Przyszłość Miami Heat nie jest wcale taka jasna

28/03/2017
Heat

Nawet jeśli piękna historia Miami Heat zakończy się happy endem, to drugiego aktu pewnie nie będzie.

Miami Heat są jedną z najlepszych historii w tym sezonie. Po niezwykle słabym początku, okraszonym bilansem 11-30 i powszechną opinią, iż na Florydzie rozpoczęto wielkie tankowanie, podopieczni coacha Spoelstry zanotowali 13 zwycięstw z rzędu (co jest najdłuższą serią tego sezonu) i aktywnie włączyli się do walki o playoffy. Ich waleczność i nieustępliwość w dążeniu do celu, zjednała im wielu nowych fanów, a prawdopodobne wejście do rozgrywek posezonowych pomimo tak słabego bilansu, będzie wydarzeniem bez precedensu. Jednakże cała ta piękna historia, nawet jeśli zakończy się happy endem, to drugiego aktu najprawdopodobniej mieć już nie będzie.

Sponsor serwisu

Brak tankowania nie powinien nikogo dziwić, zważywszy na postać prezydenta klubu, Pata Riley’a. Pat nie dopuszcza raczej do siebie pojęć takich jak poddanie sezonu. I jeśli Riley nie stał się nostalgiczny na starość (co mu raczej nie grozi, patrząc na sytuację z D-Wade’m), to patrzy już w stronę przyszłego sezonu, poświęcając tylko częściowo uwagę na obecny run w stronę minimum 8 miejsca. A tam sytuacja nie rysuje się już tak dobrze.

Przede wszystkim, utrzymanie formy i motywacji, aby w następnym roku pójść o krok dalej nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. De facto co roku mamy drużynę, która zaskakuje i osiąga więcej zwycięstw niż przewidywano, awansując do playoffów. Tak samo co roku jest zespół, który miał kontynuować sukces, a zawodzi na całej linii. Detroit 2016, Pelicans 2015, czy nawet Bobcats 2014. Każda z tych drużyn zagrała zaskakująco dobry sezon, po czym w kolejnym nie zachwycała i jechała na wakacje już w kwietniu. Podobnie jest z Portland w tym roku, chociaż ci wciąż mają dużą szansę na wyprzedzenie Denver, lecz mimo wszystko nie grają już tak dobrze jak przed rokiem.

Druga rzecz to skład.

Po pierwsze, w obecnym składzie Miami nie przebrnie przez pierwszą rundę, ani teraz ani za rok, chyba, że dojdzie do katastrofy w którymś z zespołów z czołówki Wschodniej Konferencji, na co się nie zapowiada. Natomiast samo utrzymanie obecnego trzonu może być trudnym zadaniem w te wakacje.

James Johnson kończy kontrakt i zapewne jak każdy zawodnik obecnie będzie chciał skorzystać z finansowych możliwości, jakie się przed nim otworzą, czyli poszuka podwyżki. Niekoniecznie na Florydzie.

Podobnie Dion Waiters, który co prawda ma opcję gracza na przyszły sezon, ale nie wydaje mi się, żeby z niej skorzystał.

Co prawda z listy płac spadnie niemały przecież kontrakt Chrisa Bosha, lecz Miami musi kogoś pozyskać, jeśli chce liczyć się w walce o coś więcej niż 5/6 dodatkowych spotkań z końcem kwietnia.

Ze ścisłej czołówki zapewne nie skuszą nikogo, ale już taki Paul Millsap jest jak najbardziej do wyjęcia. Podobnie JJ Redick, czy Patty Mills mogą skusić się na grę dla Żarów, będąc jednocześnie wymiernym wzmocnieniem. Pozostaje kwestia tego czy oferta Heat będzie rzeczywiście przekonująca.

Wszystko zależy od decyzji finansowych, które podejmie Brylantynowy Pat, a które mogą zaskoczyć. Tak czy inaczej, spadek wyników i zawód oczekiwań fanów to bardziej realny scenariusz dla mnie, aniżeli chwalebny powrót do czołówki ligi w najbliższym czasie.

Kopiuj link do schowka