Retro NBA: Na kłopoty Robert Horry

10/06/2017
robert horry

W 16. oraz 10. rocznicę jednych z ważniejszych występów bohatera dzisiejszego Retro NBA, przedstawiamy jego historię. Historię gracza, który podczas sezonu regularnego zazwyczaj był niewidoczny, jednak gdy przychodziły playoffy i ważne mecze, potrafił zapewnić zwycięstwo swojej drużynie. Robert Horry dowiódł, że można zostać legendą mimo braku wyróżniających się statystyk.

Robert Horry urodził się 25 sierpnia 1970r. w Hrabstwie Harford (w stanie Maryland), jednak z powodu rozwodu swoich rodziców dorastał w stanie Alabama. Horry grał w koszykówkę na uniwersytecie Alabama, gdzie do dziś widnieje w księdze rekordów – w ciągu 4 sezonów zanotował 285 bloków, co daje mu 1. miejsce w tej kategorii w historii szkoły. Mierzący 206 cm zawodnik na swoim ostatnim roku został wybrany najlepszym graczem uczelni, a także poprowadził swoją drużynę do dwukrotnego udziału w najlepszej „16” turnieju NCAA.

Horry zgłosił się do draftu w 1992 roku i został wybrany z numerem 11 przez Houston Rockets. W swoim pierwszym sezonie, 22-letni wówczas skrzydłowy notował na swoje konto 10 punktów na mecz, a także średnio po 1 bloku i przechwycie. Horry został wybrany do drugiej najlepszej piątki debiutantów, a Rakiety prowadzone przez Hakeema Olajuwona zajęły 2. miejsce w konferencji i przeszły 1. rundę play-offów, jednak w 2. rundzie play-offów Seattle Supersonics okazali się zbyt mocni i pokonali ekipę z Teksasu po zaciętym 7-meczowym boju.

W meczu nr 7 przeciwko Seattle, Horry popisał się pierwszym w swojej karierze ważnym rzutem – na 32 sekundy przed końcem wyprowadził Rockets na 2-punktowe prowadzenie, jednak Supersonics doprowadzili do dogrywki, którą wygrali i dzięki temu przeszli do Finału Konferencji:

Sezon 1993-94 był dla Rockets jeszcze lepszy. Zakończyli go co prawda (tak samo jak rok wcześniej) na 2. miejscu w konferencji, jednak w sezonie regularnym wygrali 3 mecze więcej, a lider ekipy z Teksasu, Hakeem Olajuwon zdobył nagrody MVP i DPOY (najlepszy obrońca ligi). Horry, podobnie jak w swoim debiutanckim sezonie, notował na swoje konto 10 punktów, a także 5,5 zbiórki, 3 asysty i 1,5 przechwytu.

Houston w play-offach pokonało najpierw Portland (3-1), potem Phoenix (4-3), a w finale konferencji Utah (4-1). Zwycięstwa w tych seriach dały Rakietom finał. Rywalem w nim była ekipa New York Knicks, która skorzystała z „pierwszej emerytury” Michaela Jordana i wygrała konferencję wschodnią. Finał ten był bardzo wyrównany – każdy z 7 meczów skończył się zwycięstwem jednej z drużyn różnicą mniejszą niż 10 punktów. Ostatecznie to Rakiety zwyciężyły 4-3 mimo, że przegrywały już 2-3. MVP Finałów został wybrany Hakeem Olajuwon, natomiast Horry był trzecim strzelcem drużyny w finałach (10 pkt/mecz), a w meczu nr 7 efektownie wsadził piłkę nad Patrickiem Ewingiem – gwiazdą Knicks:

Kolejny sezon był początkowo rozczarowujący dla Rockets, którzy skończyli sezon regularny na 6. miejscu na Zachodzie. Robert Horry jak zwykle robił swoje – notował 10 punktów, 5,5 zbiórki, 3,5 asysty, 1,5 przechwytu i 1,2 bloku na mecz. Wydawało się, że pozyskany w wymianie w środku sezonu, Clyde Drexler, będzie pasował do drużyny z Teksasu, bo grał z Olajuwanem na uniwersytecie, jednak po wymianie Rockets zanotowali bilans 17-18… jak się okazało były to złe miłego początki.

