Piątkowe Rankingi ZKNBA: Niespodzianki I Rundy

20/04/2018
Zach Randolph

Nadszedł piękny piątek, czas więc na Ranking ZKNBA. Jako, że jesteśmy mniej więcej w połowie pierwszej rundy playoffs 2018 dzisiaj przyjrzymy się niespodziankom, jakie sprezentowała nam dotychczas historia właśnie w pierwszym etapie drogi do Finałów.

Zaskakująco wiele było niesamowitych tzw. upsetów w pierwszej rundzie. Może wynika to z tego, że poziom się wyrównuje w kolejnych etapach i coraz trudniej mówić o wielkiej niespodziance. Może w pierwszej rundzie faworyci mają tendencję do lekceważenia przeciwników. A może rozstawienie nie zawsze oddaje faktyczny poziom danej drużyny, ta jak np w tym roku. Nie wiem.

Wiem za to, że poniższe serie były bez dwóch zdań genialne i idealnie definiują hasło promocyjne: I Love This Game.

Tak na marginesie, nie chcę nic mówić, ale spośród 9 opisywanych przypadków, aż pięć należy do pary zespołów z miejsc 3 i 6. Może to nie przypadek, że Blazers tak słabo teraz grają. Powinni się znaleźć na tej liście?

Honorable Mention:

Houston Rockets(6) – Utah Jazz(3) 1995: 3:2

Ciężko mówić o zaskoczeniu w sytuacji, gdy to aktualny mistrz wygrywa serię. Dlatego właśnie jest to honorable mention. Pamiętajmy, że Houston było dopiero na 6 miejscu swej konferencji i stawało naprzeciw piekielnie silnym Utah, którzy wygrali wtedy 60 spotkań. Rakiety odpaliły jednak wygrywając na terenie Jazzmanów, a Hakeem notował w tej serii 35 pkt i 8,6 zb i 2,6 blk. Później przejechali się po reszcie i zdobyli tytuł, lecz na starcie playoffs, więcej osób stawiało Utah w roli faworyta.

8. Golden State Warriors(6) – Denver Nuggets(3) 2013: 4:2

Seria, która przysporzyła wielu fanów ekipie Golden State. Zanim stali się Mistrzami i zespołem o wręcz nieuczciwym poziomie talentu, GSW byli fajną młodą drużyną, która zaczynała grać coraz lepiej pod wodzą Jacksona. Nuggets wchodzili w playoffs jako trzecia siła Zachodu z nadziejami na walkę w Finałach Konferencji. Grali szybko i przyjemnie dla oka. Warriors jednak całkowicie ich zneutralizowali. Dowodzeni przez kosmicznego w tej serii Curry’ego i Jarreta Jacka wyglądali jak drużyna o klasę lepsza. I ta atmosfera w ich hali.

7. Charlotte Hornets(6) – Miami Heat(3) 2001: 3:0

Pat Riley lubił sprawiać niespodzianki jako trener Heat. W 2001 roku stawał naprzeciw Hornets, którzy według wszelkich prawideł nie stanowili zagrożenia. Anthony Mason, Eddie Jones, Alonzo Mourning, Tim Hardaway. Ta mieszanka miała spokojnie sobie poradzić. Nie przewidzieli dwóch rzeczy: Jamal Mashburn pałający żądzą zemsty za oddanie go i Baron Davis, który lubi sprawiać niespodzianki. Zresztą tutaj to nawet nie była jakaś wielka seria, to była egzekucja drużyny z Florydy, w którą aż ciężko było uwierzyć.

6. New York Knicks(8) – Miami Heat(1) 1999: 3:2

Ciężki w ocenie przypadek. Kwestia rozstawienia bowiem jest bardzo myląca. To był sezon skrócony po lokaucie, zatem miejsca w konferencji nie do końca oddawały rzeczywistą różnicę między zespołami. Przykładem tego nich będzie fakt gry Knicks w Finałach, jako pierwszej i ostatniej drużyny z 8 miejsca, która zaszła tak daleko. Niezależnie od tego, były to lata wielkiej rywalizacji między tymi zespołami i seria była kapitalna. Decydujący, piąty mecz i rzut Allana Houstona to klasyk.

