Siedmiu wspaniałych w historii NBA

20/08/2018
fot. Getty Images/Manny Milan

Historia NBA widziała wiele osób, które były prawdziwymi mistrzami w swoim fachu. Jest jednak pewna wąska grupka, która wyróżnia się na tle pozostałych.

Wybitnych postaci w NBA naprawdę było wiele. Zazwyczaj pierwsi w tej kwestii na myśl przychodzą zawodnicy, rzadziej trenerzy, a już naprawdę okazjonalnie osoby w zarządzie, czyli prezydenci, czy generalni menadżerowie. Są jednak ludzie, którzy osiągnęli sukces w każdej z trzech wymienionych kategorii.

Wielu było graczy, którzy po zakończeniu kariery stawali się trenerami, z mniejszym lub większym sukcesem. Część dostawała także role w zarządzie, tutaj już bardzo rzadko odnosiło to pożądane skutki. Na przestrzeni lat jednak pojawiło się kilku gości, którzy dawali sobie radę na naprawdę dobrym poziomie we wszystkich trzech aspektach. Oto siedmiu wspaniałych NBA:

Bill Sharman

Postać chyba najmniej znana ze wszystkich, lecz jego dokonania świadczą same za siebie. 4-krotny mistrz NBA z Boston Celtics, 7 razy w All-NBA, razem z Cousym był liderem ataku Celtów zanim pojawił się Sam Jones. Następnie został zatrudniony jako trener przez… Los Angeles Lakers. W swym pierwszym sezonie na ławce, doprowadził LA do tytułu mistrzowskiego, najlepszego (wtedy) bilansu w historii ligi i 33 zwycięstw z rzędu. Później już nie szło mu tak dobrze, ale też zespół wszedł w fazę przebudowy po odejściu Wilta czy Westa. Jako GM zbudował zespoły, które zdobywały pierścienie w 1980 i 1982 roku,  wybrał w drafcie Magica i przede wszystkim zwolnił Paula Westheada wybierając w jego miejsce młodego asystenta Pata Rileya na trenera Lakers. Oczywiście wiele w tej kwestii do powiedzenia miał także Jerry Buss, lecz nie można zapomnieć o udziale Sharmana. Reszta to historia.

Don Nelson

Pamiętany głównie jako trener i trudno się dziwić. 1335 zwycięstw to najwięcej w historii ligi. Don jest jednak także członkiem Hall of Fame jako zawodnik – 5 tytułów w barwach Celtics w najlepszym sezonie notując 15 pkt i 7 zb., zatem swoją wartość w tej ekipie miał. Przez większość kariery łączył funkcję coacha i GM-a w Bucks, Warriors i Mavs. Sukcesy? Architekt Run TMC w GSW – wybrał Richmonda i Hardawaya w drafcie. Następnie w Dallas pozyskał Steve’a Nasha i wymienił Roberta Traylora za Dirka Nowitzkiego, nieźle.

Steve Kerr

Tak jest. Steve także znajduje się w tym zacnym gronie, chociaż zapewne będzie to najbardziej kontrowersyjne nazwisko tutaj. Jako zawodnik, jeden z kluczowych role-playerów w Bulls, później mentor w Spurs i 5 pierścieni łącznie. Jako trener jest projektantem jednej z najlepszych drużyn w historii tej dyscypliny. To on w dużej mierze skonstruował atak GSW, którym zdominowali ligę, dodatkowo świetnie potrafi ogarniać niełatwe przecież charaktery zawodników. Jako GM spędził 3 sezony w Suns wzmacniając drużynę, Grantem Hillem, Jasonem Richardsonem czy Shaqiem, który zawsze wysoko cenił pracę Steve’a.

