serii z Portland Trail Blazers.

Mike ostatecznie wykonał kawał ciężkiej pracy i co ważniejsze – w play-offach 2017 jako head-coach nie przegrał ani jednego meczu. Kerr przyglądał się sytuacji będąc z dala od drużyny – szukając odpowiedzi na swoje problemy z plecami. Wielu znakomitych specjalistów miało problem z postawieniem jednoznacznej diagnozy, ale w końcu po licznych podróżach i wizytach w różnych szpitalach – szkoleniowiec zaczął terapię, która miała uśmierzyć ból. Leczenie nieustannie trwa, ale po pierwszym meczu finałów z Cleveland Cavaliers, Kerr czuł się na tyle dobrze, że postanowił wrócić.

Zawodnicy mówili, że brakowało im obecności szkoleniowca i brakowało im jego głosu. Przyzwyczaili się do jego wymagającej natury i wiedzieli, że stanowi przewagę dzięki przejrzystości umysłu oraz swojej niebywałej drobiazgowości. Zaczęły się jednak pojawiać pytania o to, czy Kerr wróci na stanowisko w przyszły sezonie. Teraz czeka go długi odpoczynek połączony z dalszymi zabiegami mającymi na celu wyeliminowanie wszelkich dolegliwości. Nie wiemy, jaki program przygotowali dla Kerra lekarze. Jednak generalny menadżer Golden State Warriors – Bob Myers, nie ma cienia wątpliwości, że coacha Kerra zobaczymy na ławce zespołu w rozgrywkach 2017/2018.

– Jestem pewny, że nadal będzie naszym trenerem – przyznał. – Byłem częścią tylu mistrzowskich drużyn jako zawodnik i trener – te uczucie nigdy się nie starzeje – mówił Kerr wyraźnie wzruszony drugim mistrzostwem z GSW. – Tym razem było jednak inaczej, bo musiałem wiele przejść, by doczekać tego momentu – dodał.

Coach Kerr ma w swoim dorobku dziewięć mistrzostw! Siedem jako zawodnik oraz dwa w roli trenera Golden State Warriors. Biorąc pod uwagę fakt, że GSW mogą trząść ligą przez kilka kolejnych lat, niewykluczone, że Kerr dogoni jednego ze swoich mentorów – samego Phila Jacksona. Stephen Curry jest przekonany, że jego skład się dopiero rozkręca. Coach wie jednak, w jakiej pozycji sukces postawi Warriors w następnym sezonie. Podczas całego off-season rywale będą skupiali się tylko na tym, by zbudować drużynę gotową się Warriors postawić.

By włączyć się do walki o mistrzostwo NBA, będziesz musiał pokonać paczkę All-Starów z Oakland. Czy komukolwiek się to uda? Steve Kerr i jego filozofia to bardzo elastyczne połączenie. Trener zdaje się mieć rozwiązanie niemal na wszystkie problemy, a tych w kolejnych latach na pewno jego ekipie przybędzie.

Kopiuj link do schowka