Rookie Watch vol. 2 – jak idzie debiutantom?

03/11/2017
Donovan Mitchell Utah Jazz Bart Young/Getty Images

Donovan Mitchell

Wybrany z trzynastym pickiem obwodowy dostaje w Utah szansę na grę. W związku z problemami zdrowotnymi Rodney’a Hooda, miał on nawet okazję do gry w pierwszej piątce. Spędzając na parkiecie średnio prawie 24 minuty, notuje ponad 11 punktów – ale nie to jest najważniejsze. Przy zaledwie 190 centymetrach wzrostu, jego rozpiętość ramion osiąga aż 208 centymetrów, co czyni z niego materiał na świetnego obrońcę.

Już teraz prezentuje się w tym elemencie dobrze. Jest eksplozywny, ma bardzo dobry atletyzm, co przykrywa jego stosunkowo niski wzrost. Mitchell ma potencjał na zostanie typowym graczem 3&D. Obok potencjału defensywnego, prezentuje także ten rzutowy. Co prawda jego skuteczność z dystansu to na razie tylko 32%, ale nie boi się oddawać rzutów – co noc rzuca prawie pięć razy zza łuku. PER-36 daje to liczbę rzutów podobna, do tej, którą w ubiegłym sezonie oddawali JJ Reddick lub Damian Lillard.

Nieobecność Rodney’a Hooda sprawiła, że Mitchell dostał większe minuty. Jeśli jednak wziąć też pod uwagę brak Dante Exuma, okaże się, że pierwszoroczniak może być w niektórych ustawieniach wykorzystywany do gry na piłce. Właśnie gra na koźle jest elementem, który może sprawić, że Mitchell będzie w przyszłości nie tylko świetnym zadaniowcem, ale kimś więcej.

Dillon Brooks

Memphis Grizzlies zawsze czynią z graczy przeciętnych graczy dobrych, ale dawno nie dysponowali oni młodym, zdolnym graczem, który może być świetny także po wyjęciu z kontekstu rotacji Niedźwiadków. Wybrany z 45. numerem w drafcie skrzydłowy jest piąty w rankingu minut na mecz wśród debiutantów – co noc gra po 29 minut.

Brooks nie trafia jeszcze dobrze trójek, notuje trochę strat, ale porażające jest to, z jaką pewnością siebie wszedł ten chłopak do ligi. Już od pierwszych momentów w zawodowej koszykówce potrafił stanowić o losach spotkania:

Na dobrą sprawę sytuacja kadrowa w Memphis sprzyja Brooksowi. Ben McLemore jest kontuzjowany, Tyreke Evans gra de facto jako rozgrywający, a trener Fizdale nie musi grać ustawieniami z klasycznym silnym skrzydłowym – Randolpha już nie ma, a JaMychal Green chwilowo leczy kostkę. Na pozycjach od 2 do 4 jest więc teraz sporo przestrzeni dla zadziornego debiutanta.

Mike James

Ten 27-letni debiutant jest twarzą niesamowitej przemiany Phoenix Suns, która wydarzyła się po zwolnieniu Earla Watsona. Kiedy Eric Bledsoe stwierdził, że nie będzie już grał w Arizonie i pojechał do domu, ktoś musiał na pozycji numer jeden zagrać. Zwyczajowy log jam na tej pozycji w Suns już nie jest problemem – Brandon Knight wciąż się kuruje. W rotacji pozostają Tyler Ulis i grający na two-way kontrakcie James.

Grał on wcześniej w dobrych europejskich drużynach, jak Pananthinaikos czy Laboral Kuxta, po czym załapał się w G-League w Northen Arizona Suns. Szybko dostał szansę na grę w NBA – od razu w pierwszej piątce. Odwdzięczył się wyjątkowo zadziorną obroną, której tak bardzo temu zespołowi brakowało. Mimo zaledwie 185 centymetrów wzrostu potrafi uprzykrzyć życie kozłującemu przeciwnikowi. Jako 27-letni debiutant może pełnić w Suns rolę boiskowego weterana – to na swój sposób zabawne.

De’Aaron Fox

Rozgrywający Kings był dużą zagadką. Pomimo imponującej szybkości i inteligencji boiskowej, bardzo obawiano się o jego rzut z dystansu, który na poziomie uniwersyteckim nie robił wielkiego wrażenia. Fox rzeczywiście oddaje mało trójek (1,1 na mecz) i nie trafia ich bardzo skutecznie (33,3%), ale nie są to liczby tak tragiczne, żeby przysłonić jego dobra grę.

Co noc do ponad 12 punktów dokłada po 5 asyst i 4 zbiórki, wyglądając przy tym wyjątkowo efektownie. Zwłaszcza grając z ławki – jak do tej pory zagrał w pierwszej piątce tylko raz i nie popisał się w tym występie skutecznością. Z drugim garniturem może grać bardziej po swojemu, czyli szybciej – bez Zacha Randolpha, za to ze Skalem Labissierem i rzucającymi z dystansu Bogdanovicem i Richardsonem.

Kopiuj link do schowka