Recap: Westbrook urwany z łańcucha

29/10/2016
Russell Westbrook

Od razu widać, że po długiej wakacyjnej przerwie zawodnicy są głodni gry. Russel Westbrook zanotował historyczne triple double w występie przeciwko Suns, natomiast Anthony Davis w drugim spotkaniu tego sezonu popsuł sobie średnią punktową, rzucając tylko 45 oczek.

Cleveland Cavaliers (2-0) – Toronto Raptors (1-1) 94:91

LeBron James i Kyrie Irving poprowadzili Cavs do kolejnego zwycięstwa w tych rozgrywkach. Tym razem jednak nie było tak gładko jak z Knicks – Raptors mieli szanse na wyrównanie, na 5 sekund przed końcem trójkę z czystej pozycji spudłował Patrick Patterson. Pierwszą połowę mistrzowie wygrali 50-40, później jednak zaczęli już tylko tracić przewagę – liderzy Cavaliers stracili sporo piłek (12 strat Kyriego i LeBrona), a DeRozan w drugiej części gry trafił aż 8 z 12 celnych rzutów z gry w tym meczu. Gwiazda Raptors po raz kolejny zdobyła ponad 30 punktów nie trafiając ani jednego rzutu za trzy punkty. W trafieniach dystansowych ekipa z Ohio wygrała dzisiaj 12-4, przegrywając jednak walkę na deskach 51-40 – głównie za sprawą dobrze dysponowanego Valanciunasa (17 zbiórek).

Indiana Pacers (1-1) – Brooklyn Nets (1-1) 94:103

Pierwsze zwycięstwo ekipy z Brooklynu w tym sezonie przyszło szybciej niż przypuszczałem. Przyszło, i to nie przeciwko byle komu, bo Indiana jest stawiana w roli jednego z faworytów do miejsc w czołowej ósemce. Świetne spotkanie rozegrał duet Jeremy Lin-Brook Lopez. Pierwszy z graczy prawie zanotował triple double, zbierając piłkę i asystując po 9 razy, przy 21 zdobytych punktach. 25 punktów zdobył natomiast Lopez. Warto dodać, że nie trafił żadnego z 4 oddanych rzutów dystansowych. Bez niespodzianki najlepszym graczem Pacers był Paul George, który jednak zawiódł skutecznością z gry (8/22). Kolejny dobry mecz w pierwszej piątce rozegrał Myles Turner – zaprezentował się dobrze szczególne w walce o zbiórki. Po 3 kwartach Pacers prowadzili 7 punktami, jednak w ostatnim fragmencie meczu 10 punktów zdobył rezerwowy Sean Kilkpatrick – na to Indiana nie znalazła już odpowiedzi.

Orlando Magic (0-2) – Detroit Pistons (1-1) 82:108

Mecz rozstrzygnęła druga kwarta, którą Tłoki wygrały aż 30-9. W tej części gry Marcus Morris zdobył więcej punktów (10) niż cała ekipa Magic. Wszyscy trzej podkoszowi z Orlando (Ibaka, Vucević i Biyombo) zostali zdominowani przez Andre Drummonda, który w swoim stylu zebrał aż 20 piłek (11 w drugiej kwarcie). Zespół z Florydy był dziś po prostu nieskuteczny. Pomimo wysokiego wyjściowego ustawienia, Magic przegrali rywalizację w punktach zdobytych z pola trzech sekund aż 36-60.

Phoenix Suns (0-2) – Oklahoma City Thunder (2-0) 110:113 (OT)

Russel Westbrook jest potworem. Linijka 51-13-10 to pierwsze takie triple double od ponad 40 lat. Od sezonu 1983-94 tylko trzech graczy oddało w meczu więcej niż 44 rzuty z gry – Kobe, MJ i Chris Webber. Żaden z nich nie przekroczył jednak bariery 5 asyst. Westbrook dał oddać więcej niż 8 rzutów tylko Victorowi Oladipo (21pkt). Liderem Suns niespodziewanie okazał się bardzo skuteczny TJ Warren (30pkt). Po regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał remis 102:102, za sprawą indywidualnej akcji Devina Bookera. Nie były to ostatnie sekundy meczu, ale 19-latek i tak popisał się zimną krwią. W dogrywce dla Słońc punktował już właściwie tylko Booker (6 z 8 punktów). Tyle samo zdobył w tym czasie Russel Westbrook, jednak mógł on liczyć na większą pomoc kolegów i doprowadzić do kolejnego zwycięstwa.

