Recap: Spurs biorą odwet na Rockets

13/11/2016
Kawhi Leonard vs James Harden

Z soboty na niedzielę rozegrano aż 11 meczów, z czego większość zespołów upodobała sobie wynik oscylujący w granicach 106 punktów. Najciekawiej zapowiadał się rewanż za niedawną porażkę Spurs z Rakietami oraz powrót Tony’ego Parkera po kontuzji. W pozostałych spotkaniach próżno szukać spotkań, które wcisnęły by nas w fotel. Zapraszam na niedzielny recap.

*pierwsze 5 relacji zostało przygotowanych przez Kamila Kucharskiego.

Sponsor serwisu

Los Angeles Lakers (6-4) – New Orleans Pelicans (1-9) 126:99

Możemy mówić w przypadku tego meczu o pogromie, zwłaszcza przez pryzmat tego, co widzieliśmy w drugiej połowie. A druga połowa należała całkowicie do D’Angelo Russella (22pkt/6as/3zb) i Jordana Clarksona (23pkt, 4/6 za trzy). W ogóle ten mecz Lakers wygrali przede wszystkim na obwodzie – oddali 10 więcej trójek niż Pelikany i trafili o 10 więcej. Dla zespołu z Luizjany w końcu dobre spotkanie zagrał pierwszoroczniak Buddy Hield – przy niezłej skuteczności zdobył 18 punktów w 26 minut na parkiecie. O kolejnym dobrym meczy Anthony’ego Davisa (34pkt/8zb/2blk) nie trzeba nawet wspominać – to wszystko za mało.

Boston Celtics (5-4) – Indiana Pacers (4-6) 105:99

Gdyby nie fakt, że na parkiecie nie pojawił się Paul George (ma wrócić na kolejne spotkanie), Pacers mieliby spore szanse na ogranie zawodników Bostonu. W końcu dobry mecz zagrał duet Monta Ellis (15pkt/4zb/4as) i Jeff Teague (20pkt/3zb/4as). Zwłaszcza drugi z zawodników częstym dostawaniem się na linię rzutów wolnych napsuł trochę krwi podopiecznym Brada Stevensa. Mecz w ogóle obfitował w faule i rzuty wolne – nie sprawia to, że mecz jest szczególnie atrakcyjny dla oka. Styl stylem, ale Celtics skutecznie wykonali zadanie, w ataku wyglądali naprawdę dobrze, każdy miał swoje sytuacje rzutowe i potrafił je w większym lub mniejszym stopniu wykorzystać.

New York Knicks (3-6) – Toronto Raptors (7-2) 107:118

Dostalismy dosyć równe spotkanie, w którym dopiero ostatnia kwarta wyłoniła zwycięzce. Knicks zdominowali Raptors na deskach – sam Joakim Noah zebrał 18 piłek, z czego aż 8 na atakowanej desce. Punkty z ponowień i z pola trzech sekund były domeną nowojorczyków w tym spotkaniu. Tak jak można było się jednak spodziewać, Knicks zostali zabiegani, punkty z kontrataków przeważyły szalę zwycięstwa. Zarówno DeMar DeRozan (33pkt/7zb/4as) jak i Kyle Lowry (16pkt/6zb/6as) zagrali świetne spotkanie. Nie wiem, kto będzie w stanie zatrzymać DeRozana poniżej trzydziestki.

Philadelphia 76ers (1-8) – Atlanta Hawks (7-2) 96:117

Po raz kolejny sttarcie tych ekip przynosi dosyć pewne zwycięstwo Hawks. Sixers grali bez Joela Embiida, co oznacza, że większe minuty dostał Jahlil Okafor. Może nie rzuca za trzy jak Embiid, ale ofensywnie także jest bardzo utalentowany. Bohaterem Jastrzębi okazał się Tim Hardaway Jr., który w nie całe 20 minut na parkiecie zbombardował przeciwników rzutami z dystansu (5/10 za trzy). Bardzo niemrawo zaprezentował się Paul Millsap (6pkt/4zb/3as), który przez całe spotkanie nie mógł znaleźć drogi do kosza. Dobrą zmianę dał jednak Khris Humpries (13pkt/9zb) – odpowiednia rotacja składem to as w rękawie trenera Budenholzera.




