Retro NBA: LeBron i jego najazd na pałac

31/05/2017
LeBron James

To już 10 lat od momentu gdy LeBron James pierwszy raz dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe. Z jednej strony mieliśmy chłopaka, który ma niespełna 23 lata, a z drugiej zaprawiony w bojach zespół, który regularnie od kilku lat wchodził do finału konferencji. Dostaliśmy wielki popis, który wspomina się do dzisiaj jako klasyk.

Gdy w 2006 roku LeBron James debiutował w playoffs, dostał srogą lekcję od Detroit Pistons w półfinałach konferencji. Co prawda przegrał dopiero po 7 meczach, ale przegrana 79:61 w ostatnim spotkaniu była bardzo bolesna dla niego i na długo ją zapamiętał. Potrafił jednak rok później wrócić jeszcze silniejszy i wziąć rewanż na rywalach.

Tym razem oba zespoły spotkały się w finale konferencji wschodniej po tym jak zajęły pierwsze miejsca w konferencji po sezonie zasadniczym. Początek rywalizacji był jednak identyczny jak przed rokiem. Pistons otworzyli od dwóch zwycięstw, spychając LeBrona w kąt i sprawiając, że musiał mierzyć się z ostrą krytyką. James w meczu otwierającym serię rzucił tylko 10 punktów, w drugim też nie zagrał porywająco i Cavs mieli dwa mecze do tyłu.

Powrót do Ohio podziałał jednak orzeźwiająco. Cavs wygrali mecze numer 3 i 4, a James w nich brylował. W spotkaniu numer 3 wykręcił cyferki na poziomie 32 punktów, 9 zbiórek i 9 asyst. Dwa dni później skończył z 25 punktami, 11 asystami i 7 zbiórkami. Było 2-2 i na kolejne spotkanie trzeba było wracać do Detroit. I tam zadziała się historia.

Każdy z pierwszych czterech meczów kończył się różnicą maksymalnie 6 punktów, a spotkanie numer 5 zanosiło się na takie same w połowie czwartej kwarty. Wtedy to Cavs prowadzili 79:78, do końca pozostawało 6 minut i 5 sekund, a LeBron miał na koncie 19 punktów. Wtedy trafił rzut z wyskoku, z około 5 metrów od kosza i rozpoczął serię, która jest pamiętana do dzisiaj jako jeden z najlepszych występów w historii playoff.

Rzuciliśmy na niego nasze wszystkie siły i pomysły. Nie dało się go powstrzymać. – Chauncey Billups

W trakcie ostatnich 16 minut spotkania (dwie dogrywki) James zdobył 29 z ostatnich 30 punktów drużyny, w tym ostatnie 25 z nich, trafiając 11 z 13 rzutów z gry. Doprowadził do dogrywki wsadem na 9 sekund przed końcem czwartej kwarty, a w drugich dodatkowych pięciu minutach ustalił wynik wjazdem na 2 sekundy przed syreną końcową.

Zwycięstwo 109:107 dało Cavs prowadzenie 3-2 w serii, spotkanie numer 6 Cavs wygrali, chociaż James nie grał już tak wspaniale, miał za to wsparcie od Daniela Gibsona. W finale nie mieli jednak pomysłu na San Antonio Spurs i przegrali 0-4. Ale tamten jeden wieczór. Te 6 minut czwartej kwarty i dwie dogrywki to klasyk, który musi być pamiętany do dziś.

Kopiuj link do schowka