Charlotte Hornets (2-0) – Miami Heat (1-1) 97:91

Niestety, po świetnym ostatnim spotkaniu Roy Hibbert musiał tym razem opuścić boisko po 5 minutach z powodu urazu kolana. Nie przeszkodziło to jednak Szerszeniom wygrać z Miami Heat. Pierwsza połowa przyniosła 11 punktów przewagi na korzyść Heat, jednak po przerwie sprawy w swoje ręce wzięli Kemba Walker i Jeremy Lamb. Znacznie lepszy w pierwszej połowie był natomiast Hassan Whiteside. Dziś ofensywnego popisu nie powtórzył Michael-Kidd Gilchrist, ale trener Clifford umiejętnie rotował rezerwowymi, którzy okazali się dzisiaj główną przewagą Hornets nad Heat.

Houston Rockets (1-1) – Dallas Mavericks (0-2) 106:98

Indywidualne statystyki Jamesa Hardena nie były w tym meczu aż tak szalone, ale wystarczyły na dość pewną wygraną nad Dallas. Dziś liderem punktowym Rakiet został Trevor Ariza (31pkt). Honoru Maverics w derbach teksasu próbował bronić Harrison Barnes, który zgodnie z przewidywaniami został pełnoprawną pierwszą opcją zespołu (31pkt, 13/23). Na nic zdał się jednak jego niezły występ, bo nie najszybsza rotacja Dallas po prostu nie nadążała za podopiecznymi Mike’a D’Antoniego.

Los Angeles Lakers (1-1) – Utah Jazz (1-1) 89:96

Obyło się bez niespodzianki i tym razem młodzi Lakers nie podołali rywalom. Zespół z Salt Lake City do zwycięstwa poprowadził rozgrywający George Hill, który zdobył 23 punkty, biorąc na siebie dużą część ofensywy Jazz. Z nie najlepszej strony pokazał się dziś młody trzon Lakersów. Kwartet Russel-Clarkson-Randle-Ingram zdobył łącznie tylko 22 punkty – mniej niż George Hill. Liderować musieli weterani. Nick Young i Lou Williams wzięli na siebie ciężar zdobywania punktów, a Loul Deng powalczył na tablicach (12 zbiórek). W polu trzech sekund jak zwykle rządził Rudy Gobert, zbierając 6 piłek w ataku, a w defensywie rozdając 4 bloki. Okazuje się, że grający z ławki Derrick Favours jest dobrym pomysłem – jako rezerwowy zdobył 15 punktów, dając odpocząć Gobertowi, zmieniając nieco profil ofensywy Jazz.

Golden State Warriors (1-1) – New Orleans Pelicans (0-2) 122:114

Anthony Davis dwoił się i troił – rozegrał po raz drugi z rzędu fantastyczne spotkanie, ale nie zdało się to na wiele wobec zmotywowanych Warriors. Drużyna z Oakland wyglądała dużo lepiej niż w przegranym meczu z SAS. Wynik meczu ustawiła 1. kwarta, wygrana przez GSW dziesięcioma punktami – następne trzy kwarty były już stosunkowo wyrównane. Bohaterem gości okazał się Kevin Durant, który prezentował się dziś świetnie po obu stronach parkietu. Okazał się też bezbłędny na linii rzutów wolnych (12/12) – właśnie na ten element gry liczyli Warriors sprowadzając Kevina. Golden State zaskakująco dobrze poradzili sobie na tablicach (17 zbiórek Duranta, po 11 Pachulii i Greena), remisując w tym aspekcie z Pelikanami.

Davis po raz kolejny nie był w stanie sam doprowadzić zespołu do zwycięstwa – 45pkt/17zb/3as/2blk. Średnie Davisa to na ten moment 47,5pkt/16,5zb. Wow.

Kopiuj link do schowka