Najlepsi debiutanci bez Rookie Of The Year

27/06/2017
Carmelo Anthony Elvin Hayes Joel Embiid Magic Johnson Hakeem Olajuwon NBA Rookie Of The Year fot. Getty Images

Joel Embiid miał wybitny sezon debiutancki, ale nie zdobył nagrody Rookie Of The Year ze względu na zbyt małą ilość rozegranych meczów. Nie będzie jednak sam w gronie rewelacyjnych pierwszoroczniaków bez dedykowanej im nagrody.

Zacznę od tego, że rozumiem decyzję głosujących w sprawie Embiida. Wszyscy wiemy, że to on był najbardziej ekscytującym zawodnikiem rozgrywającym swój pierwszy sezon w NBA, ale jego kontuzje i ograniczenia minutowe sprawiły, że grał na trochę innych zasadach niż reszta. Czy może czuć się wobec tego skrzywdzony? Pewnie tak, choć na pewno sam Embiid wie, że to nie przytyk do jego talentu, a zdrowia.

Hans nie jest pierwszym przypadkiem debiutanta-gwiazdy, który świetnej pierwszej zawodowej kampanii nie zakończył z nagrodą Rookie Of The Year. Przed nim byli inni, nie zawsze skrzywdzeni, a po prostu trafiający na wyjątkowo silną klasę naboru, w której najzwyczajniej w świecie znalazł się ktoś jeszcze lepszy. Taka jest niestety idea wszystkich tego typu plebiscytów – gdzie wygrywa tylko jedna osoba, zawsze znajdzie się ktoś pominięty.

Poniżej zebrałem nazwiska piętnastu autorów moim zdaniem najlepszych sezonów debiutanckich nie nagrodzonych statuetką Rookie Of The Year (przyznaję, że pominąłem paru potencjalnie pasujących tu gości z lat 50 i 60). Kolejność alfabetyczna, bo ułożenie tych przykładów w kolejności od najlepszego do najgorszego byłoby krzywdzące, a ten tekst jest w końcu o debiutantach, którzy już raz mogli się poczuć pokrzywdzeni.

Carmelo Anthony (Nuggets, 03/04): 21.0 PPG, 6.1 RPG, 2.8 APG, 1.2 SPG, 42.6 FG%)

Nie bójmy się słów: Melo zasłużył na tytuł Rookie Of The Year w tym samym stopniu, o ile nie bardziej, co LeBron James. Statystycznie zupełnie nie odstawał (dla porównania, osiągi LeBrona: 20.9 PPG, 5.5 RPG, 5.9 APG, 1.6 SPG, 41.7 FG%), za to dokonał czegoś, co nie udało się Jamesowi – wprowadził swoją drużynę do playoffów, po drodze pomagając im wygrać o 26 meczów więcej niż w poprzednim sezonie (z 17 do 43 wygranych – Cavs z LBJ’em poprawili się z 17 na 35).

Bill Cartwright (Knicks, 79/80): 21.7 PPG, 8.9 RPG, 1.2 BPG, 54.7 FG%

Zanim w Nowym Jorku nastała era Patricka Ewinga, Knicks bardzo duże nadzieje wiązali z Billem Cartwrightem. My znamy go bardziej jako bardzo solidnego, ale też drewnianego centra Bulls, którego oglądanie w akcji sprawiało fizyczny ból, ale kiedyś świetnie rokował i dlatego właśnie Nowojorczycy poświęcili na niego trzeci numer Draftu 1979. Bill za zaufanie odwdzięczył się błyskawicznie i został nawet powołany do All-Star Game. Sezon 79/80 to był jednak sezon Larry’ego Birda, a jego Bill nie był w stanie już przebić.

Ron Harper (Cavs, 86/87): 22.9 PPG, 4.8 RPG, 4.8 APG, 2.5 SPG, 1.0 BPG

Wiecie ilu koszykarzy w historii miało takie średnie, jak Ron Harper w sezonie debiutanckim? Tylko jeden – Michael Jordan – i tylko dwukrotnie w swojej wspaniałej karierze (87/88 i 90/91). Mimo wszystko głosujący uznali za najlepszego debiutanta Chucka Persona. Powodem mógł być fakt, że Cavs mieli wówczas aż trzech zawodników w All-Rookie 1st Team – razem z Harperem na wysokim poziomie grali też Brad Daugherty i John “Hot Rod” Williams – i Ron musiał się siłą rzeczy dzielić zachwytami. Person tymczasem od razu stał się liderem Indiana Pacers, na dodatek prowadząc ich do bilansu 41-41 i mając barwną, bardziej zapadającą w pamięć osobowość.

