Runął chicagowski mur

26/01/2012

Czwarta porażka w sezonie, pierwsza na swoim parkiecie, a zwycięstwo przeciekło Bykom przez palce. W najważniejszym posiadaniu tego meczu, Derrick Rose oddał piłkę na obwód do Briana Scalabrinego, który jednak spudłował trójkę z otwartej pozycji.

Sponsor serwisu

Nie powinniśmy żadnego z nich obwiniać za cokolwiek, bowiem tak to w NBA wygląda. Po prostu Bulls przyzwyczaili swoich fanów do zwycięstw i gdy przychodzi porażka to ciężko nam ją przetrawić, tym bardziej z przeciwnikiem z konferencji i potencjalnym rywalem w fazie rozgrywek posezonowych. Pacers szukali tej wygranej, bo uważali to za szansę na rewanż za pierwszą rundę play-offów 2011.

40% FG Bulls to naprawdę mało, jak na standardy, które Chicago ustaliło sobie w tym sezonie. Bardziej prawdopodobne były problemy strzeleckie w końcówce Pacers, którzy w poprzednią noc z Orlando rzucali na bardzo niskim procencie. Oczywiście zadziała tutaj obrona gości, którzy wyjątkowo dobrze ograniczali miejsce Bulls, którym brakowało płynności w dzieleniu się piłką, a co za tym idzie mieli problemy z kreowaniem pozycji do rzutu. Wiele z nich było kontestowanych i wymuszonych. Chciałbym jednak zaznaczyć, że mówimy tu o drugiej połowie tego spotkania, bowiem w pierwszych 24 minutach oba zespoły grały na podobnym poziomie. Ucieczka Bulls na sam koniec drugiej odsłony była bardziej chwilową szarżą, niż skutkiem dominacji nad rywalem, ale pomogła ekipie z Wietrznego Miasta wyjść na 10-punktowe prowadzenie.

Frank Vogel miał do dyspozycji wszystkich graczy prócz kontuzjowanego Jeffa Fostera. Tom Thibodeau z kolei po raz kolejny nie mógł skorzystać z Taja Gibsona i Luola Denga. Wiemy już, iż ten drugi będzie pauzował dłużej, ze względu na skomplikowaną kontuzję nadgarstka, podobną do tej, której nabawił się Kobe Bryant. Luola zastąpił w pierwszej piątce Ronnie Brewer i zasłużył na wyróżnienie jego nazwiska. Mimo porażki był jednym z najaktywniejszych graczy na parkiecie notując 20 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst i 3 przechwyty. Był to jego najlepszy mecz w tym sezonie.

Jego bezpośredni rywal Danny Granger nie dał się jednak podporządkować zawodnikowi Bulls. Zdobył 22 punkty, zebrał 9 piłek i trafił 3 ze swoich czterech prób za trzy punkty. Zwłaszcza on i Roy Hibbert dali się Chicago tej nocy najbardziej we znaki. Center Pacers zarówno w pojedynku z Joakimem Noah, jak i Omerem Asikiem spisywał się równie dobrze, mając nad nimi wyraźną przewagę siłową w grze tyłem do kosza. Trafił 9/14 FG i tylko raz rzucał z półdystansu. Podkoszowi Bulls nie zagrali źle, ale nie zmienia to faktu, że Thibodeau chciałby, aby dostarczyli kilka łatwych punktów z pod kosza, co w tym sezonie przychodzi im z niewyjaśnioną trudnością.

Gospodarze nie trafili pięciu ostatnich trójek w spotkaniu w czwartej kwarcie byli 6/27 FG (21%!). Pacers trafiali wystarczająco dużo, by trzymać prowadzenie, niemniej gdyby White Mamba trafił trójkę w jak wspominałem najważniejszym posiadaniu tej nocy Bulls ten mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. “Ufam moim zespołowym kolegą. Nie mogłem oddać rzutu i myślę, że podjąłem dobrą decyzję. Gdybym miał to zrobić drugi raz, znowu podałby do Scala” mówi Rose. “Nie umiem się doczekać kolejnego spotkania przeciwko nim” dodał bezpośrednio po meczu. Rozgrywający Byków zanotował tego dnia 24 punkty, 3 asysty i jeden przechwyt.

Oba zespoły czeka dzień przerwy. Bulls powrócą na United Center by zmierzyć się z Milwaukee Bucks, Pacers z kolei udają się dalej na wschód, by w TD Garden podjąć Boston Celtics.
?ledź autora tekstu na twitterze

Kopiuj link do schowka