Recap: Show Duranta

04/11/2016
Kevin Durant

29 punktów do przerwy, 39 w całym meczu, do tego wyrównanie rekordu kariery pod względem liczby trafionych trójek, jedna czapa od Russella Westbrooka, jeden plakat od Jeramiego Granta i jeden trash talk od Enesa Kantera. Tak wyglądał w skrócie pierwszy mecz Kevina Duranta z jego poprzednim zespołem. Warriors zdeklasowali Thunder.

Orlando Magic (2-3) – Sacramento Kings (2-4) 102:94

Orlando Magic wystartowali sezon od 3 porażek, ale ostatnie dwa mecze rozstrzygnęli na swoją korzyść. Ten z Kings nie zaczął się po ich myśli, bo już w pierwszej kwarcie rywale odjechali na 8 punktów. Frank Vogel w końcówce pierwszej połowy postawił na doświadczone rezerwy z Jeffem Greenem, D.J. Augustinem, C.J. Watsonem i Bismackiem Biyombo i ten skład odrobił straty i wyprowadził Magic na prowadzenie. W drugiej połowie dołożyli dużo lepszą obronę, zatrzymując rywali na zaledwie 16 punktach w ostatniej kwarcie. Duża w tym zasługa Nika Vucevicia, który krył DeMarcusa Cousinsa, a także Aarona Gordona oddelegowanego do obrony przeciwko Rudy’emu Gayowi.

Kings mimo kolejnej porażki nie grają źle. Oczywiście porównuję to do tego jak grali w poprzednim sezonie i nie ma się co dziwić, że jest poprawa, ale to wciąż za mało. Jeśli poważnie myślą o playoff, to takie mecze muszą padać ich łupem. Szczególnie, że sami sobie najbardziej utrudniają. Przeciwko Magic nie trafili do kosza przez ostatnie 4 minuty i na nic się zdały 33 punkty DeMarcusa Cousinsa.

Cleveland Cavaliers (5-0) – Boston Celtics (3-2) 128:122

Pierwszy raz od 40 lat, dokładnie od sezonu 1976/77, Cavaliers rozpoczęli rozgrywki od 5 kolejnych zwycięstw. Wtedy dojechali aż do 8. Do wygranej poprowadził ich LeBron James, który 20 ze swoich 30 punktów rzucił w trzeciej kwarcie. Dzięki temu zbliżył się na 2 punkty do Hakeema Olajuwona na liście wszech czasów i prawdopodobnie w najbliższym spotkaniu przejdzie na miejsce numer 10. James trafił 12 z 22 rzutów, miał 12 asyst, 7 zbiórek i jeden konkretny wsad.

Swoje jak zwykle dołożyli Kevin Love (26 punktów, rekord sezonu), Kyrie Irving (23 punkty) i Tristan Thompson (15 punktów, 14 zbiórek), który już w przerwie meczu miał na koncie double-double.

Celtics zagrali bez dwóch zawodników pierwszej piątki. Al Horford po wstrząśnieniu mózgu nie dostał jeszcze pozwolenia na powrót na boisko, a Jae Crowder skręcił kostkę i nie będzie grał przez tydzień. W miejsce tego drugiego do piątki wszedł debiutant Jaylen Brown i zanotował najlepszy mecz w swojej krótkiej jak na razie karierze, zdobywając 19 punktów.

Milwaukee Bucks (3-2) – Indiana Pacers (2-3) 125:107

Najważniejsze z tego meczu. Thon Maker zadebiutował we własnej hali, zagrał minutę, trafił dwie trójki. Jestem oddanym fanem.

A poza tym Bucks dostali najlepszy mecz w krótkim sezonie od Giannisa Antetokounmpo i Jabariego Parkera. Obaj rzucili po 27 punktów. Grek miał do tego 9 asyst i 7 zbiórek, a Jabari trafił rekordowe w karierze 4 trójki i dodał 8 zbiórek. Swoje zrobili też Greg Monroe, wciąż wchodzący z ławki (16 punktów, 16 zbiórek, 6 asyst), a także coraz lepiej grający Tony Snell, pozyskany niedawno w wymianie z Chicago Bulls. Dzisiaj uzbierał 14 punktów.

Pacers przegrali trzeci mecz na wyjeździe i jeszcze nie zasmakowali smaku zwycięstwa poza własną halą. Paul George rzucił 23 punktów, 19 dodał C.J. MIles, a 16 Jeff Teague.

Minnesota Timberwolves (1-3) – Denver Nuggets (2-2) 99:102

To już trzeci mecz w tym sezonie, w którym Wolves prowadząc ponad 10 punktami przegrywają. Kłania się brak doświadczenia. Tym razem było to 15 punktów przewagi. Wolves przegrali też mimo prowadzenia 17 z Grizzlies i 18 z Kings. Tom Thibodeau musiał być bardzo zirytowany. Przynajmniej Karl-Anthony Towns zagrał najlepszy mecz w sezonie, notując 32 punkty i 14 zbiórek. 25 dołożył Andrew Wiggins, a Nemanja Bjelica 14. Serb mógł też zapewnić dogrywkę Wilkom, ale nie trafił ostatniego rzutu.

Nuggets zagrali szerokim składem, wykorzystując dobrą dyspozycję ławki. Rezerwowi uzbierali 45 punktów, a przewodził wśród nich Wilson Chandler z 19 oczkami. 19 dołożył Danilo Gallinari, a 18 Jusuf Nurkic. Pierwszy raz w pierwszej piątce wyszedł Jamal Murray, ale nie trafił wszystkich rzutów z gry.

Golden State Warriors (4-1) – Oklahoma City Thunder (4-1) 122:96

Przyjazd dawnych kumpli to zawsze powód do innych emocji niż zwykle. Tak samo było w przypadku Kevina Duranta, który na starcie z OKC Thunder przygotował swój najlepszy mecz jak dotąd w sezonie. Trafił 7 trójek, wyrównując rekord kariery, grał po prostu wyśmienicie. Pełny highlight macie tutaj:

Nie obyło się jednak bez dodatkowych smaczków. Jednym z nich była rozmówka Duranta z Enesem Kanterem, gdy ten siedział na ławce. Możecie mnie zjechać za to, że sobie dopowiadam, ale po minach Stevena Adamsa czy Nicka Collisona widać jaki mają stosunek do Kevina. Dla nich jest po prostu gościem, z którym nie warto nawet rozmawiać.

Po Thunder widać było, że mają zbyt krótką ławkę do rywalizacji z Warriors, poza tym niecałe 24 godziny wcześniej rywalizowali do ostatnich akcji z LA Clippers o wygraną, a Warriors mogli odpoczywać. Różnica w zmęczeniu zatem była widoczna. Z tego też powodu Russell Westbrook został ograniczony do zaledwie 20 punktów, 6 zbiórek i 10 asyst przy słabej skuteczności. Wybaczcie, ale więcej mi się o tym meczu nie chcę pisać. Nastawiałem się na coś nieco innego, a dostaliśmy bardzo jednostronny pojedynek. Szkoda.




Kopiuj link do schowka