Utah Jazz (7-4) Miami Heat (2-6) 102:91

Nawet wczesne zejście z parkietu Derricka Favorsa przez kontuzje, nie powstrzymało Jazz przed obnażeniem słabości Heat na skrzydłach. W szeregach drużyny z Florydy nie bardzo kto ma bronic Gordona Haywarda (25pkt/9zb/4as). Może być to Justise Winslow, ale ktoś musi bronić drugiego skrzydła. To i nieobecność Gorana Dragicia uniemożliwiła podopiecznym trenera Spoelstry na pokonanie Jazzmanów. Heat wyglądali nieźle, ale do przełamania obrony Jazz potrzeba w tym sezonie znacznie większej siły ogniowej – tej brakuje w Miami.

San Antonio Spurs(7-3)- Houston Rockets(5-4)- 106:100

Spurs zmierzyli się z Rakietami po raz drugi z rzędu na przestrzeni zaledwie 3 dni. James Harden zanotował kolejne triple-double w starciu z Ostrogami (25 punktów,13 asyst i 11 zbiórek), lecz tym razem jego statystyki nie pomogły w odniesieniu zwycięstwa przez jego drużynę. Wszystko za sprawą powracającego do zdrowia Tony’ego Parker, który z powodu urazu musiał opuścić trzy ostatnie spotkania. Po powrocie na parkiet Francuz pokazał, że pomimo 34 lat na karku wciąż jest niezbędnym elementem układanki Gregga Popovicha. Rozgrywający Spurs zanotował 16 punktów i rozegrał 27 minut (drugi najlepszy wynik w bieżących rozgrywkach). Ostrogi prowadzone przez Kawhi Leonarda (20 punktów) w finałowej kwarcie osiągnęły 13 punktów przewagi na 6 minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry. Houston zdołało odpowiedzieć runem i zredukować różnicę do 4 oczek na niecałe 2 minuty do końca starcia. Spurs zabili jednak pojedynek indywidualną akcją LaMarcusa Aldridge’a i ostatecznie sięgnęli po kolejne wyjazdowe zwycięstwo.  Goście mają perfekcyjny bilans w delegacjach 5-0, gdzie średnio pokonują przeciwników różnicą 12.8 punktu.

Washington Wizards(2-7)-Chicago Bulls(6-4)- 95:106

Wizards rozpoczęli serię meczów wyjazdowych i grając bez swoich dwóch największych gwiazd- Johna Walla i Bradleya Beala jedynie przez 24 minuty potrafili być równorzędnym przeciwnikiem dla Byków. Chicago wygrało trzecią kwartę 29-14, a Jimmy Butler zdobył aż 37 punktów i był gorszy tylko o 2 oczka od swojego najlepszego wyniku punktowego w bieżącym sezonie. Ponadto zebrał 8 piłek oraz rozdał 9 asyst (najwięcej w obecnych rozgrywkach).

Marcin Gortat zanotował solidne double-double z 18 oczkami i 14 zbiórkami, lecz otwarcie skrytykował ławkę rezerwowych swojej drużyny, gdzie według jego opinii jest najgorszą w całej lidze. Rezerwowi Czarodziejów zdobyli tylko 18 punktów, a ich odpowiedni po drugiej stronie parkietu 32.

