RECAP: Nikt nie jest doskonały

13/12/2015
Giannis Antetokounmpo

Za nami 9. spotkań, w których w Milwaukee doszło do największej sensacji. Mistrzowie NBA polegli pierwszy raz w sezonie, Knicks po bardzo zaciętym meczu wygrali z Portland Trail Blazers, a Mike Budenholzer został ponownie upokorzony przez swojego mentora Gregga Popovich.

Mecz dnia:

Sponsor serwisu

New York Knicks(11-14) @ Portland Trail Blazers (10-15)- 112-110

Nowojorczycy na 14 ostatnich wizyt w Portland tylko dwukrotnie okazywali się lepsi od przeciwnika. Dziś mogą dopisać sobie trzeci skalp i w końcu po 4 porażkach z rzędu mogą odetchnąć z ulgą.

Jeszcze na 2.2 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry przy wyniku 112-108 dla NYK Damian Lillard był faulowany przy rzucie za 3 pkt. Pierwsze z dwóch trafił bez problemu, a trzeci umyślnie spudłował. Piłka po małym bilardzie znów trafiła w jego ręce, lecz miał za mało czasu na oddanie rzutu i zrobił to z szybkim obrotem. Cyrkowy rzut nie przyniósł jednak pożądanego efektu, choć trzeba przyznać, że było blisko.

Portland nie przegrali jednak tego meczu w samej końcówce, a dokładnie w ostatnich 12 minutach spotkania. Knicks wypunktowali Blazers w czwartej kwarcie 36-24 i w przekroju całego starcia ławka gości była bardziej produktywna zdobywając 46 oczek przy 32 Blazers.

Carmelo Anthony po 4 spotkaniach z rzędu na których rzucał na skuteczności poniżej 35% w pojedynku z Portland miał swój dzień. Był 13-21 z gry (61.9%) i zanotował 37 punktów, co jest wyrównaniem jego najlepszego wyniku strzeleckiego w obecnych rozgrywkach.

Ciekawostki:

– Kristaps Porzingis w ciągu 19 minut przebywania na parkiecie był 0-6 gry i zdobył słownie “zero” punktów. ?otysz w sezonie notuje średnio 14.1 punktu na jedno spotkanie.

– Damian Lillard zdobył wczoraj 29 “oczek” i stał się pierwszym zawodnikiem od czasów Clyde’a Dexlera z sezonu 1991-92, który w pierwszych 25 spotkaniach uzbierał 600 punktów rozdając przy tym 150 asyst.

-Robin Lopez i Arron Afflalo pierwszy raz zagrali przeciwko swoim byłym kolegom po tym jak w lecie zostali wolnymi agentami. Afflalo rzucił 15 punktów, a Lopez 14 i dodał do tego 7 zbiórek.

Warto zobaczyć:

Washington Wizards(11-14)@ Dallas Mavericks(13-10)- 114-111

Wizards nie potrafili pokonać Dallas od października 2009 roku i przed spotkaniem mieli utrudnione zadanie, ponieważ pewne było, że drugi mecz z rzędu podopieczni Randy’ego Wittmana radzić sobie muszą bez drugiego najlepszego strzelca drużyny Bradleya Beala.

Jednak tuż przed rozpoczęciem 4 kwarty Czarodzieje zbudowali 18 punktową przewagę. Wygodną powiadacie? Nic bardziej mylnego. Ekipa Marcina Gortata (Polak zaliczył kolejne double-double z 14 “oczkami” i 7 zbiórkami) w niezwykle frajerski sposób pozwoliła dogonić się gospodarzom, którzy ostatnie 12 minut spotkani wygrali w stosunku 39-24. Jeszcze na 4.4 sekundy przed końcem spotkania przewaga Wizards stopniała do jednego punktu. Po chwili John Wall odpowiedział dwoma celnymi osobistymi, a Dirk Nowitzki nie trafił potencjalnego game-winnera.

Ciekawostka:

– Wall zaliczył 16 asyst w jednym spotkaniu, co jest najlepszym wynikiem w obecnym sezonie.

Golden State Warriors (24-1!)@ Milwaukee Bucks(10-15)- 98-105

Warriors nie pobiją rekordu legendarnych Lakers z lat 1971-72. Wojownicy nie dobrnęli też do serii 27. meczów bez porażki Miami Heat z sezonu 2012-13.

Co ciekawe, to właśnie Kozły przerwały marsz po 34. zwycięstwo z rzędu tamtych Jeziorowców. W Milwaukee wyraźnie nie przepadają, gdy któraś z drużyn wystaje za bardzo przed szereg. Wśród Bucks na pochwały zasłużył tercet Greg Monroe, O.J Mayo i Giannis Antetokounmpo. Pierwszy z nich był liderem punktowym gospodarzy i zakończył mecz z 28 puntkami (11/16 z gry), drugi trafił cztery rzuty zza łuku na 8 prób, a ostatni zanotował pierwsze w karierze triple-double (11 punktów, 10 asyst i 12 zbiórek).

Stephen Curry nie był tak produktywny jak w zawsze. Uzbierał co prawda 28 punktów, lecz w rzutach z dystansu był 2/8. Lidera GSW wspierał Dreymond Green ze swoimi 24 “oczkami”, ale do pełni szczęścia zabrakło co najmniej lepszej postawy w ofensywie Klaya Thompsona. Obwodowy Wojowników nie mógł znaleźć rytmu w ataku przez co był 4-14 z gry (28.5%) i dobrnął do pułapu zaledwie 12 punktów.

