Pierwsza Piątka: Z kosmosu

29/07/2016
Globetrotter Homeworld

W “Pierwszej Piątce” co, a jakże, piątek, kompletuję koszykarskie pierwsze piątki według jednego, mniej lub bardziej losowego motywu przewodniego. 58 lat temu w Waszyngtonie utworzono NASA – to był dla mnie bodziec, żeby poszukać związków koszykówki z kosmosem innych niż Rakiety z Houston.

PG – Baron Davis / Gary Payton / Spud Webb / Sam Cassell. Ponieważ rozważając nad niniejszym składem doszedłem do wniosku, że problemy z podjęciem decyzji w sprawie obsady pozycji rozgrywającego zmyślonego składu koszykarskiego są niczym wobec ogromu kosmosu, pozostawiam ją Wam, za to służę argumentami dla każdej kandydatury. Baron Davis całkiem niedawno upierał się, że został porwany przez kosmitów. Gary Payton nazywa się tak samo jak były astronauta. Spud Webb ma ksywę pochodzącą od Sputnika. Sam Cassell wygląda jak kosmita. Sami zdecydujcie. Tak czy siak skończymy z bardzo przyzwoitym point guardem, jak na standardy panujące w naszej galaktyce.

Sponsor serwisu

SG – Edwin Hubble. Macie prawo nie kojarzyć takiego koszykarza, ale astronoma już powinniście, a przynajmniej nazwany jego imieniem wielki kawał żelastwa orbitujący wokół naszej planety – Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Tak jest – TEN Hubble był gwiazdą koszykówki na początku poprzedniego stulecia. Jako lider drużyny University of Chicago, poprowadził ich m.in. do mistrzostwa konferencji w 1907, grając – podobno – na pozycjach od 2 do 5. Jako, że mierzył sobie 6 stóp i 2 cale wzrostu zostawimy go sobie na obwodzie. Liczę na jego boiskowe IQ – skoro ktoś odkrył zjawisko rozszerzania się Wszechświata, to chyba powinien dać radę obsłużyć pick’n’rolla.

 

View post on imgur.com

Za jego kadencji, reprezentacja uniwerku chicagowskiego wygrała 34 mecze, przegrywając tylko 5, a dla upamiętnienia sportowej pasji Hubble’a (Edwin przez pewien czas – równolegle z karierą naukową – pracował też jako trener koszykarski) w 2009 roku wysłano w kosmos mającą ponad 100 lat piłkę, którą w jednym z meczów kozłował m.in. nasz bohater.

SF – Michael Jordan. Skoro wszyscy oglądali “Kosmiczny mecz”, nikt nie powinien mieć wątpliwości, co do tego wyboru.

PF – Boris Diaw. Diaw to człowiek wielu talentów i zainteresowań, którego największą pasją poza koszykówką są jednak podróże. Gdy skończy karierę zawodniczą planuje wybrać się katamaranem w podróż dookoła świata i choć stara się nie planować zbyt wielu rzeczy w swoim życiu, wie też co będzie potem. – Prędzej czy później polecę w kosmosprzyznaje Diaw, dodając: Pewnie nie w ciągu następnych 10 lat, raczej w ciągu 30. Myślę, że gdy Boris w końcu spełni swoje marzenie, dowiemy się – będziemy wówczas świadkami pierwszego w historii zaćmienia spowodowanego czyimś tyłkiem.

C – Enes Kanter. Na pewno wiele osób chciało być w młodości astronautą, ale tylko Enesowi Kanterowi, ktoś te dawne marzenia wpisał do oficjalnego profilu na stronie internetowej pracodawcy. Faktem jest, że Kanter prawdopodobnie dłużej marzył o zostaniu astronautą niż zawodowym koszykarzem, bo w kosza zaczął grać dopiero w wieku 14 lat, a już pięć lat później grał w NBA. Obstawiam, że porzucił marzenia, gdy urósł do 193 centymetrów, bo taka jest mniej więcej górna granica dopuszczalnego wzrostu dla kosmonautów (na pocieszenie dla Borisa Diawa dodam, że w komercyjnych lotach może takich obostrzeń nie być). Kanter ostatecznie nie poleciał w kosmos, za to udało mu się kiedyś wyekspediować piłkę na orbitę ziemską…

Kopiuj link do schowka