Playoffy w wykonaniu Rockets były świetne – najpierw wygrana 3-2 z Utah Jazz, potem 4-3 z Phoenix Suns. W finale konferencji spotkali się z San Antonio Spurs prowadzonymi przez MVP tego sezonu, Davida Robinsona. W meczu nr 1 zabójczy instynkt Horry’ego dał się Spurs we znaki – Rockets wygrali dzięki temu rzutowi skrzydłowego Houston, który był jego jedynym trafieniem z gry w tym meczu (ogólnie 1/5):

Rockets pokonali Spurs 4-2 i awansowali do finału NBA. Po pokonaniu trzech czołowych ekip na Zachodzie, Houston czekało starcie z najlepszą drużyną Wschodu, Orlando Magic, prowadzonymi przez młody duet Penny Hardaway – Shaquille O’Neal. Dwa pierwsze mecze w Orlando wygrała ekipa z Teksasu, podobnie było w meczu nr 3, w którym Horry trafił kolejny już kluczowy rzut, dający 4-punktowe prowadzenie na niecałe 15 sekund przed końcem spotkania:

Houston wygrało również mecz nr 4 i całą serię 4-0, zdobywając tytuł mistrzów NBA drugi raz z rzędu. MVP Finałów został wybrany znowu Olajuwon, a Robert Horry w cieniu dokonań liderów Rockets (Olajuwona i Drexlera) notował w 4 meczach finałowych bardzo dobre statystyki: 17,8 punktów, 10 zbiórek, 3,8 asysty, 3 przechwyty i 2,3 bloku na mecz.

Tamta ekipa Rockets jest do dziś najniżej rozstawioną ekipą przed play-offami (6. miejsce w konferencji), która sięgnęła po mistrzostwo NBA. Jest to tym bardziej warte odnotowania ze względu na fakt, że Houston pokonało w play-offach 4 z 5 drużyn z najlepszymi bilansami po sezonie regularnym.

Czwarty sezon w barwach ekipy z Teksasu był dla Horry’ego najlepszy, jeśli chodzi o osiągnięcia statystyczne: notował najlepsze w karierze 12 punktów, 4 asysty i 1,5 bloku na mecz, do których dokładał 5,8 zbiórki i 1,6 przechwytu. Liczba punktów nie zachwyca, tym bardziej patrząc na fakt, że skrzydłowy Rockets spędzał na parkiecie średnio 37 minut. Houston zajęło 5. miejsce w konferencji i odpadło w 2. rundzie play-offów, natomiast Horry po sezonie został wymieniony do Phoenix Suns. Jednym z powodów wymiany była krytyka skrzydłowego za oddawanie zbyt małej ilości rzutów.

Horry w Suns nie przetrwał nawet pełnego sezonu – został wymieniony do Los Angeles Lakers, którzy stali się dobrą playoffową ekipą. Sezon 1996/97 był pierwszym w NBA Kobego Bryanta i Dereka Fishera, a także pierwszym w barwach Jeziorowców dla Shaquille’a O’Neala. W połowie sezonu dołączył do nich Horry i młoda drużyna z LA stała się mocna. Sezony 1996/97 i 1998/99 LA Lakers skończyli na 2. rundzie playoffs, natomiast w sezonie 1997/1998 doszli do finału konferencji. Dwukrotnie za mocna okazała się ekipa Utah Jazz, a raz San Antonio Spurs.

