Good Guy Russ powraca [HOU-OKC 2:1]

22/04/2017
fot. Wikimedia

W pierwszych dwóch meczach serii z Houston, Russell Westbrook eksponował głównie te swoje cechy, które są wodą na młyn jego krytyków. W trzecim podciągnął swoją efektywność i zostawił trochę miejsca na oddech kolegom. Efekt? Pierwsza wygrana OKC.

Choć uzbierał 73 punkty i jedno triple-double, Russell Westbrook nie mógł być zadowolony z siebie, nie tylko z powodu dwóch przegranych w otwierających meczach w Teksasie. W tych dwóch starciach miał łączną skuteczność z gry 23-66 (34.8%) i 5-22 za trzy. Ugh. Na tym tle, jego wczorajsze osiągi mogą się podobać. 11-24 z pola to progres o ponad 10 punktów procentowych w stosunku do pierwszych dwóch spotkań, odpuścił też sobie tradycyjne bombardowanie z dystansu – dopiero po raz trzeci w tym sezonie zakończył mecz z ledwie jednym oddanym rzutem trzypunktowym (nie trafił).

Mimo większej ofensywnej skromności (spudłował wczoraj 13 rzutów, czyli o jeden mniej niż w samej czwartej kwarcie meczu numer 2), wciąż uzbierał 32 punkty i miał triple-double z 13 zbiórkami i 11 asystami (było też 5 strat, żeby krytycy nie czuli się niedopieszczeni).

Co jednak ważniejsze, jego ogień nie płonął wczoraj aż tak mocno, żeby spalić tlen potrzebny innym graczom Thunder. Taj Gibson po 13 punktach w meczu #1 i #2, wczoraj miał ich 20, w tym takie:

Victor Oladipo, który dotychczas spudłował 21 z 26 oddanych rzutów, trafił ich 5 (dwa razy za trzy) na 8 prób. Gospodarze mieli skuteczność na poziomie 55.4% z gry (2 najlepszy wynik w tym sezonie) i 47.4% za trzy, co w porównaniu z – odpowiednio – 45.8% i 28.6% rywali było jednym z głównych czynników wygranej.

Houston mimo wszystko mogło to wygrać. W ostatniej akcji meczu piłkę miał James Harden, który jednak spudłował trójkę na zwycięstwo (a szansa ta zaistniała, bo chwilę wcześniej Westbrook trafił tylko 1 z 2 osobistych).

To był i tak kolejny występ na miarę MVP – 44 punkty, 11-21 z gry, 6 zbiórek, 6 asyst, choć można się przyczepić do faktu, że 5 z tych asyst zaliczył już w pierwszej kwarcie, a przez resztę meczu playmaking w jego wykonaniu nie był na poziomie, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni. Miał też 7 strat.

Harden został pierwszym koszykarzem od czasu Michaela Jordana w 1990 roku, który otworzył playoffy trzema 35-punktowymi meczami. Westbrook z kolei dał nam pierwsze triple-double w kolejnych meczach postseason od czasu Jasona Kidda w 2002 roku i pierwsze takie osiągnięcie z równoczesnym przekroczeniem 30 punktów w obydwu starciach od 1963 roku, gdy 2 razy dokonywał tego nikt inny, jak Oscar Robertson.

Co dalej? Rockets wciąż są lepszą drużyną, ale Russ i spółka (po tym meczu faktycznie możemy mówić o spółce w OKC) czyhają na kolejne potknięcie, z przynajmniej jednym full-beast-mode Westbrookiem w zanadrzu.

***

Houston Rockets – Oklahoma City Thunder 113:115

Rockets: J. Harden – 44 (4×3, 6 as., 7 st.), L. Williams – 22 (3×3), R. Anderson – 18, E. Gordon – 12, T. Ariza – 7 (8 zb.), C. Capela – 5 (3 bl.), Nene – 4, P. Beverley – 1 (7 zb.)

Thunder: R. Westbrook – 32 (13 zb., 11 as., 3 prz., 5 st.), T. Gibson – 20 (5 st.), A. Roberson – 12 (3 bl.), V. Oladipo – 12, E. Kanter – 10, A. Abrines – 8, J. Grant – 6, D. McDermott – 6, N. Cole – 5, S. Adams – 4

Kopiuj link do schowka