Podsumowanie wszystkiego

14/04/2017
NBA

To już jest koniec, to już jest koniec, nie ma już nic.

Sezon Pistons już za nami i chociaż rywalizacja w NBA dopiero na dobrą sprawę rusza i zaczynają się Playoffs, to nigdy tak naprawdę nie byłem fanem NBA. Jestem fanem Detroit Pistons i mimo tego że śledziłem zawsze Playoffs (ostatnie lata jak wiemy ciągle bez Pistons oprócz poprzedniego sezonu), to okres od zakończenia sezonu regularnego do finałów był raczej jedną większą przerwa w oglądaniu i analizowaniu spotkań. Na finały zazwyczaj odżywałem, taka lekka kilkutygodniowa przerwa dawała mi kopa, poza tym to w końcu finały i mimo że nie interesował mnie zbytnio los drużyn, to oglądałem je. Piszę o tym, ponieważ w tym roku nie wydaje mi się bym śledził finały NBA. Ten sezon już się dla mnie skończył kilka tygodni temu, gdy było jasne że Pistons pękli. I to pękli na dobre.

Ale zacznijmy od początku, jeszcze przed sezonem pisałem o tym że jakoś dziwnie nie interesuję się startem rozgrywek. Nie czułem jakiś większych emocji i nie czekałem z wypiekami na twarzy na pierwsze mecze. Pisałem, że zwyczajnie jestem spokojny o ten sezon. Oczywiście wszystko w kontekście Pistons. Nie było jakiś wielkich niewiadomych, nowych graczy, nowego trenera czy systemu. Nie było też wysokiego picku w drafcie ani młodego, który miał dać nowy powiem świeżości. Był za to świetnie realizowany plan SVG, dzięki któremu w kilka lat z dna i kompletnego bagna weszliśmy do grona drużyn, którym jeszcze nie za bardzo ufano, ale z którymi trzeba się liczyć. Końcówka poprzedniego sezonu i okres po przyjściu Tobiasa Harrisa był genialny. Seria playoffs z Cavs i chyba najbardziej wyrównane 4-0 w historii NBA były genialne.  Wypowiedzi graczy i trenerów na temat planów na offseason i wzmocnienia Isha Smitha i Jona Leuera również wyglądały bardzo dobrze i były to konkretne odpowiedzi na problemy, które mieliśmy.

No i pojawiła się informacja o kontuzji Reggiego Jacksona, którą po prostu zbagatelizowałem. Ot kontuzja, co może stać się złego. Reggie nie będzie grał i będzie nam go brakować, może to kosztować nas nawet przewagę własnego parkietu w playoffs, ale już wtedy myślałem o playoffs i o tym że raczej nikt nie będzie chciał na nas trafić. Od samego początku sezonu czekałem na to jak będzie wyglądała nasza gra, ale bardziej chciałem by ten czas szybko mijał, by Reggie Jackson wracał do gry, potem by SVG znowu wyciągnął jakąś perełkę przy trade deadline i ruszamy walczyć w Playoffs. Dziś jesteśmy już dużo mądrzejsi i wiemy jak niemądre i oderwane od rzeczywistości były takie myśli. Wydaje mi się w tej chwili, że ta kontuzja Reggiego była początkiem kompletnego rozpadu drużyny i pokazała też jak niewiele trzeba było tutaj, by wszystko się zawaliło i nie wydaje mi się by się udało to ot tak odbudować.