Rola skrzydłowego w LA Lakers zaczęła maleć… o ile w pierwszych dwóch sezonach w ekipie z Miasta Aniołów grał jeszcze po 30 minut (jak zwykle statystyki nie wyglądały imponująco – odpowiednio 9 i 7 punktów, ale ponad 1 przechwyt i blok), to w trzech kolejnych latach w Lakers stał się rezerwowym i grał po około 20 minut na mecz w sezonie regularnym. Jednak dla Horry’ego najbardziej liczyły się play-offy – ważne spotkania decydujące o zwycięstwach w meczach mających duży wpływ na losy serii.

***

Sezon 1999/2000 był dla Lakers świetny – wygrali aż 67 spotkań w sezonie regularnym, a w play-offach pokonali wszystkich rywali na drodze do mistrzostwa NBA. Horry jak zwykle w play-offach notował trochę lepsze statystyki niż podczas sezonu. Co najważniejsze, skrzydłowy pomógł Jeziorowcom wtedy, kiedy było to najbardziej potrzebne – w meczu nr 4 finałów, w którym Shaq złapał 6 fauli i nie mógł już pomóc ekipie z Miasta Aniołów, Horry zdobył 17 punktów, a Lakers wyszli na prowadzenie 3-1 i wygrali finały 4-2.

Sezon 2000/01 dla Lakers był również mistrzowski – choć zajęli oni 2. miejsce w konferencji po sezonie regularnym, to wygrali pierwsze 11 spotkań fazy play-off dostając się do finału bez porażki. W finale przegrali mecz nr 1 z Philadelphią 76ers, jednak następnie wygrali 4 mecze i całą serię 4-1. Oczywiście Horry dołożył swoje – ważny rzut na 47 sekund przed końcem meczu nr 3 (dokładnie 16 lat temu), dający 4-punktowe prowadzenie drużynie z Miasta Aniołów, a potem jeszcze przypieczętował zwycięstwo Lakers, trafiając 4 rzuty wolne:

Po drugim, dość łatwo zdobytym mistrzostwie, w sezonie 2001/02 było trudniej… Lakers zajęli 3. miejsce na Zachodzie i w pierwszej rundzie mierzyli się z Portland Trail Blazers. W meczu nr 3 (przy stanie 2-0 dla LAL) Portland było bliskie zwycięstwa, jednak jak zwykle nie zawiódł Robert Horry, którego trójka dała wygraną w meczu i serii (pierwszą rundę play-offów grało się wtedy do 3 zwycięstw):

Horry zdobył zaufanie Kobego Bryanta, który podał mu piłkę, co nie jest takie oczywiste – gwiazdy zazwyczaj oddają ważne rzuty, niechętnie dzielą się piłką w decydujących akcjach – świadczy o tym, że skrzydłowy naprawdę był człowiekiem godnym zaufania, odpornym na presję. Właśnie takie akcje sprawiły, że Horry dostał ksywkę „Big Shot Rob”, choć niektórzy mówili na niego „Big Shot Bob”.

Wracając do LA Lakers w play-offach 2002 r. – pokonali oni 4-1 San Antonio Spurs po wyrównanej serii (najmniej wyrównany mecz skończył się zwycięstwem Lakers 10 punktami), jednak prawdziwym wyzwaniem był pojedynek z świetnie grającą ekipą Sacramento Kings. Po trzech meczach mieliśmy wynik 2-1 dla Kings i Lakers byli pod ścianą – gdyby przegrali, jechaliby do Sacramento przy wyniku 1-3. Dodatkowo Kings grali naprawdę dobrze i prowadzili w tym meczu już nawet różnicą 24 punktów. Lakers odrabiali stratę, ale nie mogli dogonić Kings… przegrywali 97-99, gdy zostało 11,8 sekundy i wtedy stało się to:

Big Shot Rob… po prostu znalazł się we właściwym miejscu, we właściwym czasie i trafił.

