Największy postęp vol. 1

15/02/2017
Giannis Antetokounmpo

W tym roku wybór nie jest wyjątkowo trudny – chyba, że macie inne zdanie, ale tuż za plecami Giannisa Antetokounmpo naprawdę spora rywalizacja. Sezon 2016/2017 przyniósł nam kilka interesujących nazwisk, które podniosły dla siebie poprzeczkę i potwierdzają potencjał, z jakim weszły do najlepszej ligi świata. Zawsze nagrodę dla gracza, który poczynił największy postęp traktowałem jako takie małe MVP. Zobaczcie pierwszą piątkę i dajcie znać, czy się z nią zgadzacie.

Bonusy spoza TOP 5

Dennis Schroeder – siłą rzeczy jego rola w rotacji Atlanty Hawks ciąży na barkach mocniej. Przejął obowiązki pierwszego rozgrywającego i choć nie jest na poziomie All-Star, zrobił krok w przód, jakiego Mike Budenholzer mógł po nim oczekiwać. Rozgrywa najlepsze rozgrywki w karierze notując na swoje konto średnio 17,5 punktu, 6,3 asysty, 2,9 zbiórki, 46% z gry i 34,5% z dystansu.

C.J. McCollum – rzucający obrońca Portland Trail Blazers potwierdza umiejętności, które zaprezentował już w poprzednim sezonie. Teraz najważniejszym zadaniem jest nabieranie regularności i złapanie odpowiedniej chemii z Damianem Lillardem. Można odnieść wrażenie, że obaj panowie mogą grać ze sobą w składzie znacznie lepiej. W 55 meczach sezonu notował 23,5 punktu, 3,7 zbiórki, 3,6 asysty, 1,1 przechwytu, 48,5 FG% oraz 41,1 3PT%.

5. Otto Porter Jr, Wizards

Jestem fanem gry Portera, zwłaszcza gdy kreuje bez piłki. Z roku na rok nabierał w tej sztuce coraz więcej ogłady i w tym sezonie w końcu opanował tę sztukę niemal do perfekcji. W systemie Wizards – John Wall potrafi ściągnąć uwagę na strong-side, co Porterowi ułatwia funkcjonowanie na weak-side. Rozgrywający Wiz penetrując do środka zabiera ze sobą obrońcę Otto i ten stoi na czystej pozycji w którymś z rogów. Jest jednym z najlepszych strzelających ligi i latem tego roku trafi na rynek wolnych agentów. Czy Wizards będą gotowi zapłacić mu tyle, ile Otto dostanie od konkurencji? Będzie zastrzeżonym, więc Wiz mają prawo wyrównać każdą ofertę. W bieżących rozgrywkach notuje 14,4 punktu, 6,7 zbiórki, 53,2 FG% i 45,9 3PT%.

4. Harrison Barnes, Mavericks

Gdyby tylko wokół Dallas Mavericks było spokojniej. Mam na myśli to, że przez urazy tegoroczna ekipa Ricka Carlisle’a w zasadzie nie miała szansy potwierdzić, na co ją tak naprawdę stać. Mają bardzo intrygujący potencjał, zwłaszcza z Harrisonem Barnesem podejmującym więcej decyzji. Skrzydłowy rozgrywa w Teksasie bardzo dobry sezon, ale odnoszę wrażenie, że pełnie swoich możliwości rozwinie dopiero, gdy dostanie pomoc skrojoną do jego potrzeb. Barnes dopiero dociera do swojego prime-time’u. Jest niezwykle wszechstronnym zawodnikiem, ale nigdy nie będzie w stanie poprowadzić drużyny samodzielnie. W 55 meczach notował na swoje konto średnio 20,1 punktu, 5,2 zbiórki i 1,5 asysty trafiając 47,5 FG% i 34,4 3PT%.

3. Nikola Jokić, Nuggets

Można odnieść wrażenie, że ciągle jest w stanie robić więcej i lepiej. Jest dopiero na początku swojej drogi, a już prezentuje bardzo dojrzały basket. Niewykluczone, że w swoim prime-time będzie prawdziwą maszyną do triple-double. Ma świetny koszykarski instynkt i potrafi podejmować decyzję jako play-maker. To rzadka cecha u wysokich zawodników. Jakiś czas temu powtórzył słynny cytat Magica Johnsona. – Asysty cieszą dwóch zawodników, zdobywanie punktów tylko jednego. Ogromny skarb w rotacji i na pewno zawodnik, na którym można oprzeć przyszłość organizacji. W drugim sezonie Bryłki przekonały się o jego potencjale, dlatego na Jokicia spadło więcej obowiązków. Notuje średnio 16,3 punktu, 8,9 zbiórki, 4,4 asysty, 59 FG% i 36,3 3PT%.

2. Isaiah Thomas, Celtics

Stał się realnym kandydatem do walki o nagrodę MVP, nie tylko MIP. To co robi na parkiecie, zwłaszcza w czwartych kwartach, jest historycznie dobre, dlatego Thomas zasłużył na wyróżnienie. Zawodnik znakomicie czuje się w systemie Brada Stevensa i wyciąga absolutne maksimum z możliwości, jakie gwarantuje mu trener. Sprzyjają mu także koledzy. Chętnie pozwalają mu przejmować końcówki spotkań, bo zdążyli zauważyć, że Thomas posiada instynkt zabójcy. W czwartych kwartach jest równie skuteczny co Kobe Bryant czy Michael Jordan. C’s trafili z nim w dziesiątkę. Jego play-offowe pojedynki z Kyrie Irvingiem czy Kylem Lowrym mogą być prawdziwym hitem. W 51 meczach, Thomas notował średnio 29,8 punktu, 6,4 asysty, 2,6 zbiórki, 46,8 FG% i 38,2 3PT%.

1. Giannis Anteotkounmpo, Bucks

Giannis z przenosinami na pozycję numer jeden czuje się coraz swobodniej. Problem w tym, że Milwaukee Bucks nie wygrywają meczów i wiele wskazuje na to, że w tym sezonie nie awansują do fazy rozgrywek posezonowych. To nadal rotacja, która potrzebuje wsparcia, zwłaszcza Antetokounmpo, skoro Jason Kidd uczynił z niego pierwszego play-makera. Kevin Durant przyznał ostatnio, że Greak-Freak ma lepsze możliwości i predyspozycje niż on sam, więc gdy zacznie nabierać ogłady, będzie bez wątpienia jednym z najlepszych zawodników w lidze. Ten sezon jest przełomowym dla przyszłości Greka w lidze. W 53 meczach, jakie rozegrał zdobywał 23,2 punktu, 8,6 zbiórki, 5,5 asysty, 2 bloki i 1,7 przechwytu trafiając 52,4 FG% i ciągle słabe 28% za trzy.

Kopiuj link do schowka