Piątkowe Rankingi ZKNBA – Największy regres

02/02/2018
fot. Getty Images

Dzisiaj w piątkowym rankingu ZKNBA odwracamy sytuację z zeszłego tygodnia. Ostatnio rozważaliśmy, kto zrobił największy postęp, dzisiaj natomiast pochylimy się nad zawodnikami, którzy odnieśli największy regres.

Jest luty i w świecie filmu oznacza to najważniejszy miesiąc w roku, gdyż właśnie wtedy przyznają Oscary. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ w Hollywood już lata temu pewien krytyk wpadł na pomysł rozdania wątpliwych wyróżnień, a mianowicie nagród dla najgorszych tworów danego roku. I tak zazwyczaj na 24 godziny przed Oscarami rozdawane są tzw. Złote Maliny. NBA niestety nie uskutecznia podobnych praktyk (a szkoda), jednak postanowiłem w opozycji do zeszłotygodniowego rankingu stworzyć taką Złotą Malinę NBA.

I tak najbardziej jak dotąd rozwinął się Victor Oladipo. Kto w takim razie najbardziej się „zwinął”?

Honorable Mentions:

Jusuf Nurkic – Bośniak statystycznie nie spadł bardzo, jednakże jest w tym sezonie bardzo chimeryczny i szczególnie w ataku Blazers nie zawsze mogą na niego liczyć. Jednakże w dużej mierze wynika to z niezwykle wysokich oczekiwań po świetnej końcówce zeszłego sezonu. Efekt zaskoczenia chyba jednak już minął i obrońcy są na niego lepiej przygotowani.

 

  1. Avery Bradley

Może po przejściu do Clippers zacznie grać lepiej. Bo nie ma chyba fana Detroit, który byłby w pełni zadowolony z postawy Avery’ego w barwach Pistons. Mniejsza ilość zbiórek wynika z obecności Drumonda, lecz fatalna skuteczność z gry i wzrost liczby strat już nie bardzo. Obrona też nie była godna All-NBA w tym roku, zatem tym słabszej gry w ataku nie nadrabia. Oby pod Riversem szło mu lepiej.

  1. Andrew Wiggins

Tak, Minnesota wreszcie wygrywa i jest wreszcie kimś na Zachodzie. Tak, przyszedł Butler i rola Andrew uległa zmianie. Ale to jest numer 1 draftu, namaszczany swego czasu na następcę LeBrona, a w zeszłym roku grał naprawdę fajnie. I podpisał ogromny kontrakt. A teraz co? Zdobywa 6 pkt mniej (per-36 jest to 5 pkt), oddając jedynie jeden rzut na mecz mniej niż rok temu, ma najniższy PER i skuteczność w karierze, jedynie +/- go ratuje. Jego obrona to też nie są żadne fajerwerki. Ogólnie nie robi wrażenia i jeśli zeszły rok był pewnym przełamaniem, to w tym Andrew pokazuje, że hype na niego był zdecydowanie za duży.

  1. Jae Crowder

Nie ma rady, ktoś z Ohio musiał się tu znaleźć. Jae nie był nigdy kimś wybitnym i dużo zawdzięczał z pewnością systemowi Celtics, ale mimo wszystko gra w jednej ekipie z LeBronem, ma jedynie skupiać się na swoich zaletach jak obrona i trójki, i długi czas wychodził w s5. Spadek statystycznie spory, 5 pkt mniej i aż 7 pkt procentowych gorzej w skuteczności zza łuku. Defensive Rating na poziomie 112 pkt? Nie tego oczekiwano Jae.

  1. Ricky Rubio

Niby zdobywa najwięcej punktów w karierze i nawet ostatnio odpalił trójkę na zwycięstwo, ale spójrzmy prawdzie w oczy: Ricky nigdy nie będzie już żadnym kluczowym zawodnikiem w NBA. W tym roku utracił swą największą wartość – podania. Notuje zaledwie (jak na niego) 5 asyst na spotkanie. Gdyby jeszcze zaczął rzucać to okej, ale zza łuku to 30%, FG 39%  (w sumie tutaj to drugi najlepszy wynik w karierze po 40% w zeszłym roku). Wskaźnik asyst do strat to 1,74, fatalnie.

  1. George Hill

Dzisiejszy ranking wygrywa George Hill. Przeszedł do Sacramento wierząc w playoffy, podpisał tłusty kontrakt i gra słabiutko. Jedyne co mu wychodzi to rzuty zza łuku, gdzie notuje najlepszą w karierze skuteczność. Poza tym same spadki. Nawet rzutów oddaje mniej, a przecież przeszedł do znacznie słabszego zespołu. Defensive i Offensive Rating nie tylko najgorzej w karierze, ale na fatalnym poziomie. Niech już znajdzie nowe miejsce i nowy start, bo w Kings lepiej nie będzie dla niego.

Kopiuj link do schowka