Kings wygrali mecz nr 5, lecz to Lakers wygrali mecze nr 6 i 7 i całą, bardzo wyrównaną serię. Horry notował w niej 11,4 punktu, 11,1 zbiórki oraz 4,4 asysty na mecz, co wygląda bardzo dobrze w porównaniu do tego, co prezentował w sezonie regularnym (niecałe 7 punktów i 6 zbiórek). Po tej serii, Lakers roznieśli w finale New Jersey Nets 4-0 i wygrali trzecie z rzędu mistrzostwo NBA.

Sezon 2002/03 był dla Horry’ego ostatnim w Los Angeles. Choć większość ważnych rzutów skrzydłowego miała miejsce w play-offach, w ważnych meczach, to w sezonie regularnym 2002/03, w meczu przeciw Indianie Pacers, Horry trafił podobny rzut do tego przeciw Sacramento w playoffach 2002 roku:

Lakers zajęli 5. miejsce w konferencji po sezonie regularnym, przebrnęli przez 1. rundę play-offów, jednak w 2. rundzie zbyt mocna okazała się ekipa San Antonio Spurs, która wygrała 4-2. W meczu nr 5 Horry miał szansę wygrać mecz dla Lakers, ale przestrzelił rzut zza łuku. O serii przeciw Spurs Big Shot Rob wolałby zapomnieć – rzucał w niej średnio 4,3 punktu na skuteczności 26% z gry oraz spudłował wszystkie 18 prób zza łuku. Ta seria pokazała, że Big Shot Rob jest tylko człowiekiem i nawet jemu zdarzają się słabe mecze nawet, gdy drużyna tego potrzebuje.

***

Jako wolny agent, Horry chciał być blisko rodziny, która mieszkała w Houston, a jednocześnie walczyć o kolejne mistrzostwa. Wybrał zatem ówczesnych mistrzów, San Antonio Spurs. W ciągu 5 lat spędzonych w Spurs, Horry w sezonie regularnym nigdy nie grał już powyżej 20 minut na mecz dzięki czemu zawsze był wypoczęty na playoffy i dalej mógł trafiać kluczowe rzuty.

W swoich pierwszych play-offach w barwach Spurs, Horry notował średnio 6 punktów i 6 zbiórek, a Spurs pożegnali się z marzeniami o mistrzostwie w 2. rundzie, gdzie lepsza okazała się była ekipa Big Shot Roba – LA Lakers. Jednak rok później było już inaczej – LA Lakers nawet nie weszli do play-offów, a Spurs zameldowali się w finale po pokonaniu Denver, Seattle i Phoenix.

Finał 2005 roku, w którym Spurs mierzyli się z Detroit Pistons, był bardzo zacięty. Spurs co prawda łatwo wygrali 2 pierwsze spotkania u siebie, jednak w dwóch kolejnych łatwo zwyciężyli Pistons. Mecz nr 5 tej serii w Detroit był bardzo ważny – czy Spurs wrócą do domu przy stanie 2-3 i presją wygrania 2 meczów, aby zostać mistrzami czy przy dość komfortowym stanie 3-2, przy którym wystarczy wygrać jeden z dwóch meczów u siebie? Waga spotkania była duża, więc spotkanie było bardzo wyrównane – żadna z ekip nie potrafiła stworzyć dwucyfrowej przewagi. Wszystko miało rozstrzygnąć się w końcówce, co było nietypowe dla tej serii, ponieważ pierwsze 4 mecze nie były zacięte.

