Pierwsza Piątka: Nieznani bracia znanych braci

27/01/2017
duane

W “Pierwszej Piątce” co, a jakże, piątek, kompletuję koszykarskie pierwsze piątki według jednego, mniej lub bardziej losowego motywu przewodniego. Znacie bardzo dobrze ich braci, ale o nich mogliście nie słyszeć – to oni stworzą jednak dzisiejszy skład.

Jak dobrze wiecie – w NBA grało i gra wiele rodzeństw. Dobrze wiecie też, że często jeden z braci ma zdecydowanie większy talent od drugiego. Dominique Wilkins był lepszy niż Gerald. Mark Price był lepszy od Brenta. Blake Griffin jest lepszy od Tylera (mój sixth man dzisiaj!). Mimo tego, ci słabsi bracia – ci Harveyowie Grantowie, Jonowie Barry czy Robinowie Lopezowie ligi także są znani, nie tylko dzięki gwiazdorskiemu statusowi ich braci, ale swojej ciężkiej pracy nad wyjściem z cienia zdolniejszego rodzeństwa. Ja dziś jednak nie o nich.

Sponsor serwisu

Ja dziś o tych braciach, o których się nie mówi, albo robi się to niezwykle rzadko. O braciach notorycznie pomijanych w anegdotkach dotyczących NBA, mimo iż ich rodzeństwo często odgrywa w nich pierwszoplanową rolę. Zdecydowana większość z nich zasłużyła sobie na to, ponieważ nie potrafiła się utrzymać w lidze wystarczająco długo by zostać zapamiętanym. Alternatywna nazwa tej Pierwszej Piątki to “Ci słabsi bracia z rodzeństw rozdzielonych największą przepaścią talentu koszykarskiego”…

PG – Eric Johnson. Vinnie “Microvawe” Johnson nigdy nie był gwiazdą i dziś być może łatwo zapomnieć o jego istnieniu, ale jeśli w pierwszej połowie lat 90. ktoś zapytałby o głównych ojców dwóch mistrzostw Detoit Pistons, to wiele osób tuż po Isiah Thomasie i Joe Dumarsie, jako trzeciego wymieniłoby Vinniego Johnsona. A to było już u schyłku jego kariery, która trwała 13 sezonów i bardzo niesprawiedliwie nie przyniosła mu żadnego tytułu dla najlepszego rezerwowego ligi. Piszę tylo o Vinnie’em, bo trochę nie mam pojęcia co napisać o jego 9 lat młodszym bracie Ericu, którego cały dorobek w NBA to 48 meczów w Utah Jazz w trakcie sezonu 89/90 (jego średnie: 1.1 punktu i 1.3 asysty na mecz). Bracia spotkali się na parkiecie tylko raz – 4 lutego 1990 Pistons pokonali Jazz 115:83, Vinnie rzucił 15 punktów, a Eric – 4 (miał też 5 asyst).

SG – Duane Washington. Duane (to on jest na zdjęciu towarzyszącym artykułowi) był raczej point guardem, ale ze względu na 193 cm wzrostu myślę, że mogę zaryzykować jego wystawienie na drugiej pozycji obwodowej. Nie wiem jaki sens koszykarski ma ta decyzja, bo nie mam pojęcia jakiego rodzaju zawodnikiem był Duane. Niewiele można wyczytać ze statystyk z całej jego kariery w NBA, która nominalnie rozpięta jest na lata 1988-1993 ale faktycznie składa się na nią 19 spotkań, w których Washington rzucał średnio 2.7 punktu, asystował 2.1 raza i zbierał 1.3 piłki z tablicy. Gdyby tak idealnie nie spełniał założeń dzisiejszej Pierwszej Piątki to na pewno nie wziąłbym go do żadnej drużyny ze względu na problemy jakie sprawiał poza parkietem – w 1988 roku, podczas sezonu debiutanckiego w barwach Nets (Duane’a wybrano z 13 pickiem 2. rundy draftu 1987), został zawieszony na 2 lata (stąd to dziwne rozciągnięcie w latach jego kariery) za złamanie przepisów dotyczących przyjmowania substancji niedozwolonych, a w 2012 roku potrącił samochodem 70-letnią kobietę i uciekł z miejsca wypadku. Aha – winien Wam jestem jeszcze informację o tym czyim bratem jest Duane Washington: Dereka Fishera.

SF – Derrick Gervin. Każdy, kto choć trochę interesuje się historią NBA słyszał o “Icemanie” – George’u Gervinie, jednej z najdoskonalszych maszynek do zdobywania punktów jakie kiedykolwiek pojawiły się na parkietach NBA. Gervin rozpoczynał właśnie ostatni sezon w swojej wspaniałej karierze, gdy w Drafcie 1985 z numerem 90. (wypadał on w czwartej rundzie) 76ers wybrali jego 11 lat młodszego brata Derricka. Derrick nie był tego kalibru graczem co George, ale był podobnie zbudowany i także miał zabójczą żyłkę ofensywną. Był jednak w ocenie Sixers zbyt ubogą wersją starszego brata i w klubie, który wybrał go w Drafcie nie zagrał ani razu, a pierwsze 4 lata swojej kariery zawodowej spędził w CBA. W 1990 udało mu się jednak podpisać 10-dniowy kontrakt z New Jersey Nets i zaskoczył wszystkich rzucając po 12 punktów w każdym z 21 meczów, jakie ostatecznie rozegrał w sezonie 89/90 (w tym mecze 25- i 24-punktowe). Jego produktywność w kolejnych rozgrywkach spadła (7,6 punktów na mecz) i Nets nie zaoferowali mu nowego kontraktu (resztę kariery spędził w CBA, ABA, Włoszech, Turcji, Argentynie i Izraelu).

PF – Ed Mikan. Ed może i nie miał najgorszej kariery w BAA/NBA – przez 6 lat notował jako rezerwowy skrzydłowy/center po niespełna 7 punktów i 6 zbiórek w meczu. Nie są to jednak liczby, które 59 lat po zakończeniu kariery gwarantują pamięć kibiców NBA. Nie kiedy jest ona zajęta przez George’a Mikana zwanego przecież “Panem Koszykówką”. Ed nie miał szans, tak jak szans na wyrobienie sobie własnego imienia nie miałby Sean Rooks gdyby był bratem Shaquille’a O’Neala.

C – Tom Scheffler. Można dyskutować czy Tom Scheffler był dużo gorszym koszykarzem od Steve’a Schefflera, ale na pewno jest dużo, dużo mniej popularny. Porównanie statystyk z kariery jest nierozstrzygające w pierwszej kwestii, ponieważ liczby Toma (1,3 punktu i 1,9 zbiórek) są zbliżone do tych należących do Steve’a (1,9 punktu, 1 zbiórka). Tyle, że Steve utrzymał się w NBA w roli gracza z końca ławki przez 7 sezonów i jako członek Seattle SuperSonics doczekał się statusu kultowego, z jakim mógł się równać chyba tylko status Briana Scalabrine. Starszy o 13 lat Tom z kolei zagrał jedynie 39 meczów w sezonie 84/85 w barwach Portland Trail Blazers i nigdy nie doczekał się ogromnej owacji w finałach NBA…

***

Autor prowadzi blogi Mercy Mercy Jerome Kersey oraz Czarne Kwiaty Białe Korzenie, które można lubić na facebooku (MMJK | CKBK) i śledzić na twitterze (MMJK | CKBK). Ma też adekwatny profil na instagramie.




Kopiuj link do schowka