Elvin Hayes (Rockets, 68/69): 28.4 PPG, 17.1 RPG, 1.4 APG

Ron Harper ma czwartą najwyższą średnią punktową wśród debiutantów bez nagrody Rookie Of The Year, zaś lideruje tej kategorii Elvin Hayes, którego wynik jest jednocześnie na piątym miejscu wśród wszystkich pierwszoroczniaków w historii NBA. Jak się przegrywa Rookie Of The Year ze średnimi na poziomie 28/17? Nie mam pojęcia, ale Wes Unseld nie tylko zabrał mu wtedy wyróżnienie dla najlepszego debiutanta, ale i nagrodę MVP. NBA była wówczas zakochana w Unseldzie – niesamowicie mocnej osobowości i jeszcze mocniejszych biodrach. Mierzył tylko 6 stóp i 7 cali wzrostu, a grał na centrze i radził sobie doskonale, przy okazji zachwycając wszystkich swoimi podaniami przez całe boisko. Miał średnie 13.8 PPG, 18.2 RPG i 2.6 APG oraz poprowadził Baltimore Bullets do pierwszego miejsca w Konferencji Wschodniej, dzięki wygraniu o 21 spotkań więcej niż rok wcześniej… Tyle, że San Diego Rockets z Hayesem poprawili się o 22 mecze i zaledwie w drugim sezonie tej drużyny w NBA, awansowali do playoffs, a Elvin został królem strzelców ligi (i czwartym zbierającym). Przegrał jednak z reputacją zwycięzcy Unselda. Rockets, mimo ogromnego progresu, wciąż mieli bilans ujemny, 37-45, który wyglądał cokolwiek biednie przy 57-25 Pocisków.

Magic Johnson (Lakers, 79/80): 18.0 PPG, 7.7 RPG, 7.3 APG, 2.4 SPG, 53.0 FG%

Nie tylko Bill Cartwright pozostał w 1980 roku bez nagrody za udany sezon debiutancki – Larry Bird (21.3 PPG, 10.4 RPG, 4.5 APG, 1.7 SPG, 47.4 FG%, 40.6 3P%) zgarnął tytuł Rookie Of The Year także sprzed nosa Magica Johnsona, który jednak na “pocieszenie” mógł zabrać do domu statuetkę dla MVP Finałów.

Bernard King (Nets, 77/78): 24.2 PPG, 9.5 RPG, 2.4 APG, 1.5 SPG, 47.9 FG%

Jeden z najlepszych łowców punktów w historii NBA zaczął budować swoją reputację niezwłocznie po dołączeniu do ligi i do dziś tylko Elvin Hayes rzucał więcej jako debiutant pominięty w głosowaniu na Rookie Of The Year. W 1978 roku musiał jednak ustąpić miejsca Walterowi Davisowi (jednemu z idoli młodego Michaela Jordana), który był równie płodny w ofensywie, ale jego Suns byli drużyną playoffową, w odróżnieniu od słabiutkich Nets.

Pete Maravich (Hawks, 70/71): 23.2 PPG, 3.7 RPG, 4.4 APG

Pistol Pete czarował kibiców od samego początku, ale w 1971 roku bardziej czarująca okazała się dla głosujących historia przebojowego wejścia do składu Celtics Dave’a Cowensa (17.0 PPG, 15.0 RPG, 2.8 APG), który bez kompleksów przyjął rolę następcy Billa Russella i pomógł po rocznej przerwie awansować Celtom do playoffs. Cowens zdobył nagrodę Rookie Of The Year ex aequo z Geoffem Petriem, zaliczającym punkty na pęczki combo guardem Blazers, który został nawet powołany do Meczu Gwiazd.

Alonzo Mourning (Hornets, 92/93): 21.0 PPG, 10.3 RPG, 3.5 BPG, 51.1 FG%

W całej historii NBA tylko pięciu koszykarzy dokonało tego, co Mourning w sezonie debiutanckim, a jego pech polegał na tym, że jeden z nich był pierwszoroczniakiem w tym samym roku co on – Shaquille O’Neal. Inni zawodnicy ze średnimi minimum 21 punktów, 10 zbiórek i 3.5 bloku w sezonie to Kareem Abdul-Jabbar (dokonał tego 4 razy), Hakeem Olajuwon (6), David Robinson (3) i Patrick Ewing (1). Na dodatek z Mourningiem w składzie Hornets po raz pierwszy awansowali do playoffs i dzięki jego game-winnerowi przeszli pierwszą rundę.