5. New Jersey Nets(6) – Philadelphia 76ers(3) 1984: 3:2

W 1983 roku Philadelphia 76ers zdobyła mistrzostwo NBA przegrywając ledwie 1 spotkanie w playoffs. W następnym sezonie w ich składzie wciąż biegał trzon mistrzowskiej ekipy, m.in. Moses Malone, Julius Erving czy Mo Cheeks. Po drugiej stronie Buck Williams i Micheal Ray Richardson i reszta organizacji, która nie wygrała dotąd spotkania w playoffs. Co ciekawe, w tej serii ani razu nie wygrał gospodarz. Nets byli młodsi i szybsi, czym zaskoczyli weteranów.

4. Houston Rockets(6) – Los Angeles Lakers(3) 1981: 2:1

Rockets weszli do playoffs z bilansem poniżej 50% zwycięstw. W pierwszej rundzie mierzyli się z ówczesnymi mistrzami. Lakers mieli obronić tytuł i rozpocząć dynastię. Niestety dla nich, kompletnie nie mieli odpowiedzi na Mosesa Malone i Calvina Murphy’ego. Jak się później okazało odpowiedź na nich znalazł dopiero w wielkim finale Larry Bird i spółka. Jedyny problem tej serii tkwi w tym, że była do 2 zwycięstw, zatem zakończyła się ledwie po 3 meczach. A szkoda.

3. Memphis Grizzlies(8) – San Antonio Spurs(1) 2011: 4:0

Klasyk, który większość fanów powinna doskonale pamiętać. Seria, która rozpoczęła najlepszy okres w historii klubu. Od tego momentu absolutnie nikt nie chciał trafić na Grizzlies w playoffs. Spurs zaskoczeni już w pierwszym meczu, przez całą serię nie mogli znaleźć odpowiedzi na Zacha Randolpha, który przypomniał światu jak dobry potrafi być. Do 2011 roku Grizz nie wygrali nawet jednego meczu w playoffs. W następnej rundzie ulegli dopiero w 7 meczach młodym Thunder. Cały koszykarski świat był pod wrażeniem.

2. Denver Nuggets(8) – Seattle SuperSonics(1) 1994: 3:2

Seattle SuperSonics zanim w 1996 roku postawili bardzo trudne warunki wielkim Bulls, mieli też genialną ekipę w 1994 roku. Najlepszy bilans w NBA (63-19) i para Payton/Kemp miała poprowadzić Seattle do drugiego tytułu w historii. W pierwszej rundzie trafili na Nuggets, gdzie grał Mutombo i Abdul-Rauf, lecz tamten zespół nie miał szans z Sonics. Przynajmniej w teorii. Zaczęło się od 2-0. W 3 meczu Nuggets pokazali siłę i wygrali po zaciętej końcówce. Game 4 i dogrywka dla Denver. Game 5 i dogrywka dla Denver. Świat był w szoku, a Bryłki dokonały niemożliwego, jako pierwszy zespół w historii.

1. Golden State Warriors(8) – Dallas Mavericks(1) 2007: 4:2

Czy mógł być w ogóle inny zwycięzca? Seria, która urosła do rangi absolutnego klasyka. Mavs rok wcześniej grali w Finałach, Warriors awans do playoffs wyszarpali ostatniego dnia sezonu regularnego. Mimo tego zagrali beż najmniejszych kompleksów i za sprawą dwójki Baron Davis/Stephen Jackson rozbili Dallas w 6 spotkaniach. Wygrali w pięknym stylu, a po dziś dzień wielu fanów bardziej sobie ceni właśnie tamtą ekipę i „We Believe” niż obecny, naszpikowany gwiazdami skład Wojowników. Więcej o tej konkretnej serii napisaliśmy tutaj.

Kto w tym roku ma największe szanse na podobną historię? Pelikany to już pewnik, ale może ktoś jeszcze? Indiana? Może przebudzą się także Bucks?

Kopiuj link do schowka