Stephon Marbury wraca do NBA?

13/09/2017
Stephon Marbury Chiny Stephon Marbury Twitter

Liga NBA jest wciągająca – kiedyś pierwszy raz ją zobaczyliście i śledzicie po dziś dzień. To samo tyczy się graczy – marzeniem każdego z nich jest znaleźć się w tym miejscu. Nawet jeśli odnoszą oni sukcesy na innych polach.

Przykładem na to jest Stephon Marbury. Zawodnik Bejing Fly Dragons jest niekwestionowaną legendą ligi chińskiej. Buduje się pomniki na jego podobieństwo, wystawia spektakle teatralne opowiadające jego historię. Brzmi to jak absolutny sukces.

Jednak 40-letni koszykarz pamięta jeszcze swoją karierę w NBA, gdzie także liczył na zostanie wielką gwiazdą. Przez osobowość Marbury’ego nigdy jednak w pełni nie zrealizował się w lidze, pomimo niewątpliwego talentu.

Swój ostatni występ w NBA Marbury zaliczył w sezonie 2008/09, kiedy pomagał Boston Celtics w playoffach. Dziś chiński gwiazdor chciałby wrócić do NBA. Myśli o tym poważnie, wyrażając się na ten temat w mediach społecznościowych:

I'm making a #nba come back for the fans who want to see me play my last year as a pro. After hearing so many people say come back I finally prayed about it and gave it major thought. I thought the perfect ending would of been retiring with the Beijing Ducks but it's clear the GM had other thoughts which is fine. My love for the ducks will always be A1 from day 1. I still have a lot of go in me as a player and at 40 being able to play at a high level is a gift. Being able to stay mentally focused and physically fit takes a different type of discipline. I'm motivated to make this the best year of my career as I end a 21 year long journey in the game I love. It's been a blessing to play 13 years in the @nba and this year 9 years in the @cbachina China has groomed my game and my style of play. China made me sharp and consistent. We practice Monday-Wed from 9-11:45 and 3-5:45. Thursday one practice 9-11:45 and Friday-Sat same schedule as M-W. I thought I would die at first coming from the NBA where you can't practice that long before the season starts. Oh and we do that for over 40 days. This way of training can either break you or make you. I'd like to look at it as it made me. So I'm ready and prepared to take on a challenge I once faced but with chips under my belt along with all that has come with winning chips in China. Statues, museum, green card, Honorary citizen, ambassador for the environmental protection bureau, key to the city, only 30 people ever to receive the key to the city of Beijing and MY PEACE something no one can ever take. So with all of these things I feel complete and ready to turn towards the last page of my basketball dairy that I've been writing since 95 when I left Lincoln High. I thank all of the positive energy from all those who showed it throughout my time away from the NBA. Thank you for always keeping it 100. @stephonmarbury_3 @espn @marcjspears @nytimes @nypost @nydailynews @newsday @slamonline #starburymovement #starbuy #loveislove

A post shared by Starbury.com (@starburymarbury) on

Wracam do NBA dla moich fanów, którzy chcą mnie obejrzeć w moim ostatnim sezonie profesjonalnej kariery. (…) Wciąż mam w sobie dużo jako gracz – być w stanie grać na wysokim poziomie jako czterdziestolatek to wielki dar. Mam motywację, by nadchodzący sezon był najlepszym w mojej 21-letniej karierze.”

Powrót takiego gracza – w tym wieku – wydaje się mało prawdopodobny i wyjątkowo mało opłacalny na poziomie sportowym. Stephon Marbury nie jest już graczem, który wniesie dużo do zespołu NBA. Może nie być nawet w stanie wytrzymać obecnej intensywności amerykańskiej koszykówki.

Pomyślcie jednak tylko, jak świetne byłoby to zagranie marketingowe. NBA od lat stara się jak najlepiej docierać na światowe rynki, w tym azjatycki. Chiński rynek jest dla NBA bardzo łakomym kąskiem, który już jest przez nią w dużej mierze zagospodarowany. Stephon Marbury jest w Chinach prawdziwym bohaterem, legendarnym herosem. Jego występy w NBA mogłyby przynieść, całkiem wymiernie, sporo korzyści marketingowych. Fani wspominający z nostalgią lata dziewięćdziesiąte także doświadczyliby zapewne czegoś ciekawego. Być może smutnego i rozczarowującego, ale ciekawego.

Kopiuj link do schowka