Tim Duncan miał szansę zapewnić wygraną Spurs w regulaminowym czasie gry, ale pudłował rzuty wolne na potęgę (1/7 w całej 4. kwarcie), a także nie trafił dość prostej dobitki na zwycięstwo po niecelnym rzucie Ginobiliego. Skoro Duncan uległ presji, pojawił się Horry, który co prawda swoje pierwsze punkty zdobył dopiero pod koniec trzeciej kwarty, lecz udowodnił, że nie liczy się, jak się zaczyna, a jak się kończy. W dogrywce Spurs popełniali sporo błędów i musieli gonić Pistons, którzy objęli nawet 4-punktowe prowadzenie. To był czas na popis Horry’ego, który najpierw wsadził piłkę do kosza, a na niecałe 6 sekund do końca meczu trafił ważną trójkę dającą Spurs 1-punktowe zwycięstwo. Poniższy filmik pokazuje wszystkie jego punkty z tego meczu zdobyte z gry:

Horry w całym meczu zdobył 21 punktów, jednak najlepiej jego wpływ na wynik oddaje następująca statystyka: w ciągu ostatnich 4 minut 4. kwarty i dogrywki, Spurs rzucili 20 punktów. 15 z nich było autorstwa Horry’ego.

Spurs przegrali mecz nr 6, lecz wygrali mecz nr 7, co dało im mistrzostwo NBA. MVP Finałów został wybrany Duncan, jednak wydaje się, że bez Horry’ego to mistrzostwo mogłoby nie należeć do Spurs. Sam Duncan wypowiedział się o Big Shot Robie w następujący sposób:

„Przez cały sezon Rob w zasadzie nie robi nic takiego, nie czuć, że gra z nami, pokazuje się tylko czasami, jednak gdy przychodzi 4. kwarta ważnego meczu wygląda to, jakby mówił: „ok, teraz czas grać, czekałem na to cały sezon” i zaczyna grać. Nieważne, jak śmieszne się to wydaje, tak naprawdę jest: nie pokazuje się, nie czuje, jakby grał dopóki nie nadejdzie ważny mecz”

Kolejny sezon wydawał się jeszcze lepszy, bo Spurs mieli najlepszy bilans w konferencji w sezonie regularnym, jednak zakończył się przedwcześnie – w 2. rundzie ekipa z Teksasu musiała uznać wyższość Dallas Mavericks, którzy ograli ich po zaciętej siedmiomeczowej serii.

Sezon później żądni zemsty Spurs zaliczyli kolejny występ w play-offach. Zaczęli dobrze, bo najpierw pokonali 4-1 Denver Nuggets, a swój udział miał w tym Robert Horry, który trafił kolejny ważny rzut w swojej karierze. Ten rzut przypieczętował zwycięstwo w meczu nr 4:

Spurs pokonali także Phoenix Suns, a Horry miał w tym swoją (niezbyt chlubną) zasługę – sfaulował brutalnie Steve’a Nasha, za co został zawieszony na 2 mecze, jednak po przepychance po tej akcji, ważni gracze Suns: Amar’e Stoudemire i Boris Diaw zostali zawieszeni na jeden mecz – mecz nr 5, który Spurs wygrali. Mecz nr 6 również padł łupem Spurs, którzy awansowali do finału konferencji. Poniżej filmik tego brutalnego, ale ważnego dla losów serii faulu:

Spurs w finale konferencji pokonali Utah Jazz 4-1, a w finale mierzyli się z ekipą LeBrona Jamesa – Cleveland Cavaliers. Spurs wygrali serię szybko, w czterech dość wyrównanych meczach dzięki dobrej dyspozycji liderów: Parkera, Ginobiliego i Duncana, jednak Horry także dołożył cegiełkę do swojego kolejnego mistrzostwa – w meczu nr 2 (dokładnie 10 lat temu) zanotował 5 bloków:

Dzięki temu, że Spurs zostali mistrzami NBA w 2007 roku, Horry wygrał mistrzostwo NBA po raz siódmy, co daje mu 7. miejsce pośród wszystkich koszykarzy NBA, jednak jakby wyjąć graczy Boston Celtics z przełomu lat 50 i 60 (czasy Billa Russella – 11 mistrzostw Celtics w ciągu 13 sezonów), to Horry jest jedynym graczem, który zdobył mistrzostwo NBA więcej niż 6 razy.

