Rookie Watch vol. 1 – Jak idzie debiutantom?

01/11/2017
Ben Simmons Sixer 76ers Photo by Mitchell Leff/Getty Images

Na starcie rozgrywek postaramy się zwrócić uwagę na to, jak zaadaptowali się w lidze pierwszoroczniacy. Na pierwszy ogień kilku młodych grajków, którym idzie naprawdę dobrze.

Kiedy trafia się do najlepszej ligi świata, początki zawsze są ciężkie. Trzeba przystosować się do nowego środowiska, nauczyć się na nowo koszykówki, która w NBA jest zupełnie inną grą niż na poziomie chociażby uniwersyteckim, a także wejść w rytm meczowy, który jest bardzo intensywny.

Dlatego właśnie rzadko kiedy od debiutantów oczekuje się od razu świetnej gry i mało kto stawia na pierwszoroczniaka jako na lidera zespołu. Poza tym, że są ciężkie, początki potrafią być mylące. Potencjalnie świetny gracz może wolniej adaptować się w nowych warunkach, a błyszczący od początku młody zawodnik może szybko spocząć na laurach. Nie mniej jednak sam początek daje nam jakiś obraz tego, jakiej klasy zawodnicy trafili danego roku do NBA.

Ben Simmons

Nie jest ani trochę zaskakujące, że wybrany rok temu, a debiutujący dopiero teraz Simmons wygląda jak wczesny kandydat do Rookie of The Year. W końcu to on był stawiany przez bukmacherów jako faworyt.

Na pewno ważny w percepcji Simmonsa jako jednego z debiutantów jest fakt, że dostaje on spośród nich wszystkich najwięcej minut na parkiecie. Trener Brett Brown daje mu średnio 35 minut co noc, by mógł pokazać swoje umiejętności. Sam zawodnik nie podziela entuzjazmu – liczył na to, że początek będzie bardziej udany:

Szczerze mówiąc, myślałem, że będę grał trochę lepiej. Muszę trochę podnieść poziom. To niesamowite być w NBA. To jest wszystko czego mógłbym chcieć. Kocham to co robię i jestem za to bardzo wdzięczny – teraz muszę już tylko ciężko pracować.”

Na pewno Simmons ciężko musi pracować nad rzutem. Jeśli będzie zagrożeniem z dala od kosza, może być jednym z tych zawodników, których praktycznie nie da się zatrzymać. Jak do tej pory oddał on jedynie cztery trójki i żadnej z nich nie trafił. Na szczęście dużo lepiej wygląda z półdystansu – właśnie te rzuty sprawiają, że nieoczekiwanie obok asyst i zbiórek, Simmons notuje także dużo punktów. 18,4 oczka na mecz to zdecydowanie najwięcej spośród debiutantów. Notuje on także prawie najwięcej zbiórek i najwięcej asyst.

Lauri Markkanen

Najwięcej zbiórek na mecz notuje właśnie młody Fin. Korzystając z treningowej bójki Bobby Portisa i Nikoli Miroticia, Markkanen wskoczył do pierwszej piątki i radzi sobie całkiem nieźle jak na gracza, który miał nie być jeszcze fizycznie gotowy na NBA.

Większość punktów (średnio 15,6 na mecz) zdobywa oczywiście w akcjach typu pic’n’pop, oraz po ucieczkach na obwód w innych sytuacjach. Markkanen świetnie korzysta ze swoich warunków fizycznych, rzucając trojki z przewyższenia, nie martwiąc się aż tak dobiegającym z ręką obrońcą. Należy jednak zauważyć, że przy swoim wzroście Lauri bardzo sprawnie biega wzdłuż parkietu – można z nim bez problemu wyprowadzić kontrę.

Dokładając do tego potencjał w grze izolacyjnej zarówno przodem jak i tyłem do kosza, wygląda na to że Bulls mają świetny materiał na ofensywnego gracza, którego można zestawić z bardziej defensywnie wszechstronnym środkowym, który zabierze od Fina obowiązek krycia zasłon.

Jayson Tatum

Z perspektywy czasu Danny Ainge znowu wychodzi na cwaniaka. Podczas gdy Merkelle Fultz nie gra z powodu urazu barku i już na starcie bardzo skomplikował sobie karierę kombinując z mechaniką rzutu, Jyson Tatum wygląda bardzo dobrze. Kontuzja Gordona Haywarda to dramat, ale pozwala ona debiutantowi na duże minuty, w czasie których udowadnia swoją przydatność. Można zwrócić uwagę na to, że jako skrzydłowy nie jest najlepszym obrońcą, ale w zestawieniu z nieustępliwym Jaylenem Brownem świetnie się uzupełniają.

Wrażenie robi zwłaszcza rzut Tatuma. Jak do tej pory trafia dokładnie połowę swoich rzutów z dystansu, których oddaje trzy na mecz. Wiedzieliśmy jednak, że Potrafi on zdobywać seriami punkty. Zagadką było to, czy będzie w stanie wnieść do gry coś jeszcze poza trafionymi rzutami. Okazuje się, że jest naprawdę skutecznym zbierającym.

Pomimo zaledwie 203 centymetrów wzrostu i niezbyt imponującego 206 centymetrowego zasięgu ramion, Tatum zbiera siedem piłek co noc. Dla porównania znacznie bardziej skoczny i atletyczny Jaylen Brown, który dysponuje zasięgiem ramion o długości aż 213 centymetrów, zbiera niecałe 6 piłek, grając dokładnie tyle samo minut. Kiedy na środku gra Al Horford, który delikatnie mówiąc nie jest bestią na deskach, skrzydłowi muszą być agresywni na zbiórkach. Fakt, że Tatum wtóruje w tym Brownowi jest miłym zaskoczeniem i zniwelowaniem podkoszowych braków atletycznych Celtics.

Kyle Kuzma

W zespole gdzie jeszcze niedawno liczono na duży potencjał Juliusa Randle, gdzie w pierwszej piątce stawia się na atletycznego Larry’ego Nance’a Jr, gdzie Brandon Ingram docelowo ma być graczem na pozycji numer cztery, w drafcie wybiera się Kyle’a Kuzme. Gracza, który przy nie najlepszym jak na podkoszowego wzroście i przeciętnym rzucie z dystansu, wdarł się przebojem do rotacji Lakers.

Okazuje się, że nad rzutem Kuzma popracował i teraz trójka jest jedną z najgroźniejszych broni w jego repertuarze. Do tego należy dodać bardzo dobry kozioł i boiskową inteligencję – wie kiedy podać i do kogo podać. Właśnie orientacja w wydarzeniach na boisku czyni go z miejsca tak dobrym graczem. Wśród młodej i niedoświadczonej rotacji Lakers, Kuzma który rozegrał trzy sezony w koledżu wygląda jak weteran.

Naradźcie się w komentarzach, których debiutantów warto omówić w drugim turnusie.

Kopiuj link do schowka