Dikembe Mutombo (Nuggets, 91/92): 16.6 PPG, 12.3 RPG, 2.2 APG, 3.0 BPG

Choć debiutantem roku został człowiek-żywioł, czyli Larry Johnson, który do ponad 19 punktów dorzucał po 11 zbiórek i prawie 4 asysty w każdym meczu, to jednak nie on, a Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean-Jacques Wamutombo dostąpił w tamtym sezonie zaszczytu zagrania jako rookie w Meczu Gwiazd.

Hakeem Olajuwon (Rockets, 84/85): 20.6 PPG, 11.9 RPG, 1.4 APG, 1.2 SPG, 2.7 BPG

Hakeem, a w zasadzie to wówczas jeszcze Akeem, miał jako rookie taką siłę przebicia, że jego debiutanckiej kampanii nie zepsuł nawet fakt, iż w Rockets na jego pozycji grał wówczas potencjalny franchise player, Ralph Sampson. Jako jedna z dwóch wież został uznany za najlepszego pierwszoroczniaka sezonu przez ponad jedną czwartą głosujących. Niestety reszta – bardzo zresztą słusznie – wyżej oceniła chudzielca z Bulls, niejakiego Mike’a Jordana (28.2 PPG, 6.5 RPG, 5.9 APG, 2.4 SPG, 51.5 FG%). Brak nagrody Rookie Of The Year to jeszcze jedna rzecz, która łączy Joela Embiida z Olajuwonem!

Glenn Robinson (Bucks, 94/95): 21.9 PPG, 6.4 RPG, 2.5 APG, 1.4 SPG

Na tle wszechstronnych wspólnych zdobywców Rookie Of The Year w 1995 roku – Jasona Kidda i Granta Hilla – jednowymiarowość Big Doga kuła w oczy. I choć talentu miał nie mniej niż wymienieni panowie, to był za mało ambitny, aby wypełnić swoje przeznaczenie, którym dla zakręconych fanów z rodzinnego stanu Indiana było zostanie czarnym Larrym Birdem. Sezon debiutancki miał jednak ze wszech miar imponujący i dopiero po latach można było mu wypomnieć, że w zasadzie to od tamtego czasu jakoś wyraźnie się nie poprawił.

Isiah Thomas (Pistons, 81/82): 17.0 PPG, 2.9 RPG, 7.8 APG, 2.1 SPG
Kelly Tripucka (Pistons, 81/82): 21.6 PPG, 5.4 RPG, 3.3 APG, 1.1 SPG
Jay Vincent (Mavs, 81/82): 21.4 PPG, 7.0 RPG, 2.2 APG, 1.1 SPG

Draft 1981 nie pojawia się może często w dyskusji o najlepszych draftach w historii, ale dał lidze natychmiastowy zastrzyk jakości, której źródłem byli m.in. trzej wymienieni powyżej panowie. Każdy z nich zasługiwał na bycie Rookie Of The Year – przynajmniej na papierze, nie będę udawał, że śledziłem wówczas rozgrywki NBA, bo mój akt urodzenia temu zaprzecza – ale żaden z nich tej nagrody nie zdobył, bo głosujący wskazali na podkoszowego twardziela Bucka Williamsa (15.5 PPG, 12.3 RPG, 1.3 APG, 1.0 SPG, 1.0 BPG, 58.2 FG%), którego Nets poprawili się o 20 zwycięstw i awansowali do playoffs. Williams został powołany do All-Star Game, gdzie jednak znaleźli się także Thomas i Tripucka w nagrodę za stanie się liderami Tłoków. Nie sprawdzałem, ale podejrzewam, że nie ma zbyt wielu draftów, które wyprodukowały trzech pierwszorocznych All-Starów.

Jerry West (Lakers, 60/61): 17.6 PPG, 7.7 RPG, 4.2 APG

West rozegrał 14 sezonów w NBA i za każdym razem był powoływany do All-Star Game. W porównaniu z resztą jego kariery, ten pierwszy rok wygląda skromnie (już w drugim sezonie rzucał ponad 30 punktów w meczu), ale występ w Meczu Gwiazd potwierdzał jego klasę już na samym początku. Pan Logo przegrał wtedy z nie byle kim, bo z Panem Triple-Double – Oscar Robertson jako rookie wygrał klasyfikację asyst z wynikiem 9.7, a do tego notował po 30.5 punktu i 10.1 zbiórki w meczu.

Większość z tych zawodników jakoś bardzo się nie przejęła brakiem tytułu Rookie Of The Year w kolekcji i Joel Embiid także nie powinien.

Kopiuj link do schowka