Los Angeles Clippers(9-1)- Minnesota Timberwolves(2-6)- 119:105

Clippers bez większych trudności przejechali się na młodej ekipie Wilków odnosząc już 6 wygraną z rzędu oraz zaliczając najlepszy start w historii organizacji. Każdy z zawodników pierwszej piątki zagrał bardzo wyrównane spotkanie pod względem punktowy zdobywając co najmniej 10 oczek lub więcej. LAC z meczu na mecz wyglądają jak drużyna, która jest gotów powalczyć o coś więcej niż tylko drugą rundę rozgrywek posezonowych. Goście imponują zwłaszcza w defensywie, gdzie pozwalają drużynie przeciwnej na uzyskanie średnio 91.9 punktu na jedno spotkanie, co jest najlepszym wynikiem w całej lidze.

Wolves w połowie czwartej kwarty, która dłużyła się niemiłosiernie postanowiła zastosować taktykę Hack-a-Jordan, lecz tego dnia środkowy Clippers był, jak na niego, dobrze dysponowany na linii rzutów wolnych trafiając 10 na 16 oddanych prób.

Memphis Grizzlies(4-5)-Milwaukee Bucks(5-4)-96:106

Dominacja w pomalowanym powoli staje się znakiem firmowym Bucks, gdzie gospodarze zdobywają średnio 49.8 punktu na jedno spotkanie (najlepszy wynik w lidze), a w 6 z 9 ostatnich meczów notowali w tym elemencie co najmniej 50 oczek.

Kozły zdobyły 18 z 50 punktów w pomalowanym w czwartej kwarcie, która rozstrzygnęła losy tego starcia na korzyść gospodarzy. Giannis Antetokounmpo zaliczył 27 punktów, a Michael Beasly 19, co jest jego najwyższym dorobkiem w obecnym sezonie.

Po stronie gości najlepiej spisał się Marc Gasol (18) oraz z ławki 17 punktów dorzucił Vince Carter. Memphis w ostatnich 2:56 minutach nie potrafiło odpowiedzieć ani jedną skuteczną akcją, a Bucks w tym czasie zanotowało 7 oczek zabijając ten mecz.

Detroit Pistons(5-5)-Denver Nuggets(3-6)-106:95

Bryłki szukają wciąż pierwszej wygranej w sezonie na własnym parkiecie, gdzie przegrali wszystkie trzy spotkania. Ich przeciwnicy natomiast zanotowali w końcu zwycięstwo w delegacji za sprawą Tobiasa Harrisa oraz Marcusa Morrisa. Pierwszy z nich zdobył 19, a drugi 17 oczek.

Pistons załatwili biznes w pierwszych 12 minutach gry, gdzie byli lepsi od rywali o 15 punktów. I pomimo, że pozostałe przegrali w stosunku 70-74, to przewaga wypracowana w q1 wystarczyła do ostatecznego triumfu. Nuggets są sami sobie winni, bo 15-krotnie popełniali straty, a jedyny pozytywny zryw tego wieczoru przytrafił im się pod koniec drugiej kwarty (18-6), co pozwoliło im zredukować prowadzenie gości do stanu 49-57. Na więcej jednak nie było ich już stać.

Brooklyn Nets(4-5)-Phoenix Suns(3-7)- 122:104

Wynik może być nieco mylący, bo na 4:16 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry Nets prowadzili 102-100. Wtedy jednak zdobyli  17 punktów z rzędu bez żadnej odpowiedzi ze strony przeciwnik i po raz pierwszy w bieżących rozgrywkach Brooklyn mógł cieszyć się z wyjazdowego zwycięstwa.

Suns oddali w tym spotkaniu   107 rzutów z gry (najwięcej prób w sezonie w całej lidze), z czego tylko 40 znalazło drogę do kosza (37.4%). A ich najlepszy strzelec TJ Warren zdobył 18 punktów. Po stronie gości najlepiej zaprezentował się Rondea Hollis-Jefferson, który wspierany był przez swoją mamę z trybuną, zanotował 20 oczek, co jest jego najlepszym dorobkiem punktowym w jego krótkiej karierze.




Kopiuj link do schowka