***

Sezon 2007-08 był ostatnim dla Horry’ego, który pełnił marginalną rolę w Spurs – grał średnio 13 minut na mecz i notował w tym czasie 2,5 punktu na mecz. San Antonio doszło do finału konferencji, gdzie musiało uznać wyższość Los Angeles Lakers. Tak zakończyła się przygoda Big Shot Roba z zawodową koszykówką. Przygoda, która trwała 16 sezonów (wszystkie zakończone w playoffach) i obfitowała w 7 pierścieni mistrzowskich.

Choć w Spurs zdobył 2 mistrzostwa, Horry chyba nie wspomina tego okresu najlepiej, o czym świadczą jego ostatnie wypowiedzi – Big Shot Rob powiedział, że Olajuwon był 20 razy lepszy od Duncana (z tym, że był lepszy można się zgodzić, ale 20 razy to przesada) oraz że gdyby Manu Ginobili robił to, co powinien, Horry miałby 10 pierścieni (aby skrzydłowy miał 10 mistrzostw, Spurs musieliby być najlepszą ekipą 5 razy z rzędu: w latach 2004-2008, co było mało prawdopodobne i na pewno sam Ginobili nie jest przyczyną braku tych zwycięstw).

Mimo tych kontrowersyjnych wypowiedzi, uważam, że należy zapamiętać Roberta Horry’ego jako cichego, niewidocznego gracza aż do ważnych spotkań, które po prostu przejmował, dając swojej drużynie to, czego potrzebowała. Mimo, że średnio podczas swojej kariery zdobywał zaledwie 7 punktów na mecz, to miał wielki wpływ na wyniki drużyny, czego potwierdzeniem jest 7 zdobytych pierścieni (na 7 finałów) i te bardzo ważne rzuty, które do mistrzostw się przyczyniły.

Z jednej strony można mówić, że w zasadzie Big Shot Rob był zadaniowcem (według tego artykułu w ESPN, najlepszym zadaniowcem w historii NBA) i miał szczęście trafiając na mistrzowskie okresy drużyn, w których występował. Jednak z drugiej strony był zawodnikiem, który nie ulegał presji i trafiał bardzo ważne rzuty. Niektórzy nawet uważają, że powinien dołączyć do Hall of Fame, jednak na pewno wywołałoby to sporo kontrowersji – do grona najlepszych graczy dołączy zawodnik zdobywający średnio 7 punktów na mecz? Ja jednak widzę Big Shot Roba w Hall of Fame, ponieważ uważam, że należy docenić gracza tak wszechstronnego (zaliczał wielokrotnie sezony ze średnią ponad 1 przechwyt i 1 blok na mecz), a jednocześnie „cichego zabójcę”, specjalistę od „dużych” rzutów.

Big Shot Rob świetnie odnalazł się w trzech różnych ekipach, w których zdobywał mistrzostwo i mimo, że przez cały sezon właściwie był w cieniu podstawowych graczy, to gdy ważyły się losy mistrzostwa, wchodził do akcji i po prostu trafiał. Presja działała na niego motywująco, o czym sam mówił:

„Ciśnienie (presja) może sprawić, że pęknie rura albo może dać diament”

 

Na pewno za te stalowe nerwy należy go cenić, to był jego znak firmowy. Choć zapewne większość ekspertów i kibiców NBA zapytanych o zawodników, z którymi kojarzą im się ważne rzuty w play-offach, wymieniłoby w pierwszej kolejności Michaela Jordana, Kobego Bryanta, Larry’ego Birda czy Raya Allena, to myślę, że Horry na pewno powinien się znaleźć w czołowej trójce tej kategorii. Na mojej liście znajduje się ex aequo na 1. miejscu z Jordanem i myślę, że to nie jest przesada, bo Big Shot Rob był naprawdę wybitnym strzelcem w kluczowych momentach.

Kopiuj link do schowka