Początek sezonu był jeszcze nawet w miarę obiecujący. Był problem ze Stanleyem Johnsonem i tym że nie widać było jego postępów, ale pisałem też o tym już tekst w jego obronie, że wcale nie patrzę tak negatywnie na jego grę w tym sezonie. Zwłaszcza, że drugą połowę sezonu na tle innych graczy rozegrał naprawdę dobrze. Ale początek sezonu to mała gra w kratkę i dostosowywanie się do tempa Isha Smitha. Byliśmy nawet bodajże jeden mecze na plus przed powrotem Reggiego Jacksona i internet aż gotował się od optymistycznych przewidywań na dalszą część sezonu. Byliśmy w dobrym miejscu bez czołowego gracza. Potem jednak Reggie wrócił i dziś wygląda na to, że kontuzja której się nabawił powinna wykluczyć go na cały sezon. Niestety on sam najwyraźniej nie chciał o tym myśleć, a sztab szkoleniowy nie zauważył tego od razu jak bardzo kontuzja kolana go ograniczyła. Może wrócił za wcześnie, może nie był gotowy psychicznie i z tyłu głowy ciągle miał myśli o oszczędzaniu kolana. To nie był ten sam gracz, którego widzieliśmy w poprzedni sezonie. Zaczęły się problemy, zmiana stylu gry, wewnętrzne spory i wydaje mi się drużyna nawet jeśli nie mówiła tego głośny to zwalała winę właśnie na Jacksona. Wtedy gdzieś po drodze straciliśmy zainteresowanie Drummonda i z dwójką liderów, którzy nie dają z siebie maxa, nie potrafią się do tego przyznać i nie potrafią po prostu pociągnać drużyny wszystko zaczęło się sypać. SVG nie jest też tutaj bez winy i wydaje mi się że wyszło tutaj kompletne niedopasowanie charakteru graczy do Van Gundy’ego. SVG wymaga po prostu zaangażowania przez cały czas, wymaga twardej gry i starania się w obronie. Mówił o tym otwarcie w wywiadach, wręcz czasem jechał po swoich graczach. Taki po prostu jest i wygląda na to, że nasze primadony lekko się na to sfochowały. Potem trade deadline i plotki o wymianach nie pomogły. Ta drużyna została po prostu rozbita od wewnątrz.

Co dalej? Nie widzę tutaj opcji by to zostało w takiej formie w jakiej jest teraz. Aron Baynes mówi, że czuje jakby w Pistons czegoś nie dokończył, ale ciężko wierzyć w to że może tutaj zostać SVG nigdzie się nie rusza i jeśli już mam na kogoś zwalać winę i kogoś pociągnać do odpowiedzialności to naszych „liderów” Jacksona i Drummonda. Gdzieś w trakcie sezonu pisałem taką twardą ocenę poszczególnych graczy i to wtedy nawet wyszło mi, że budując drużynę mistrzowską nie możemy mieć na pozycji centra kogoś takiego jak Andre Drummond. Reggie Jackson również nie spełnia swojej roli i nie widzę żadnego problemu w tym by wywiesić białą flagę, przyznać się do tego że to po prostu nie wypali i zacząć od nowa. SVG do it. Jest masa decyzji, co zrobić z najbardziej opłacanymi zawodnikami, co zrobić z logjamem na pozycji SF. Co zrobić z pozycją pierwszego PFa, co zrobić z Ellensonem, który dobrze zaprezentował się w końcówce sezonu. To masa roboty, masa pytań i miejmy nadzieję też odpowiedzi i ruchów jakie zarząd wykona.

No i dochodzimy do ostatniego podsumowania, walnę to prosto z mostu. Nie planuję już prowadzić tego bloga i pisać w przyszłym sezonie. PistonsPoland to moje dzieło, które zacząłem w pojedynkę kilka dobrych sezonów temu, ale na dobrą sprawę regularność z poprzedniego sezonu i pomoc Maćka i Piotrka pozwoliły rozwinąć skrzydła i trafiło tutaj naprawdę sporo osób. Razem zbudowaliśmy niezła społeczność i mam nadzieję sam blog w sobie nie umrze śmiercią naturalną. Także jeśli ktoś miałby ochotę przejąć moje takie cotygodniowe krótkie teksty, śmiało odzywajcie się 🙂

A co do mojej decyzji, to z pewnością takie codzienne siedzenie głęboko w NBA nie mogło zostać ze mną do końca życia. Gdyby nie Wy i Wasza aktywność w poprzednim sezonie oraz WIELKI krok do przodu jaki zrobili Pistons rok temu podejrzewam że to byłby ostatni rok w którym pisałbym na Pistons Poland. Jednak wprost przeogromne rozczarowanie tym co się stało w tym roku ułatwiło mi tą decyzję i tym samym żegnam się z Wami tym tekstem i dziękuję wszystkim z osobna za czytanie, komentowanie i powołanie tego bloga do życia.

Czas się wyspać.

Kopiuj link do schowka