Nikt nie jest doskonały i każda seria dobiega kiedyś końca. Przynajmniej z gości zejdzie trochę presji związanej z biciem rekordów, bo w pojedynku z Bucks zabrakło wyraźnie świeżości. Bucks zdominowali grę swoją fizycznością i większym zaangażowaniem. Amen!

New Orleans Pelicans (6-17)@ Chicago Bulls (13-8)- 94-98

Bulls w ostatnich dwóch posiadaniach uniknęli trzeciej porażki z rzędu w United Center. Najpierw Aaron Brooks wjazdem pod kosz i lay-upem wyprowadził Byki na wygodnie dwupunktowe prowadzenie, a później w kolejnej akcji gospodarzy rzutem z półdystansu Derricka Rose’a zamknął ten mecz.

Brooks był prawdziwym killerem wchodząc z ławki. Uzbierał łącznie 17 “oczek” z czego 15 w czwartej kwarcie. Po stronie gości Anthony Davies i Tyreke Evans każdy z nich zdobył po 22 punkty, lecz pierwszy był 8-24 z gry(33.3%), a drugi nie dobrnął do granicy 50.0%.

Dla Pelikanów była to już 17. porażka w sezonie, natomiast Byki wskoczyły na najniższy stopień podium w Konferencji Wschodniej.

Los Angeles Clippers (14-10)- Brooklyn Nets (7-16)- 105-100

Ubiegłej nocy mieliśmy mały festiwal przerywanych serii. Oprócz niewątpliwie tej największej związanej z GSW, to LAC odpędzili demony związane z grą na wyjazdach przeciwko Nets. W New Jersey przegrali siedem meczów z rzędu, lecz to już jest historią.

Blake Griffin odniósł pierwszą wygraną nad gospodarzami od kiedy przywdział barwy Clippers i znacznie przyczynił się do końcowego triumfu. Zegar do końca spotkania pokazywał mniej niż jedną minutę i silny skrzydłowy LAC dwukrotnie z rzędu trafił ważne rzuty z półdystansu. Jego akcję zabiły ten mecz i ochotę do gry gospodarzy.

Griffin wraz z J.J Redickiem byli najlepiej punktującymi zawodnikami wśród gości. Każdy z nich zdobył po 21 punktów. Wspierał ich Chris Paul, który do 15 “oczek” dołożył aż 14 asyst.

Po stronie Brooklyn Nets najlepiej zaprezentowali się Thaddeus Young oraz Jarret Jack. Obaj łącznie uzyskali 34 “oczka”, lecz to było za mało, by ich drużyna odniosła 3. zwycięstwo z rzędu, co jeszcze nie zdarzyło im się w obecnych rozgrywkach.

Boston Celtics (14-10)- Charlotte Hornets (14-9)- 98-93

Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Celtics po dwóch dogrywkach z Warriors jechali z wizytą do Szerszeni, którzy są rewelacją obecnych rozgrywek i na parkiecie rywali odnieśli 14. wygraną w sezonie.

Isaiah Thomas i Avery Bradley– ten duet załatwił obronę Hornets. Obaj dżentelmeni zdobyli łącznie 44 punkty. Pierwszy z nich 21, a drugi dołożył 23. Thomas świetnie radził sobie również w kreowaniu akcji rozdając 13 asyst i w dodatku trafił 50.0% swoich rzutów. Bradley rzucał na jeszcze lepszej skuteczności(był 9-17 z gry).

Celtics w meczach back-to-back mają bilans 4-1, a o ich końcowym triumfie zadecydowała 3 kwarta, w której byli lepsi od gospodarzy o 8 punktów.

San Antonio Spurs (20-5)- Atlanta Hawks (14-11)- 103-78

To był blow-out. Jastrzębie w pierwszej połowie zdobyły zaledwie 25 punktów, co jest najgorszym wynikiem w obecnych rozgrywkach wśród wszystkich drużyn w lidze.

Trener Atlanty wciąż nie znalazł sposobu na pokonanie Gregga Popovicha, a Ostrogi zanotowały już 11. zwycięstwo z rzędu w serii przeciwko Hawks.

Los Angeles Lakers (3-21) @ Houston Rockets (12-12)- 97-126

Kobe Bryant pomimo 37 lat na karku zagrał naprawdę przyzwoite zawody w starciu z Rakietami. W ciągu 31 minut był 9-16 z gry, dzięki czemu wywalczył 25 punktów, dołożył do tego 7 zbiórek i 6 asyst. Sam Bryant to jednak za mało i gospodarze gładko pokonali Jeziorowców 126-97.

Rockets trafiali 52.2% swoich rzutów, zanotowali o 12 więcej zbiórek i 11 asyst niż Jeziorowcy. James Harden zakończył spotkanie z 30 “oczkami” i był oczywiście najlepszym strzelcem drużyny jak i całego meczu.

Indiana Pacers (13-9) @ Detroit Pistons (14-11)- 96-118

Pacers wygrali 7 z ostatnich 8 delegacji w Pistons, lecz tym razem odbili się od ściany. Defensywa Tłoków zatrzymała ich na 96 punktach, a trener gospodarzy Stan Van Gundy długo czekał na noc taką jak tak, w której każdy z graczy wiedział dokładnie co ma robić na parkiecie.

Detroit zamknęli mecz w drugiej i trzeciej kwarcie. Wygrali je odpowiednio 11 i 13 punktami i od tej pory nie oglądali się więcej za siebie. Wśród gospodarzy najwięcej punktów zdobył Reggie Jackson (21), a po stronie gości George Hill z 14 “oczkami”. Paul George tym razem miał problemy ze skuteczności, gdzie był 4-14 z gry i zakończył spotkanie z 13 punktami.

 

Kopiuj link do schowka