Danny Ainge

A jakże, Danny był kiedyś trenerem i nie szło mu najgorzej. Jako GM Celtics stworzył Wielką Trójkę, potem bez sentymentów wymienił Pierce’a i Garnetta ograbiając Nets z picków, dzięki czemu Boston się błyskawicznie odbudował i znów jest jednym z faworytów do tytułu. Jako zawodnik miał ciężkie początki, lecz z czasem dzięki swej zawziętości stał się ważnym elementem dwóch mistrzowskich ekip Celtics, a także zagrał w Finałach z Suns. W przypadku kariery trenerskiej problemem jest jej długość. Ainge wygrywał 60% spotkań w Phoenix pozbawionych już Barkleya, lecz robił to w zasadzie jedynie przez 3 sezony. Mimo wszystko pokazał się z dobrej strony.

Jerry West

Jako zawodnik to absolutna legenda ligi, człowiek, który sylwetka stworzyła logo NBA, i jedyny w historii zdobywca MVP Finałów, mimo porażki swej drużyny. Jako trener pracował krótko i w bardzo trudnych czasach kryzysu całej ligi. Z drugiej strony, Lakers zawsze mieli bilans w okolicach 60% zwycięstw, a kiedy Jerry odchodził, Dr Buss błagał go o pozostanie na stanowisku. Jako członek zarządu jednak okazał się największym magikiem. On wybrał Kobego i przekonał Shaqa do gry w Lakers, to on był szarą eminencją w Warriors, gdy Ci budowali swoją dynastię (zablokował transfer Klay Thompson za Kevin Love, był jednym z kluczy do pozyskania Duranta), a teraz w Clippers stara się przekonać Kawhi Leonarda i wcale nie jest bez szans.

Pat Riley

Postać, która chyba jako pierwsza przychodzi na myśl, gdy mówimy o kimś, kto był zawodnikiem, trenerem i prezydentem. Brylantynowy Pat to fenomen w świecie NBA. Jest jedynym człowiekiem, który zdobywał tytuł jako gracz, trener i prezydent. Jako zawodnik, zmiennik Jerry’ego Westa, który na każdym treningu stawiał zacięty opór jednemu z  najlepszych graczy w historii. Jako trener – twórca Showtime Lakers, ale także wprowadził Knicks do Finałów 1994, przejął Heat w 2006 roku i dał im tytuł mistrzowski, jeden z 10 najlepszych trenerów w historii. Jako prezydent? Stworzył Wielką Trójkę w Miami (tak to zawodnicy się dogadali, ale nie bez powodu wybrali akurat Miami i przez wszystkie sezony słuchali się swojego szefa). Wybitna osobowość.

Larry Bird

Larry Legenda to stwierdzenie, które idealnie opisuje tego człowieka. Nie ma sensu wspominać dokonań jego jako zawodnika, jeden z najlepszych w historii. Trener? W pierwszym sezonie na ławce zmusił Jordana i Bulls do 7 spotkań i najtrudniejszej przeprawy w 1998 roku. W 2000 wprowadził Indianę Pacers do jedynych Finałów w historii NBA (wcześniej Pacers grali i nawet wygrywali finały, ale w ABA). Następnie zrezygnował, bo stwierdził, że po 3 wspólnych latach formuła się wyczerpuje i zawodnicy przestaliby go słuchać. Jako coach wygrał niemal 70% meczów. Prezydent? Odbudował organizację po Malice at the Palace, i to praktycznie jedynie poprzez draft. Wybierał Grangera, George’a, Stephensona, Hibberta dzięki czemu zmusił Heat do 7 zaciętych spotkań. Na koniec swej kadencji niespodziewanie zwolnił Franka Vogela i zatrudnił Nate’a McMillana, co teraz wygląda na kolejny świetny ruch. Jedyny człowiek w historii który zdobył MVP, COTY i Executive of the Year.

I tak to wygląda. Nie jest łatwo odnosić zwycięstwa i sukcesy w jednej spośród tych trzech kategorii. W dwóch już jest ekstremalnie trudno, lecz w trzech to prawdziwe wyzwanie, któremu podołało bardzo niewielu i w najbliższych latach raczej to grono nie zostanie powiększone. Najbliżej tego grona był jeszcze wielki Phil Jackson, ale jego powrót do Knicks okazał się totalną klapą.

Kopiuj link do schowka